Rekreacyjne nawyki

SONY DSC

Wszyscy byliśmy kiedyś jeźdźcami rekreacyjnymi. No dobra, może nie wszyscy, ale z całą pewnością znakomita większość tu obecnych przeszła przez doświadczenie szkółki jeździeckiej albo nawet kilku szkółek. O tym, że jeździectwo na poziomie rekreacyjnym pozostawia sporo do życzenia pisałam już przy okazji wpisu o zawodach. Ostatnio coraz częściej przekonuję się o tym na własnej skórze, usiłując pozbyć się swoich własnych, paskudnych nawyków wyniesionych z rekreacji.

Prawda jest taka, że większość szkółek wpaja młodym adeptom sztuki hippicznej jeździectwo w wersji uproszczonej, pomijającej kwestie biomechaniki konia i metod poprawnej komunikacji z nim. Jeźdźcy rekreacyjni nie potrafią używać dosiadu, jeżdżą używając praktycznie wyłącznie rąk, są sztywni i spięci, a przy tym nie potrafią zapanować nad swoim ciałem i środkiem ciężkości. Niejednokrotnie cała wiedza na temat jeździectwa przekazywana w szkółkach sprowadza się do „pięta w dół, palce w stronę konia, plecy proste, patrz przed siebie, łydka i krzyż”. Ciężko mieć nawet pretensje do wielu spośród zaawansowanych jeźdźców rekreacyjnych, którzy są przekonani, że doskonale jeżdżą konno, skoro nikt ich nie nauczył, jak robić to poprawnie. Wydali po drodze sporo pieniędzy, wykazywali szczere chęci i sporo godzin przesiedzieli w siodle pilnie słuchając uwag trenera. Wina za taki stan rzeczy leży z całą pewnością po stronie instruktorów, którzy albo nie dość przykładali się do swojej pracy, albo zwyczajnie nie potrafią przekazać wiedzy swoim uczniom.

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że początkującego jeźdźca nie można zarzucić specjalistyczną wiedzą i poprawkami. A stwierdzenia w rodzaju „obniż swój środek ciężkości, żeby zwolnić” albo „utrzymuj konia na zewnętrznych pomocach na łuku” będą dla żółtodzioba co najmniej abstrakcyjne. Na najbardziej elementarnym poziomie komunikacja z koniem zawsze będzie sprowadzać się do łydki jeśli chcesz ruszyć, pociągnięcia jednej bądź drugiej wodzy przy zakręcie i obu aby się zatrzymać. Z czasem jednak ta wiedza powinna się rozszerzać, a jeździec rozwijać i pracować nad samym sobą i swoimi umiejętnościami. Bardzo często zwiększa się niestety tylko prędkość, z jaką koń się przemieszcza czy wysokość przeszkód, które skacze z rekreantem na grzbiecie, a świadomość i umiejętności jeźdźca pozostają niestety te same, co na początkowych zajęciach. Efektem takich wątłych rekreacyjnych fundamentów są złe nawyki, z którymi jeździec musi walczyć na długo po tym, jak „wyrośnie” z jazdy w szkółce. A przynajmniej ja muszę.

