Pierwsze wrażenia

DSC_7203

Stefan jest u mnie już trzeci tydzień. Czas na małe podsumowanie tych pierwszych tygodni pracy i poznawania się. Najważniejsze, co mogę powiedzieć po tym czasie razem to, że ogromnie się cieszę, że kupiłam tego konia. Każdy dzień i każde spotkanie z nim jest wielką frajdą i wzbudza we mnie masę ekscytacji. Nie tylko praca, ale też zwyczajne bycie z nim porządnie ładuje akumulatory. Ten koń ogromnie łaknie kontaktu z człowiekiem, jest bardzo otwarty, ciekawi go wszystko, a każda propozycja wzbudza w nim entuzjazm i zainteresowanie. Pod siodłem jego otwartość i optymizm są równie wyraźne i sprawiają, że praca z nim jest po prostu miła. Przy całym ogromie przyjemności, jakie niosą relacja i trening z tym koniem, cieszę się, że kupiłam go dopiero teraz. Doświadczenie wyniesione z pracy z Fabianem i Elbrusem, ale też wszystko to, co wydarzyło się w moim jeździeckim życiu poza siodłem przez ostatnie lata, przekłada się teraz na rozsądek, który staram się zachować ze Stefanem. Staram się niczego nie zaniedbać, wszystko od początku robić, jak należy – od budowania relacji, przez planowanie zrównoważonego treningu, konsultacje, dopasowanie siodła, po badania krwi i żywienie, z nadzieją, że zdrowy rozsądek i ta dbałość o pełny pakiet sprawią, że będziemy się ze Stefanem wspólnie spokojnie się rozwijać, a ja w ostatecznym rozrachunku podołam temu trudnemu zadaniu pracy z wciąż jeszcze bardzo przecież młodym koniem.

DSC_7255

Jako że Stefan przyjechał do mnie w dobrej kondycji, a w swoim poprzednim domu regularnie, solidnie pracował, nie potrzebował specjalnego okresu ochronnego i wdrażania do treningu. Szybko zaczęliśmy normalną pracę o tyle tylko lżejszą, że biorącą poprawkę na to, że musimy się z Blondynem poznać i zgrać. Oczywiście sporym wyzwaniem jest dla mnie przesiadanie się na konia tak bardzo różnego od Elbrusa. Stefan jest koniem dużo bardziej „do przodu”, dużo bardziej elektrycznym i jest przy totalnym ekstrawertykiem. Do niego nie trzeba docierać, do niego wystarczy wyciągnąć rękę, a on natychmiast wchodzi w dialog. To jest koń ogromnie otwarty na komunikację z człowiekiem, na kolejne zadania, chętny do działania, do pracy, ambitny. Jest bardzo wrażliwy i reaktywny, co oczywiście działa w dwie strony. Nie chodzi tu tylko o to, że czasem coś go rozprasza albo emocjonuje, co dla konia w jego wieku jest w dużej mierze normalne, ale o to, jak czule i gwałtownie reaguje na wszystkie negatywne sygnały czy napięcia jeźdźca. Na wszelkie moje usztywnienia odpowiada błyskawicznie złością. Jest wyjątkowo czuły na zakleszczanie się w siodle, w odpowiedzi na nie ucieka, sadzi barany i szczerze, całkiem zwyczajnie się złości. Szczęśliwie równie szybko, jak w tę złość wpada, z niej wychodzi i wraca do swojego normalnego stanu ducha wiecznego optymisty i entuzjasty wszystkich pomysłów, kiedy tylko ja się rozluźnię i skoryguję swoje napięcia. Bardzo łatwo przejmuje wszystkie moje nerwy. Na napięcia odpowiada tym samym, błyskawicznie się usztywnia i odpala wrotki, a trzeba mu przyznać, że ma chłopak moc.

