Trening na drągach i cavaletti

SONY DSC

Fabian przez kilka lat naszej współpracy stworzył swoją prywatną czarną listę ćwiczeń i elementów treningu, których szczerze nie znosi. Lista nie jest może jakoś szczególnie długa, ale Fifi regularnie ją aktualizuje, dorzucając nowe pozycje i zmieniając ich hierarchię. Ostatnio na przykład najwyżej na czarnej liście plasują się ustępowania od łydki. Praca nad tym elementem na początku treningu gwarantuje mi, że przez resztę jazdy będę mieć pod siodłem sfochowanego i buntującego się podrostka, zamiast tego sympatycznego i chętnego konia, którym Fabs jest na co dzień.

Na szczęście oprócz czarnej listy mamy też białą listę, a na niej cały arsenał ulubionych ćwiczeń Siwego, który na samą myśl o nich rozluźnia grzbiet, parska, przeżuwa wędzidło i wydaje się pytać „Ej, to co teraz? Co robimy?Ale fajnie!”. Od dłuższego czasu absolutnym numerem jeden białej listy, najulubieńszym z ulubionych elementów jest praca na drągach i cavaletkach. Nic nie wprawia Fabsa w tak dobry nastrój, jak trening skupiony wokół wszelkiego typu wariacji ćwiczeń z drągami.

Kilka jazd temu taki właśnie trening zafundowała nam Ala. Jazda poświęcona praktycznie w całości ćwiczeniom, które Fifi lubi, przy których się rozluźnia i którymi się bawi, przynajmniej raz na jakiś czas, sprawia, że Fabian pracuje dużo chętniej i podczas tych trudniejszych dla niego treningów. Na szczęście drągi pozwalają na nieskończoną właściwie ilość kombinacji, więc nuda nam nie grozi, bez względu na to, jak często serwuję Siwemu taki relaksacyjno-zabawowy trening. Ostatnia propozycja Ali opierała się na pracy na trzech grupach drągów/cavaletti/mini przeszkód do pokonania na kole w kłusie. Układ przeszkód widać mniej więcej na poniższym zdjęciu.

DSC00205

Zaczęliśmy od przejazdów po pojedynczej grupie drągów w jedną i drugą stronę, a z czasem stopniowo dodawaliśmy kolejne i po krótkiej rozgrzewce jeździliśmy po kole przez wszystkie trzy przeszkody. Fabian tego dnia miał problem ze skoncentrowaniem się, jazdę zaczęliśmy od stępa na trawiastym padoku przed ujeżdżalnią, która była akurat bronowana, co oczywiście mocno rozpraszało Siwego. Kiedy wjechaliśmy na świeżo zbronowaną ujeżdżalnię Fifi zaczął od efektownego spłoszenia się i wydało się, że ciężko będzie nakłonić go do skupienia i współpracy, ale oczywiście jak tylko zobaczył przed sobą drągi, przestał rozglądać się na boki i zajmować wszystkim wokół i skoncentrował się na treningu. Założę się, że gdybyśmy ćwiczyli ustepowania, płoszyłby się do końca jazdy.

Z czasem w dwóch spośród trzech grup drągów Ala ustawiła przeszkodę do najechania z kłusa poprzedzoną dwoma leżącymi na ziemi wskazówkami. W trzeciej grupie  zostały dwie cavaletki. Zadanie było więc pozornie bardzo proste – na kole najeżdżaliśmy z kłusa na pierwszą przeszkodę, po przeszkodzie przechodziliśmy do kłusa, najeżdżaliśmy cavaletti, potem kolejny skok, przejście do kłusa i od początku, czyli najazd na pierwszą przeszkodę. Zadanie tylko pozronie łatwe, bo z Fifim mamy problem z utrzymaniem kontroli i odpowiedniego tempa po skoku. Siwy po przeszkodzie albo nakręca się albo wręcz przeciwnie – łatwo gaśnie, wytraca tempo i impuls, uznając, że zrobił, co do niego należało, a teraz smaczek i fajrant.

Nie spodziewałam się więc, że uda nam się pokonać taką kombinację bez wyłamań, zdziwiania albo wesołych galopów po skoku. Tymczasem Fifi podszedł do tematu, jakby wykonywał to ćwiczenie raz w tygodniu – na spokojnie, bez głupich pomysłów, w pełnej kontroli, ale i chętnie. Nie mieliśmy problemu ani z samymi skokami, ani z wróceniem do ręki po przeszkodzie i skupieniem na kolejnym zadaniu. Chętny i zadowolony koń, któremu praca sprawia przyjemność to co najmniej połowa sukcesu. Planując jazdy warto brać pod uwagę jego upodobania i tak tasować tematami treningów i poszczególnymi ćwiczeniami, by koń od czasu do czasu po prostu dobrze się bawił. Sam Fifi z treningu na trening odnajduje coraz więcej przyjemności w naszej wspólnej pracy, a jego podejście i chęci ogromnie procentują. Gdyby ktoś mi powiedział pół roku temu, że takie ćwiczenie, bądź co bądź sprawdzające kontrolę i komunikację podczas pracy na przeszkodach, nie sprawi nam żadnego kłopotu, z pewnością bym nie uwierzyła, a to był dopiero wstęp do mini parkouru, który ustawiła nam Ala na kolejnym treningu. Ale o tym innym razem.

DSC00252

3 Comment

  1. Fajny artykuł, można się dużo nauczyć.

  2. Fajnie się czyta, widać, że znasz dobrze i rozumiesz swojego rumaka :) D

  3. Julia says: Odpowiedz

    Super-też jeżdżę konno. Moja pasja XD

Dodaj komentarz