Trenerska rewolucja

SONY DSC

W ostatnim czasie mieliśmy u nas spore zmiany i zawirowania w składzie trenerskim. Jak pewnie część z Was zauważyła Ala, która na codzień sprawuje nad nami pieczę, była na wiosnę w mocno juz zaawansowanej ciąży i chociaż długo dzielnie pomagała nam z Siwym w pracy, korygowała i tłumaczyła, a nawet dźwigała drągi i stojaki, to w końcu mały Krzyś zdecydował sie opuścić jej brzuch, co w oczywisty sposób na jakiś czas uniemożliwiło Ali pracę z nami. Podczas jej nieobecności pieczę nad nami przejęła Jagoda, która podziela z Alą poglądy jeździecko-treningowe i czuwała pod jej nieobecnością nad tym, żebyśmy się z Siwym nie rozsypali.

SONY DSC

Nowy trener to jednak nowy trener, nawet jeśli poglądy, ideały, cele i metody szkoleniowe ma podobne. W tym wypadku pierwsza i najbardziej zasadnicza różnica jest taka, że Ala jest skoczkiem i wukakawistą, a Jagoda pingwinem. Chcąc nie chcąc ciężar podczas naszych treningów przeniósł się więc w stronę ujeżdżeniową. I nie ma co owijać w bawełnę – Jagoda od początku dała nam niezły wycisk, bo błędów i problemów do przepracowania jest u nas cała masa. Na takich chwiejnych i słabych fundamentach ciężko cokolwiek wybudować w dalszej pracy, a treningi z Jagodą uświadomiły mi, że byłam za bardzo pobłażliwa, nie tylko wobec Siwego, ale też i wobec samej siebie. Tak długo jeździłam źle i tak bardzo utrwaliłam u Fabiana i siebie samej kiepskie nawyki i przyzwyczajenia, że kiedy zaczęliśmy z Fabianem pracować dobrze, satysfakcjonowały mnie półśrodki. Wystarczało mi, że Fifi nie szedł całkiem wylamiony, sztywny i głuchy na moje pomoce. Na początku faktycznie było to sukcesem, bo przecież przyzwyczajenia Fabiana i moje własne były tak silne że zmiany nie mogły nadejść z dnia na dzień, a do celu musieliśmy zmierzać drobnymi krokami. Minął jednak rok naszej pracy, a ja wciąż cieszyłam się, kiedy Fabian rozluźniał się na parę kroków, puszczał grzbiet, ale tylko na chwilę i to w konkretnym miejscu ujeżdżalni, kiedy nie wisiał mi na wędzidle, ale też nie pracował grzbietem i zadem, ot tak sobie dreptał może bez głowy zadartej w chmurach, ale i bez kontaktu, kwadratowy i sztywny, kiedy tylko było mu to na rękę (na kopyto?). Po pierwszym treningu z Jagodą, który spędziliśmy prawie w całości na kole w kłusie w głowie dzwoniło mi powtarzane przez nią zdanie „Wymagaj więcej, od siebie i od niego!”

Kolejne nasze wspólne jazdy nie były łatwe. Nowy trener to jednak nowy trener i nowe podejście, nowe pomysły i zalecenia. W międzyczasie mieliśmy z Siwym konsultacje z Katarzyną Waligórską, które zasługują oczywiście na osobny post, więc nie będę się teraz rozpisywać na ten temat, ale jak możecie się domyślać, po konsultacjach głowa puchła mi od kolejnych zaleceń, pomysłów i rad. Efektem tego zamieszania był tydzień kompletnej porażki, mnie głowa pękała od trenerskich porad, które słyszałam z ziemi, a których nie potrafiłam wprowadzić w życie, ciało jak na złość odmawiało ze mną współpracy i nie umiałam nad nim zapanować, a Siwy był przy tym sztywny, uparty i zbuntowany. Cały trening spędziłam w półsiadzie, bo Jagoda stwierdziła, że tylko w półsiadzie jako tako panuję nad swoim ciałem, położeniem łydek, prawym barkiem, wewnętrzną ręką i resztą kończyn i części ciała, które rozsypują mi się podczas jazdy. Oczywiście miała świętą rację, ale był to dla mnie jakiś punkt zwrotny. Do domu po tym fatalnym treningu dojechałam z poczuciem porażki, zła na siebie, rozżalona i przekonana, że nie nadaje się do jeżdżenia konno. Uznałam jednak, że mam w tej sytuacji kilka opcji – mogłam albo bezkońca użalać się nad sobą, albo zrezygnować ze współpracy z trenerem, który zamiast głaskać mnie po głowie i chwalić, wymaga i ciśnie, albo spróbować ułożyć sobie w głowie to wszystko co usłyszałam dotychczas od Ali, Jagody i Kasi Waligórskiej i na spokojnie spróbować wprowadzić w życie już w siodle. Parę kolejnych godzin spędziłam w półsiadzie i okupiłam bolesnymi zakwasami. Pracowaliśmy z Siwym powoli a ja koncentrowałam się tylko na dwóch rzeczach – kontrolą nad swoim ciałem i tempem oraz kierunkiem naszej jazdy. Cała reszta zaczęła powoli przychodzić sama, a podczas dzisiejszej jazdy pod okiem Jagody, która nie była byćmoże treningiem życia, ale była solidnie przepracowaną godziną,  miałam poczucie, że znów jestem we właściwym miejscu, że mam kontrolę przynajmniej nad własnym ciałem, a do jazdy znowu używam mózgu a nie tylko mięśni. W efekcie Fabian zaczyna się rozluźniać, pracować grzbietem i otwierać na komunikację ze mną, która przestaje być serią chaotycznie wysyłanych przez moje ciało sprzecznych ze sobą sygnałów.

Te treningi z Jagodą o charakterze ujeżdżeniowym pozwalają nam z Siwym wzmocnić nasze fundamenty – komunikację, jakość pracy, kontrolę. Ja sama zaczynam powoli czuć się w siodle inaczej – lepiej, pewniej. Zaczynam sama sobie podobać się bardziej podczas jazdy i mieć przy tym poczucie kontroli nad własnym ciałem i nad Siwym. Przed nami ogrom pracy, ale mam wrażenie, że dopiero się z Siwym rozkręcamy. Przez ostatnie tygodnie uświadomiłam sobie, że nie muszę godzić się na półśrodki, że mogę i powinnam wymagać od nas więcej, a jeśli tylko za tymi wymaganiami będą szły spokój i kontrola, to efekty będą fantastyczne i na prawdę szybkie.

SONY DSC

Jutro czeka nas z Fabianem pierwszy od dawna trening z Alą i pierwsze od dawna skoki. Czuję trochę tremę, bo po nieobecności Ali chciałabym pokazać jej, że ten czas, kiedy jej nie było, wykorzystaliśmy najlepiej jak potrafiliśmy, ale też dlatego, że nie wiem, czy oboje z Siwym nie zapomnieliśmy do czego służą przeszkody i jak powinno się je pokonywać! Mam jednak mimo tej tremy poczucie, że znaleźliśmy z Fabianem fajny trenerski skład osób, które uzupełniają się w kompetencjach, pozostając w tym samym nurcie i że pod czujnym okiem dziewczyn będziemy się tylko rozwijać i to w obu kierunkach – ujeżdżeniowym i skokowym.

SONY DSC

Dodaj komentarz