DSC_7423

Luz i spokój jest kluczem do dobrej komunikacji z nim. Jest takim typem, na którego absolutnie nie można się złościć. Złością się u niego nic nie wyperswaduje, bo Stefan błyskawicznie odpowie tym samym, usztywni się i zacznie uciekać. Jego trzeba łagodnie zachęcać, dużo chwalić, być przy tym stanowczym, ale zawsze zachowywać totalny luz, jakby korekta była trochę przy okazji pochwały i właściwie rzucona od niechcenia. To, co bardzo w tym koniu lubię, to że on naprawdę stara się zrozumieć, jeśli mówi się do niego spokojnie i stanowczo, ale bez wywierania presji. Bez pośpiechu i ciśnienia. Jeśli po stronie jeźdźca jest spokój, to Stefan, nawet jeśli za pierwszym razem nie zrozumie, nawet jeśli coś będzie trudne, albo nie po jego myśli, nie będzie próbował postawić na swoim, nie będzie się zacinał i walczył, wręcz przeciwnie – będzie szukał odpowiedzi, będzie próbował zrozumieć i znaleźć rozwiązanie, o które prosi go jeździec. Nawet jeśli nie uda się za pierwszym czy drugim razem, to uda się na pewno, bo ten koń zwyczajnie chce z jeźdźcem współpracować. Czasem gubi gdzieś równowagę, niecierpliwi się i chciałby iść na skróty, złości się, że coś mu nie wyjdzie, odpala wrotki, albo się rozprasza i usztywnia, ale zachęcony szuka rozwiązania. Największym wyzwaniem jest w tym wszystkim tak prowadzić z nim pracę, żeby w nim tego łaknienia relacji z człowiekiem nie zgasić, żeby tak podnosić poprzeczkę, żeby on cały czas znajdował w tej pracy frajdę, a we mnie oparcie.

DSC_7290-kopia
Stefan właściwie od przyjazdu solidnie i regularnie pracuje pod siodłem. Poznajemy się, zgrywamy, ale równocześnie w normalnym trybie pracujemy na płaskim i szlifujemy skoki. W treningach skokowych wplatamy sporo gimnastyki, wzmacniającej Stefana, budującej jego równowagę i pozwalającej nam się zgrać. To dla mnie też świetne ćwiczenie na wyczucie tego konia, który pod względem gabarytów, długości fouli, techniki skoku jest zupełnie inny od Elbrusa. Stefan jest bardzo kompaktowy. W porównaniu z Elbrusem, który dla odmiany jest koniem bardzo długim w kłodzie i o długiej szyi, Stefan wydaje się króciutki. Wciąż trudno mi na nim ocenić odskok i wyliczyć foule. Tam gdzie wydaje mi się niebezpiecznie blisko, Stefanowi wciąż udaje się skrócić i bez wysiłku wybić, co dla Dużego z racji gabarytów byłoby nieosiągalne. Równocześnie ten kompaktowy rozmiar Blondyna wymaga ode mnie tym lepszej równowagi, szczególnie w skoku, by nie dociążyć mu zbytnio przodu i nie zakłócić pracy na przeszkodzie. Gimnastyka pomaga mi zarówno w poznawaniu i uczeniu się Stefana, jak i w pracy nad kontrolą własnej równowagi i środka ciężkości. Wplatamy też dużo ćwiczeń na naszą komunikację – przejść pomiędzy pomiędzy kolejnymi przeszkodami, kół, drążków. Pracujemy nad dobrym rytmem i nad komunikacją w najazdach, nad dobrym, spokojnym wyjeżdżaniem zakrętów, co czasem bywa dla mnie wyzwaniem. Szlifujemy dobry równy rytm zaraz po skoku, który spokojnie i w tempie pozwala dojechać do kolejnej przeszkody. Stefan jest do skoków bardzo chętny, pewnie atakuje przedzkody, a to spore ułatwienie w tej pracy, ale wciąż musimy się siebie nauczyć i złapać wspólny rytm.

