Nieszczęsna gimnastyka

IMG_5189

Chyba każdy ma w pracy z koniem takie elementy, które darzy szczególną sympatią, które przychodzą mu z łatwością i które zawsze z chęcią powtarza. Ja na przykład lubię skakać oksery, lubię szeregi na dwie i na trzy foule, lubię krótkie najazdy, ale poprzedzone łagodnym łukiem, lubię pracę na drągach i kawaletkach. Te elementy sprawiają mi zwykle większą frajdę i przychodzą z większą łatwością, a błędy zdarzające się podczas tych ćwiczeń jakoś łatwiej mi przełknąć i przepracować. Ale że równowaga w przyrodzie musi być zachowana, to są też i takie elementy treningu, których szczególnie nie lubię, jak choćby skoki-wyskoki, długie najazdy, przeszkody ustawione ciasno na przekątnych, czy kombinacje małych przeszkód, na których nigdy nie umiem się zachować. Przy tych zwykle marudzę, popełniam więcej głupot i błędów, ale też łatwiej daję się ponieść emocjom, jeśli coś pójdzie nie tak.

Po tym, ile błędów popełniłam w pracy z Siwym, do treningu z Elbrusem starałam się od początku podejść w zrównoważony i świadomy sposób. Przykładam więc uwagę do tego, żeby zawsze patrzeć na naszą pracę w szerszej perspektywie, nie tylko dnia, ale też tygodnia i całego miesiąca, planować, myśleć i nade wszystko słuchać Trenera. Staram się unikać pokusy jeżdżenia tego, co przyjemne i co przychodzi z łatwością i nie migać się od tego, co trudne i nieszczególnie ulubione. Od kilku miesięcy zachowanie tej dyscypliny i szerszej perspektywy jest tym łatwiejsze i naturalniejsze, że częściej niż wcześniej jeżdżę pod okiem Trenera. To oznacza, że dobrą równowagę pomiędzy tym, co lubię jeździć i skakać, a tym za czym nie przepadam, ale co jest nam aktualnie potrzebne, mam więcej niż zagwarantowaną. Ostatnie miesiące udowodniły mi, jak wielką zmianę mogą przynieść w pracy właśnie te elementy, które sprawiają mi największe trudności i których najzwyczajniej w świecie nie lubię.

IMG_4994

I tak, kiedy jesienią Grzegorz kazał mi zacząć Dużego lonżować dwa razy w tygodniu, to w myślach przetoczyła mi się wyjątkowo kwiecista wiązanka (całkiem prawdopodobne, że nie było to w myślach, tylko na głos), bo tak się składa, że lonżować bardzo nie lubię i właściwie jedyny czas, kiedy lonżowałam dużo i z zapałem, to okres ciąży, kiedy nie jeździłam wcale, a lonżowanie i udział w szkoleniach jako wolny słuchacz pozwoliły mi zachować zdrowie psychiczne przez te 9 miesięcy. Z aktualnej perspektywy już lonżowanie raz w tygodniu wydawało mi się wyzwaniem, a dwa razy brzmiało mocno kuriozalnie. Ale skoro Trener kazał, to chociaż oczywiście swoje pomarudziłam, od tego momentu dwa razy w tygodniu meldowaliśmy się z Dużym na hali uzbrojeni w lonżę i czambon. Minus siedemnaście stopni, wiatr, deszcz, mróz czy śnieg, a my o siódmej rano stukaliśmy zębami na posterunku. Wkurzało mnie to całe lonżowanie, ten czambon, rękawiczki, w których i tak kostniały palce, kręcenie się w kółko i zimna hala, ale cisnęłam dalej. A Duży z tygodnia na tydzień robił się na lonży elastyczniejszy, coraz lepsza była nasza komunikacja, a ile wypracowałam z ziemi, tyle dostawałam z siodła. Zresztą i sama praca na lonży była coraz bardziej zróżnicowana i przynosiła coraz więcej możliwości wplatania przejść, kombinacji, drągów czy kawaletek. Dużemu regularna praca na czambonie bardzo pomogła w rozluźnieniu, w ruszeniu jego sztywnych pleców, bardzo poprawił się jego galop, lonża pozwoliła mu nabudować mięśnie grzbietu i otworzyć się w tym chodzie. Wciąż dni biegania na sznurku należą do tych najmniej przeze mnie wyczekiwanych i zawsze z radością wymiguję się z jednego z nich wyjazdem w teren, ale mimo wszystko doceniam ten element naszego tygodnia, a raczej efekty które przynosi, chociaż początkowo uważałam, że absolutnie jedyną zaletą lonży jest… możliwość picia kawy w trakcie.