Mimo że ostatnią jazdę rekreacyjną zaliczyłam już jakiś czas temu, wciąż jeżdżę zbyt mocno na wodzach, wciąż uczę się, jak wykorzystywać do komunikacji z Siwym dosiad, kości kulszowe, miednicę i ciężar ciała, wciąż zdarza mi się dziubać Siwego łydką, za wysoko anglezować, bez przerwy cisnąć i powtarzać całą resztę typowych postrekreacyjnych błędów. Walka z tymi nawykami jest bardzo trudna. Tak długo jeździłam w ten sposób, mając poczucie, że wszystko robię dobrze, że teraz bardzo często nie zauważam, kiedy przyzwyczajenie bierze górę nad wiedzą. Dzisiaj doskonale wiem już przecież, że konia nie prowadzi się ręką, prawidłowa postawa w siodle to coś więcej niż „pięty w dół, palce w stronę konia”, a ciągłe dziubanie konia łydką nie sprawi, że będzie szedł aktywniej. A jednak mimo tej wiedzy, wciąż łapię się na powtarzaniu tych błędów, a uściślając, nie ja sama się łapię, tylko łapie mnie Ala i uświadamia mi, że znowu rekreacyjne przyzwyczajenie wzięło u mnie górę nad świadomym jeździectwem i kontrolą swojego ciała. Walka z tymi nawykami bez pomocy rozsądnego trenera wydaje mi się prawie niemożliwa, bo są to błędy nawracające i to zupełnie nieświadomie. To nie jest przecież tak, że cały czas używam za dużo wewnętrznej wodzy, przesiadam się w siodle albo trzymam ręce za nisko. Robię to zupełnie nieświadomie, odruchowo i to nie cały czas, a przez krótki moment, sekundę albo dwie, na łuku, przy przejściu, w sytuacji, kiedy Siwy zaczyna kombinować. Gdyby nie korekty Ali nawet nie wiedziałabym, że znowu przeniosłam ciężar ciała, ciągnę za wewnętrzną wodzę albo niepotrzebnie cisnę. Ja może bym nie zauważyła tych błędów powtarzanych odruchowo i nieświadomie, ale z całą pewnością zauważyłby je Siwy, a wiadomo, jak wpłynęłoby to na naszą komunikację…

Na rekreacyjne nawyki nie ma lekarstwa, które ot tak, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, uwolni jeźdźca od tych paskudnych błędów. Jedynymi sposobami na walkę z nimi są pilne słuchanie uwag trenera, świadoma jazda i pełne skupienie na kontroli własnego ciała, a z czasem dobre, poprawne nawyki i odruchy wyprą dawne przyzwyczajenia. W ostatnim czasie praca nad wyeliminowaniem moich rekreacyjnych błędów zajmuje sporą część naszych treningów bezwzględu na to, jakimi ćwiczeniami się zajmujemy. Wierzę, że dzięki tej mozolnej i cierpliwej pracy uda mi się w końcu pozbyć tych jeździeckich reliktów rekreacji.

4 Comment

  1. Magda says: Odpowiedz

    Ostatnio wynalazłam fajne ćwiczenie na zbyt mocne używanie rąk 😀 Pchanie wózka sklepowego nie rękami a nogami, żeby ręce były cały czas luźne i podążały za wózkiem i moimi krokami 😀 Jak chciałam skręcić to też głównie nogi i ewentualnie minimalnie zewnętrzną ręką pchałam

    1. Kaja says: Odpowiedz

      Super ćwiczenie! Muszę spróbować koniecznie! 😀

  2. Daria says: Odpowiedz

    100 % prawdy. Dodam jeszcze, że większość złych nawyków młodzi jeźdźcy nabywają w szkółkach jeździeckich ze względu na kadrę tam uczącą. Bardzo często instruktorami zostają młode dziewczynki, które po zdaniu brązowej/srebrnej odznaki zdały kurs na instruktora i zaczęły uczyć. Większość z nich zostaje instruktorami, ponieważ chce sobie dorobić albo więcej czasu spędzać z końmi. Moim zdaniem instruktor to ktoś kto cały czas sam doskonali swoje umiejętności, sam się rozwija, słucha innych, a czasem potrafi też przyznać rację innym. Dodam, że wielu instruktorów nadal uczy, że jeździec powinien się trzymać kolanami… Ciekawa jestem czy oni sami tak jeżdżą i czy kiedykolwiek próbowali jeździć inaczej… może wtedy sami zrozumieli by na czym polega równowaga i wtedy zaczęli by uczyć inaczej.

    PS Kaja dodam Ci dla pocieszenia, że my wszyscy walczymy z tym samym :-). Co trening słyszę: ręce niżej, rozluźnij nadgarstek, luźniejszy łokieć itd.
    Co więcej wyplenienie po kilku latach jazdy złych nawyków zajmuje nam więcej czasu niż gdybyśmy mieli uczyć się tego teraz na nowo.

    1. Kaja says: Odpowiedz

      Dzięki za słowa wsparcia! 😉

      Poruszyłaś ważny temat – uzyskanie papierów instruktorskich jest bajecznie łatwe, w efekcie kolejne „pokolenia” jeźdźców uczą osoby, które same wymagają jeszcze sporo nauki, a uznają, że skoro mają już uprawnienia instruktorskie, to szkolić się już nie muszą…

Dodaj komentarz