Pierwsze wrażenia z nowej stajni

DSC_5121

No to hop! Minęły już trzy tygodnie od naszej przeprowadzki z Siwym, a my powoli czujemy się w Santosie coraz bardziej u siebie. Czas więc na krótkie podsumowanie i wrażenia z pierwszych tygodni pobytu w nowym domku. Fifi po zawirowaniach boksowych, nerwach w pierwszym lokum i zamianą na takie, z którego widzi sąsiada, zupełnie się uspokoił i przyzwyczaił do nowego miejsca i nowego rytmu. Na padok wychodzi wciąż sam, ale już z końmi na sąsiednich padoczkach i chociaż zaliczył już rozmontowanie ogrodzenia w jednym, bo został sam przy wieczornym sprowadzaniu koni, narazie ani więcej nie łobuzuje, ani nie wykazuje oznak większego stresu. Powoli wracamy też do treningu i odzyskiwania formy, bo z tym u nas obojga narazie kiepsko, Siwy przez zimę stracił mięśnie i schudł, więc powoli pracujemy nad kondycją.

DSC_4993

DSC_5008

DSC_5010

Z każdą wizytą czuję, że decyzja o przeprowadzce była najlepszą z możliwych. To dla nas oczywiście sporo skok jeśli chodzi o komfort, bo Santos to ośrodek z prawdziwego zdarzenia z całym zapleczem – dwiema halami, trzema ujeżdżalniami, lonżownikiem, sporą ilością pastwisk i padoków. To oczywiście w dużej mierze poprawa jakości mojego jeździeckiego życia, ale i Siwy zyskał sporo na tej przeprowadzce i to nie tylko w chwilach treningu ze mną, ale i przez całą resztę swojego samodzielnego końskiego życia. Przede wszystkim stajnie, a w szczególności ta, w której stoi Siwy są bardzo komfortowe. Boksy są duże, jasne, przewiewne. Korytarze szerokie i wygodne. W bokasach są automatyczne poidła (a Fifi nauczył się w końcu z nich pić). Konie mają dościelane kilka razy dziennie i jeszcze nie zastałam Siwego stojącego na ubitej kupce brudnej słomy. Zawsze ma czysto i bardzo obficie dościelone słomy i sporą porcję siana. Karmiony jest trzy razy dziennie, a nie tak jak dotychczas dwa razy i do w dokładnie taki sposób, jak o to poproszę, o jedzeniu i aktualnej diecie Siwego napiszę zresztą osobno. Fifi codziennie wychodzi na padok, a w okresie pastwiskowym na pastwisko. Mamy do dyspozycji myjkę i solarium. Sporym plusem jest też nawierzchnia, dziś Fabs może tego nie odczuwać jakoś szczególnie, bo nie jest przesadnie wybredny i wrażliwy jeśli chodzi o podłoże, ale fakt, że jeździmy na kwarcu z włókniną a nie na trawie czy piasku ma na dłuższą metę znaczenie dla jego stawów i ścięgien. Wszystkie miejsca, korytarze, przejścia, jednym słowem wszędzie tam, gdzie poruszam się z koniem, są dobrze zabezpieczone i wygodne, wszędzie jest na tyle szeroko by zawrócić, na tyle równo, by się nie potknąć.

DSC_4911

W stajni najważniejsza jest jednak opieka, a z tej jestem jak narazie bardzo zadowolona. Już pierwszego dnia pobytu Siwego w nowym miejscu przekonałam się, że w tym ośrodku, po prostu dba się o konie. Fifi, chociaż podczas mojej porannej wizyty był spokojny, po południu mocno denerwował się w swoim nowym boksie i cały mokry dreptał od ściany do ściany wymiatając sobie słomę pod drzwi. Już po chwili odebrałam telefon z informacją, że coś się dzieje, a nawet filmik z zachowaniem Siwego. Wspólnie podjęliśmy decyzję, żeby na szybko otworzyć łobuzowi okno, a po 15 minutach przyjechałam, żeby sama wypuścić go na padok. Udało się tego samego dnia zmienić boks na taki, w którym Siwy widzi sąsiada i ustalić grafik wychodzenia na padoki.

DSC_5331

Ujeżdżalnia, hala, lonżownik, myjka, solarium, siodlarnia to wszystko wygodne, komfortowe (i narazie wciąż dla mnie dziwnie ekskluzywne!) dodatki, ale tak naprawdę najważniejsze jest poczucie bezpieczeństwa, poczucie, że koń jest pod dobrą opieką, że każdy pracownik, stajenny, instruktor i trener patrzy na konia życzliwym okiem i stara się zapewnić mu bezpieczeństwo i komfort. Dobrze wiedzieć, że gdyby cokolwiek się działo, ktoś natychmiast zauważy, że coś jest nie tak, zadzwoni do mnie i zrobi wszystko, żeby zaradzić sytuacji, a wszystkie miejsca w których koń bywa są w pełni bezpieczne. To dla mnie szczególnie ważne bo przede wszystkim jestem mamą, a to oznacza, że czasem choroba Lilki, wizyta u pediatry, czy cokolwiek innego sprawiają, że przez tydzień nie jestem w stanie zajrzeć do stajni. Dobrze wiedzieć, że Siwy jest wówczas w dobrych rękach i pod dobrą opieką.