DSC_3277
Lonża lonżą, ale najlepszym chyba przykładem elementu, którego bardzo nie lubię, a który bardzo jest nam potrzebny są skoki-wyskoki i wszelkie ćwiczenia gimnastyczne. Jeśli miałabym wymienić jakiś element treningu skokowego, który lubię najmniej, to z pewnością byłyby to właśnie szeregi gimnastyczne. Jeszcze z Fabianem całkiem lubiłam te kombinacje, wystarczyło wskoczyć w szereg i doturlać się do końca, ot cała filozofia. Z Dużym jednak sytuacja się odwróciła, a sprawa pokomplikowała. Okazało się, że otóż nie wystarczy wskoczyć w pierwszą przeszkodę, że trzeba utrzymać rytm i energię do ostatniego skoku, bez uwalania się na przodzie, mojego rzucania i zakleszczania.A to wszystko chociaż brzmi banalnie, okazało się nie lada wyzwaniem. Co więcej Duży udowodnił mi nie raz na początku naszej współpracy, że niemożliwe nieistnieje i w szeregu na skok-wyskok też można się zatrzymać. Nie oszukujmy się, skoki-wyskoki były dla nas obojga od początku ciężkim wyzwaniem, miałam wrażenie że z każdą kolejną przeszkodą tracę rytm, że Duży jest na tych przeszkodach strasznie ciężki, a ja mam jakby zabetonowane lędźwia, że nie mam w tych kombinacjach żadnej kontroli, ani możliwości korekty. Szeregi gimnastyczne absolutnie najdobitniej ujawniały wszystkie nasze, a przede wszystkim moje braki. Jeździliśmy sporo takich kombinacji zaraz na początku naszej wspólnej pracy i chociaż były prostsze krótsze i niższe niż te, które pokonujemy teraz, to przysparzały nam wielu kłopotów i trudności. Z czasem to ćwiczenie powtarzaliśmy nieco rzadziej, chociaż wciąż regularnie. Ostatnio wróciliśmy do niego z większą intensywnością i taki czy inny szereg gimnastyczny skaczemy w zasadzie na każdym treningu, chociaż czasem oczywiście w wydaniu uproszczonym i mocno rozgrzewkowym. Zgrzytam trochę zębami, jak tylko orientuję się, co ustawia nam Grzegorz, ale równocześnie w ogólnym rozrachunku zwracam mu honor, bo chyba żadne ćwiczenie nie miało tak pozytywnego wpływu na tak wiele aspektów naszej współpracy z Dużym.

Początkowo ten powrót do intensywnej pracy na szeregach gimnastycznych był dla mnie sporym wyzwaniem. Szeregi jako takie w ogóle sprawiały nam wiele problemów, a gimnastyczne kombinacje najbardziej ujawniały wszystkie nasze błędy. Bardzo ciężko było mi utrzymać dobry rytm. Duży jest mocno usztywniony w plecach, więc skoki-wyskoki to dla niego wysiłek i praca nad zaangażowaniem grzbietu, którą ciężko wykonać bez mojego wsparcia. A tymczasem mnie jakby zamrażało jak tylko wskoczyliśmy w pierwszą przeszkodę. Tak można skakać szeregi gimnastyczne, ale z koniem o dobrej własnej równowadze, idącym do przodu, dobrze radzącym sobie bez pomocy jeźdźca, czyli napewno nie z Elbrusem, któremu mocno brakowało siły, elastyczności i równowagi, ale który przede wszystkim jest z natury i z charakteru takim koniem, który potrzebuje wsparcia i obecności swojego jeźdźca. Początki naszej intensywnej pracy na szeregach gimnastycznych były więc ciężkie i zależne od wielu czynników, jednego dnia szło nam nieźle, a kolejnego flow było gorsze, Dużemu gdzieś brakowało impulsu, a ja nie umiałam w żaden sposób wpłynąć na zastaną sytuację. Złościłam się i frustrowałam, ale z czasem Duży nabrał elastyczności, a ja nauczyłam się reagować i myśleć również w takich momentach, kiedy czasu na podjęcie decyzji, działanie i korektę jest bardzo niewiele.

