Rozgrzewanie po urazie ścięgna (i nie tylko)

DSC_8530

W przypadku urazu ścięgna po początkowym etapie chłodzenia nogi w celu zlikwidowania opuchlizny i stanu zapalnego, jednym z podstawowych elementów rehabilitacji, obok ruchu kontrolowanego po twardym i aresztu boksowego, jest rozgrzewanie kontuzjowanej kończyny. Myśmy do rozgrzewania dotarli z drobnym poślizgiem z powodu PRP, przed którym wciąż jeszcze dla pewności chłodziłam nogę, a potem po samym zabiegu przez kilka dni nie stosowałam żadnych preparatów, żeby nie podrażnić Stefana w miejscu iniekcji, a także mieć jasną sytuację odnośnie przyczyn w przypadku wystąpienia ewentualnej opuchlizny. Teraz jesteśmy już na dobre w trybie rozgrzewania nogi i powoli wypracowuję swój schemat w tym temacie. Nie miałam zresztą specjalnie innego wyjścia – szkół metod i sposobów rozgrzewania nogi po urazie jest bardzo wiele i w tej sytuacji nie pozostaje nic innego niż je przetestować, skonsultować z weterynarzem i wypracować najlepszą dla siebie rutynę.

cb zxb

Wiele osób poleca bardzo mocne, agresywne rozgrzewanie – stosowanie wcierek, a potem zawijanie nogi z warstwą folii aluminiowej w roli izolatora wytworzonego ciepła. Są też zwolennicy glinek, które są jednak mocno kłopotliwe w użytkowaniu, wcierek, żeli, zawijania w boksie, albo na spacery i stosowania przeróżnych wersji ochraniaczy. Te wszystkie metody różnią się nieco działaniem, jego formą i intensywnością, ale też logistyką. Starałam się swoją rutynę stworzyć w oparciu o te wszystkie rady i opinie, które słyszałam i czytałam, ale dostosować ją do swoich warunków i przede wszystkim skonsultować z weterynarzem, a potem ewentualnie skorygować. To jak właściwe wygląda u nas rozgrzewanie? Przede wszystkim na noc ubieram Stefanowi ochraniacze stajenne na przody. Stosuję albo Torpolowe magnetyki, które pożyczył mi Trener, albo Horze Supreme, które niedawno kupiłam, raczej z przewagą tych ostatnich, bo Stefan ich nie ściąga, fajnie układają się na nodze i są bardzo wygodne zarówno dla użytkownika czyli Stefana, co można wywnioskować po fakcie, że ich nie ściąga, jak i dla operatora czyli dla mnie, bo mają wygodną konstrukcję i wypinane wypełnienie.

Ochraniacze Horze Supreme kupiłam w Febro (130pln)

DSC_8544

Rano ściągam ochraniacze i w ciągu dnia Stefan stoi już bez nich. Zamiast tego stosuję dwie metody rozgrzewania czy wspierania ścięgna. Na każdy spacer mozolnie zawijam tę nogę i idzie mi to coraz lepiej i sprawniej. Kupiłam w tym celu zwykłe czarne owijki Torpola z miękkiego polaru, niezbyt grubego, ale miłego i miękkiego. Nie testuję ich wprawdzie bardzo długo, ale wyglądają bardzo solidnie i dobrze się sprawdzają. A i ja nabieram przy tym wprawy w owijaniu. Szczęśliwie Stefan asystuje w tym procederze coraz mniej aktywnie, chociaż on generalnie uczestniczy we wszystkim i każde smarowanie, ubieranie, ściąganie i zawijanie wiąże się z manewrowaniem między nogą a jego chrapami, które z zaciekawieniem sprawdzają, co też znowu wymyśliłam. Tyle dobrze, że coraz rzadziej chciałby przy zwijaniu lub rozwijaniu trzymać mi owijkę w zębach i pomagać.