DSC_5003

Nasze nowe lokum ma dla mnie jeszcze jeden wielki i mocno niespodziewany plus. Moja córka totalnie zakochała się w tym miejscu. Nie chodzi tylko o plac zabaw czy salę kominkową-telewizyjną, w której bryka sobie pod okiem mojego męża, kiedy ja jeżdżę. Lilka zupełnie inaczej niż w poprzednim pensjonacie odnajduje się w samej stajni. Szeroki, jasny, prosty korytarz, widok na inne konie, drzwi do boksu, które można uchylić tak, by Lilka stała ze mną w boksie to wszystko ma wielkie znaczenie, bo docelowo przynajmniej dwa razy w tygodniu chciałabym jeździć sama z Lilką pod opieką. Podobnie na hali – znaczenie mają krzesełka i kącik w którym może sobie bezpiecznie siedzieć, a ja nie stresuję się, że Siwy wpadnie w nią kiedy się spłoszy, albo że młoda marznie siedząc na ziemi. Lilka z dnia na dzień zaczęła po prostu uwielbiać nasze wizyty w stajni, nie tylko nie marudzi, ale też cieszy się pobytem w tym miejscu i po swojemu go przeżywa. Ma już swój rytm i swoje zwyczaje – najpierw wita wszystkie osiem koni, stojące w naszej stajni (i każdego kopytnego obecnego w boksie musi pogłaskać!) potem wita stado hucułów, i w końcu czyści ze mną w boksie Fabiana, podaje mi szczotki i donosi mu kolejna jabłka lub marchewki, po jeździe szykuje ze mną wysłodki z witaminami i próbuje zatargać je Siwemu do boksu.

DSC_4979

DSC_4662

Razem z Fabsem sporo musimy się jeszcze w nowej stajni nauczyć, poznać wiele miejsc, złapać trochę luzu, zacząć cieszyć się położoną pod lasem ujeżdżalnią. Poznać lonżownik, drugą halę i całą resztę oferty naszego nowego domu, z której narazie nie korzystamy. Musimy nauczyć się rytmu panującego w tym miejscu, jazdy w towarzystwie innych koni, przyzwyczaić się, że konie wchodzą i na halę czy ujeżdżalnię i wychodzą podczas naszej pracy, ale czuję, że szybko nam się to uda i szybko całkiem się tu zadomowimy, a po tych paru tygodniach jestem pewna, że będzie nam tu dobrze!

DSC_5063

4 Comment

  1. Madzia says: Odpowiedz

    Od dłuższego czasu czytam Twojego bloga , bardzo lubię czytać co u Was słychać :) Widzę że u Was duża zmiana na lepsze, trzymam kciuki i czekam na wpis o żywieniu oraz postępach w treningu! Czy wraz ze zmianą stajni musieliście zmienić instruktora pod którego okiem pracujecie?
    PS I cały czas jestem pełna podziwu jak udaje Ci się pogodzić bycie Mamą małego dziecka, posiadanie własnego konia i prowadzenie firmy z ubraniami. Jak sobie radzisz gdy jesteś w stajni sama z córką? Jest już na tyle duża że podczas Twojej jazdy bawi się sama?

    1. Kaja says: Odpowiedz

      Bardzo mi miło! <3 Co do zmiany instruktora to tak się akurat poukładało z różnych względów, że przeszłam pod opiekę i skrzydła nowego trenera, chociaż nie było to pierwotnym planem i przeprowadzka przyczyniła się tu do zmiany, ale nie była głównym powodem. :) Co do bycia mamą, to nie jest oczywiście łatwo i gdyby nie mój mąż i jego wsparcie to nie dałabym rady wszystkiego pogodzić. Lilka ma aktualnie dwa lata i wprawdzie na chwilę potrafi zająć się sobą, ale wytrzymanie godziny mogłoby być trudne. 30-45 minut jak najbardziej, czyli na krótką jazdę ok, tyle że w Santosie problemem jest to, że zwykle nie jestem na ujeżdżalni/hali sama i wtedy samodzielne siedzenie Małej jest trudne, bo ona jednak wstaje, gada, chce łazić po ujeżdżalni. Narazie jeżdżę do stajni świtem bladym, czyli wstaję 5:45, kiedy mój mąż i córka jeszcze śpią wychodzę z psami i jadę do stajni, oni się budzą jedzą śniadanie, ogarniają się i mąż podrzuca mi Lilkę akurat jak kończę jeździć i sam jedzie do pracy. :) Ale cel jest taki żebym przynajmniej raz w tygodniu jeździła z Małą sama, narazie nad tym pracujemy! :)

  2. Klaudia says: Odpowiedz

    Miło czytać, że zmiana stajni wyszła Fabianowi oraz Tobie na dobre, no i którą tu teraz wybrać ujeżdżalnię na jazdę. :) życzę powodzenia.

    1. Kaja says: Odpowiedz

      Zdecydowanie wyszła na dobre i cieszę się, że w kwestii logistyki treningów mam teraz tylko i wyłącznie taki problem, którą ujeżdżalnie wybrać, bo od pogody i stanu nawierzchni jestem w końcu niezależna, 😀

Dodaj komentarz