IMG_4904

Początkowo nie sądziłam, że te upiorne szeregi gimnastyczne w równym stopniu rozwiną Elbrusa, co mnie samą i będą miały spory udział w odblokowaniu jakiejś przekładki w mojej głowie. Wciąż nie darzę ich przesadną sympatią, a ilekroć widzę, jak Trenerowi brakuje stojaków do ustawienia mi kombinacji, to marudzę i proszę o litość, ale w ogólnym rozrachunku widzę, że te ćwiczenia po prostu przynoszą efekty. I to takie, które przekładają się na wiele płaszczyzn i poprawiają całą naszą komunikację, a nie tylko radzenie sobie z tym elementem. Dzięki rozmaitym kombinacjom gimnastycznym Duży mocno uruchomił grzbiet, nauczył się elastycznie i szybko reagować i odpowiadać w sytuacjach, kiedy nagle trzeba szybko się skrócić i dźwignąć. Zaczął dużo lepiej skakać pojedyncze przeszkody i kombinacje, aktywna praca grzbietem i nowo odkryta elastyczność bezpośrednio przełożyły się na jakość jego skoków i poza szeregami gimnastycznymi. Zrobił się jakby lżejszy, a ja najeżdżając na przeszkodę czuję, że faktycznie jest pode mną. Ja sama odblokowałam trochę lędźwia, do elastyczności wciąż mi daleko, ale nie jest to już przynajmniej ten stan totalnego zabetonowania, z którym zaczynałam intensywniejszą pracę na szeregach gimnastycznych. Te ćwiczenia bardzo pomogły mi też w pracy nad myśleniem podczas skoków. W szeregu gimnastycznym czasu na reakcję jest niewiele i nie ma miejsca na rozczulanie się nad potknięciem, czy zrzutką, a korektę złego wejścia w pierwszą przeszkodę trzeba zrobić szybko, ale przy tym na tyle niegwałtownie, by nie zaburzyć równowagi i nie stracić rytmu. Połączenie pomiędzy mózgiem jeźdźca, analizującym sytuacje i podejmującym decyzje, a jego precyzyjnie działającym ciałem musi więc działać bez zarzutu, czego nie mogę zawsze o sobie powiedzieć, a szeregi z pewnością dobrze wpływają na jakość działania tego połączenia. To dla mnie ćwiczenie analizy sytuacji i szybkiego, ale spokojnego podejmowania decyzji, które przekłada się potem na moją pracę i umiejętność reakcji przy zachowaniu chłodnej głowy również na innych przeszkodach.

Staram się zawsze podchodzić do naszej pracy sumiennie i nie unikać trudności, a jednak pewnie bez Trenera sama nie powtarzałabym z takim uporem, do skutku i znudzenia tych elementów, które sprawiają mi wyjątkową trudność. Przy całej świadomości własnych błędów i nastawieniu na pracę, ciężko wyzbyć się bardziej czy mniej świadomego unikania ćwiczeń, które sprawiają więcej trudności niż frajdy i szlifować je na prawdę sumiennie i do skutku. A tak się składa, że niekiedy to właśnie one w dużej mierze składają się na progres w pracy. Osobna sprawa, że bez wsparcia z ziemi ciężko sensownie szlifować te elementy, przy których faktycznie popełnia się masę błędów. Ważne, by robić to z głową i sumiennie, a efekty mogą być naprawdę zaskakujące i chociaż te szczególnie nielubiane elementy nie zmienią się jak za dotknięciem magicznej różdżki w te ulubione, to mogą zacząć przynosić satysfakcję, a już z całą pewnością pozytywne efekty dla całokształtu komunikacji. Tak jak moje nieszczęsne szeregi gimnastyczne.

DSC_3271

Dodaj komentarz