Raz, dwa trzy, skaczesz Ty!

DSC_0065

Kiedy we wrześniu zaczęłam trenować pod okiem Ali, do tematu skoków jako elementu naszych jazd podchodziliśmy z rezerwą. Najpierw należało poprawić błędy w fundamentach mojej komunikacji z Fabianem, zająć się pracą ujeżdżeniową, rozluźnieniem,a dopiero w następnej kolejności myśleć o skokach. Długo skakaliśmy więc pojedyncze mini przeszkódki, którym bliżej było to kawaletek niż do faktycznych przeszkód. Dzięki tym mini skokom Fabian miał nabrać do mnie zaufania, nauczyć się myśleć i reagować na moje sygnały, nie stresując się wysokością, nie nakręcając się, ale równocześnie nie bojąc się oddać skok. Z czasem sytuacja się zmieniła i zmienił się stosunek ilości pracy ujeżdżeniowej do skokowej podczas naszych treningów z Alą. Pod jej okiem więcej skaczemy, a podczas naszych samodzielnych treningów skupiamy się z Siwym na ćwiczeniach i elementach „na płaskim”, które zaleci nam nasza trenerka. Podczas tych skokowych jazd Ala wprowadza coraz więcej trudniejszych elementów, kombinacji i zadań. Ćwiczeniem do którego od dłuższego czasu wracamy regularnie jest linia na trzy foule.

Z linią na trzy foule po prostu zawsze mamy problem. Trzy foule to trudna odległość. Z jednej strony za bliska, by zdążyć się pozbierać, jeśli coś pójdzie nie tak – odległość nie będzie pasować, najazd krzywy, Fifi wybije się o foule wcześniej (co ostatnio akurat uwielbia), zrobi irracjonalnie duży zapas, albo jakoś mnie zaskoczy. A z drugiej za daleka, by próbować kolejną przeszkodę skakać „na hura!” siłą rozpędu z pierwszej, jak przy skoku-wyskoku na przykład. Poniżej na przykład widać, jak wybicie się foulę wcześniej przed pierwszą przeszkodą rzutuje na najazd i kolejny skok.

Jeśli najazd na pierwszą przeszkodę będzie krzywy, wybicie w złym miejscu, koń płaski, a jeździec zbyt mało czujny, to szanse na oddanie drugiego skoku są zwyczajnie marne, przynajmniej jeśli siedzi się na Siwym, który jest koniem zawsze wytykającym moje błędy. To nie jest typ profesora, który odwala robotę za swojego jeźdźca, o nie! To jest wymagający partner, który daje albo wszystko, albo nic, w zależności od tego, jak ocenia pracę siedzącego mu na grzbiecie człowieka. A w przypadku linii na trzy foule zwykle ocenia ją, nie oszukujmy się, raczej kiepsko.

DSC_0075

Ostatnie nasze podejście do linii na trzy foule Ala poprzedziła treningiem wprowadzającym – na poprzedniej jeździe ustawiła nam prosty szereg gimnastyczny, który najeżdżaliśmy z kłusa. Fifi nigdy nie skakał szeregów gimnastycznych, ale spisał się na medal, był uważny, pewny, chętny ale przy tym w pełni pod kontrolą, czekał na mój sygnał i dawał z siebie wszystko. W efekcie mieliśmy na prawdę świetną jazdę i nadzieję, że starcie z linią na trzy foule będzie dla nas bułką z masłem.. Na kolejnym wspólnym treningu Ala ustawiła nam linię, ale nieco inaczej niż zwykle, bo ze wskazówką przed pierwszą przeszkodą i trzema wskazówkami pomiędzy skokami, licząc, że będzie to dla Siwego ułatwienie i nawiązanie do poprzedniej jazdy. Przy szeregu gimnastycznym, który skakał dwa dni wcześniej, układ drąg na ziemi-stacjonata-trzy drągi na ziemi-stacjonata(/okser) powinien być bułką z masłem. A jednak. Pierwsze podejście skończyło się widowiskową glebą, którą udało się uwiecznić na filmie.

Z czasem nie było wcale łatwiej. Miałam problem z dobrym najazadem, Fifi pędził wisząc na przodzie i w efekcie zaliczyliśmy festiwal wyłamań przed drugą przeszkodą zanim udało nam się na dobre przepracować temat. Linia na trzy foule bezlitośnie ujawnia wszystkie moje błędy i pokazuje, jak mój stres i niepewność przekładają się na Fabiana. Mimo upadku i kilku kompletnie spartaczonych prób byłam po tym treningu bardzo zadowolona. Dlaczego? Bo udało nam się przepracować temat. Mimo mocno niesprzyjających warunków – nakręcania się Siwego, mojego upadku, który wybił mnie z rytmu i zestresował, udało nam się kilka razy oddać na prawdę dobre skoki w ustawieniu ze stacjonatą i okserem na końcu, z drągami pomiędzy przeszkodami i bez nich.

Nie jest tajemnicą, że kluczem do pokonania tej kombinacji są dobry, prosty i równy najazd na pierwszą przeszkodę, spokojny zeskok i najazd na drugą przeszkodę jak do osobnego skoku. Nie ma triku czy prostego sposobu na kłopoty z linią na trzy fule są za to praca, spokój i doświadczenie, bo problemy z linią to tak na prawdę problemy ze skokami w ogóle, które przy tej kombinacji łatwo wychodzą na jaw. Nasz ostatni trening z całą pewnością nie rozwiązał wszystkich naszych problemów, ale z całą pewnością zbliżył nas do ich rozwiązania. W jeździectwie jak w żadnym innym sporcie sztuka czyni mistrza!

DSC_0077

4 Comment

  1. świetny blog:) zapraszam na mój nowy blog: anonimowamazonka.blogujaca.pl

  2. Stajniomat says: Odpowiedz

    Zapraszam do siebie na miłą lekturę – http://Www.stajniomat.wordpress.com

  3. Przyznam szczerze, że tak jeszcze nie skakałam. Skakałam ze spadochronem i czułam się dobrze z tym. Do koni podchodziłam kiedyś, ale nigdy nie umiałam z nimi nawiązać więzi na tyle, żeby on mi zaufał, a ja jemu.

  4. Super blog <3 Jak ty go tak rozreklamowałaś ? Zrobisz o tym artykuł ? Zapraszam na mojego bloga 😀
    http://www.konie100serca.blog.pl

Dodaj komentarz