Owijki Torpol Active kupiłam w Bergo (51pln)

DSC_8529

Po spacerze ściągam owijkę i smaruję nogę żelem lub wcierką. Po wmasowaniu danego preparatu nie zakładam owijek, po pierwsze po to, by tej nogi nie przegrzewać, a po drugie po to, żeby Stefan nie zrobił sobie krzywdy owijką, kiedy już ją ściągnie, bo to, że bez trudu przynajmniej częściowo by ją rozwinął  w ciągu pierwszej godziny od zamknięcia drzwi do boksu, jest więcej niż pewne. A w jego przypadku taka częściowo lub całkiem rozwinięta owijka to z całą pewnością początek historii o kolejnej kontuzji. Po spacerze stosuję naprzemiennie kilka preparatów. Po pierwsze wcierka z Arniką, to chyba jak na razie mój ulubiony produkt, dobrze, ale nie agresywnie rozgrzewa, nie podrażnia, wygodnie się nakłada i rozprowadza, nie jest lepki, ma lekką konsystencję a ciepło długo się utrzymuje i daje bardzo fajne efekty.

Wcierkę Pharma Arnica kupiłam w Bergo (57pln)

DSC_8571

DSC_8568

Kolejnym preparatem, który stosuję jest maść żywokostowa Gold Label, to intensywniejszy produkt niż żel z Arniką, mocniej rozgrzewa, mam wrażenie, że efekt utrzymuje się też nieco dłużej. Ma mocno intensywny zapach, co Stefanowi akurat nie przeszkadza i nawet nie wzbudza jego przesadnego zdziwienia, ale przy tym dość niewygodnie się nakłada. Opakowanie trzeba najpierw rozgrzać pod gorącą wodą, wówczas uzyskuje się konsystencję gęstej mazi, która rozprowadza się jednak gorzej niż Arnika i przy nałożeniu zbyt dużej ilości pozostawia grudki w sierści.

Maść żywokostową Gold Label kupiłam w Bergo  (32pln)

DSC_8583

DSC_8575

Ostatni stosowany przeze mnie stosowany produkt to wcierka rozgrzewająca Black Horse. Intensywność działania jest wprawdzie podobna do tej Arnikowej, ale pierwszy efekt rozgrzania jest szybszy i agresywniejszy. Już na dłoniach czuje mocne rozgrzanie, a jeśli po użyciu nie umyję dokładnie rąk, to mam pewność, że w drodze do domu obrączka będzie mi smażyć palec. Ma konsystencję żelu więc wygodnie się rozprowadza, a nieco drażniący efekt nie powoduje to żadnych odczynów, reakcji czy choćby niechęci u Stefana.

Wcierkę Black Horse kupiłam w Horse Trade (55pln)

DSC_8588

DSC_8585

Z rozgrzewaniem ścięgna staram się działać rozważnie, nie przesadzać, nie drażnić, nie powodować stanu zapalnego, nie sprawiać, że to rozgrzewanie stanie się dla Stefana uciążliwe, żeby niepotrzebnie go nie stresować w sytuacji, w której i tak jego nerwy są mocno napięte. A przy okazji nie nakłaniać go do walki z tym rozgrzewaniem – wiercenia się, odsadzania przy zabiegach, ściągania owijek czy ochraniaczy. Przede wszystkim założyłam, że w tym aspekcie podobnie, jak i w całej naszej rehabilitacji, będę postępować rozważnie, ale z żelazną dyscypliną trzymać się codziennej rutyny. Staram się więc nie rozgrzewać nogi przesadnie agresywnie, ale robić to solidnie i sumiennie. Przed każdym z dwóch czy trzech dziennie spacerów zawijać owijkę, po spacerze wcierać żel lub wcierkę, a na noc ubierać ochraniacze. Opcji pominięcia spaceru, nie zawijania przed nim, czy nie ubrania ochraniaczy u mnie po prostu nie ma. Jeśli z jakiegoś powodu świat się kończy i nie dam rady być w stajni, to po prostu proszę o pomoc, ale nie odpuszczam. Liczę, że ta rutyna i żelazna dyscyplina w jej powtarzaniu i sumienne rozgrzewanie nogi będą mieć swoją maleńką cegiełkę w rehabilitacji Stefana i przyczynią się do jego powrotu do sprawności.

 

Dodaj komentarz