DSC_7436

W treningach na płaskim pracujemy nad dobrym rytmem we wszystkich trzech chodach i w przejściach. Robimy też dużo przedszkolnych ćwiczeń – dodań, skróceń, przejść, kół, ósemek, przekątnych, zmian, starając się, żeby we wszystkich momentach Stefan był pode mną, na pomocach, w dobrym rytmie. Wplatamy trochę ustępowań i łopatek, bo to świetny sposób na uelastycznienie grzbietu, mocne wejście pod kłodę i gimnastykę. Wciąż jesteśmy na etapie, kiedy każdy trening jest trochę krokiem milowym w naszej komunikacji, z każdym kolejnym dniem uczę się, jak mam siedzieć i w jaki sposób działać pomocami, żebyśmy się ze Stefanem najlepiej rozumieli. W ostatnich dniach udało mi się na przykład wreszcie usiąść w galopie dobrze, luźno, z mocnym oparciem w strzemionach, ale bez zakleszczania i przeprostu w lędźwiach i w efekcie odkryć, że mamy ze Stefanem świetny, luźny, zrelaksowany, równy i bardzo miękki galop i to zupełnie bez wysiłku. Ten etap uczenia się siebie nawzajem i odkrywania, jak ze sobą rozmawiać jest pełen takich miłych niespodzianek i chociaż nie zawsze jest zbudowany z tak spektakularnych odkryć, to cieszę się nim na każdym treningu.

DSC_7225

Stefan oprócz pracy pod siodłem pracuje też oczywiście na lonży i idzie to coraz lepiej. Początkowo Blondyn notorycznie odpalał wrotki i potrzebował dobrej chwili, żeby mózg wrócił mu na swoje miejsce i mógł normalnie ze mną komunikować. Teraz te lonże, które mają na celu zwiększenie elastyczności, gimnastykę i wzmocnienie mięśni bez mojego ciężaru na plecach, mają w sobie więcej równowagi i spokoju, chociaż młody wciąż swoje musi na początek wybiegać. Sporo pracujemy i bawimy się też z ziemi, spacerujemy i uczymy się. Takie budowanie więzi, ustawianie relacji, bycie razem jest u młodziaka bardzo ważne, a że Stefan tego kontaktu bardzo łaknie i jest chętny do wszystkiego, co mu się zaproponuje, to tym większą frajdę sprawia ta część naszego wspólnego tygodnia. Wykorzystuję też wiedzę i umiejętności z zakresu masażu, więc Blondyna regularnie masuje, co jest frajdą dla nas obojga, bo Stefan w trakcie ziewa, oblizuje się i generalnie mocno się rozpływa, a tacy pacjenci są zawsze najbardziej wdzięczni. Wierzę, że to spędzanie czasu razem, dobre wychowanie, zdobywanie wzajemnego zaufania, ustalanie z ziemi zasad i granic, ale też bycie razem na luzie i bez treningowego rygoru są oprócz przyjemności dla obu stron – solidnym fundamentem dobrej relacji między koniem a człowiekiem.
DSC_7209-kopia
To wszystko brzmi bardzo różowo i chociaż w dużej mierze tak właśnie jest, to wiadomo, że na każdej płaszczyźnie wspólnej pracy pojawiają się nam jakieś tematy i wyzwania do przepracowania. Niech najlepszym tego przykładem będzie fakt, że w pierwszym tygodniu naszej współpracy zdążyłam dwa razy przetestować organoleptycznie jakość nawierzchni na naszej hali. Proces poznawania się i docierania się wciąż trwa i oboje dużo się musimy o sobie nauczyć. Nie mam złudzeń, że w dalszej pracy będą nam się pojawiać kolejne bardziej lub mniej widowiskowe problemy i trudności, ale z charakterem i nastawieniem Stefana czuję, że praca nad tymi wyzwaniami będzie bardziej frajdą niż udręką. A że w najbliższym czasie czekają nas ambitne plany, to i wyzwań będzie pewnie sporo. Oprócz dalszej pracy, szlifowania i zgrywania się mamy z początkiem marca w perspektywie pierwsze wspólne zawody, tydzień później konsultacje z Małgorzatą Morsztyn, a z początkiem kwietnia pierwsze zawody w sezonie otwartym. Będzie się działo!

Dodaj komentarz