Przeprowadzka

DSC_4682

No to jesteśmy! Nowa stajnia i trochę nowy rozdział naszej wspólnej przygody z Siwym. Bardzo się denerwowałam przeprowadzką, pakowaniem Fabiana do przyczepy i tym jak zniesie podróż, a chyba jeszcze bardziej tym, jak będzie się aklimatyzował w nowej stajni, odnajdywał w nowym rytmie i wśród nowych koni. To pierwsze mamy już za sobą i sama podróż poszła nam lepiej niż się spodziewałam, więc liczę, że podobnie będzie z zadomawianiem się w nowej stajni.DSC_4649

Ale zacznijmy od początku! Przeprowadzkę do nowej stajni zaplanowałam na sobotę. Weekend był dla mnie o tyle optymalnym terminem, że mogłam liczyć na obecność i pomoc mojego męża bez żadnych ograniczeń czasowych. Michał wprawdzie Siwego nie pomagał pakować, ale zajął się Lilką, co było równie ważne, bo pakowanie konia z dwulatką pod pachą mogłoby być dużo trudniejsze niż bez niej. Szczególnie, że Fabian przyczepę widział kilka razy w życiu i za każdym razem był umiarkowanie entuzjastycznie nastawiony do pomysłu wchodzenia do niej. Do nowej stajni wiózł nas Paweł Włodarczyk. Jego pomoc, spokój wiedza i doświadczenie były kluczowe. W efekcie Fabian dał się wprowadzić do strasznej przyczepy w niecałe dwadzieścia minut, opornie i bez entuzjazmu, ale i bez większych ekscesów. Trasa między starą a nową stajnią na szczęście była krótka i chociaż Siwy nie kopał i nie próbował się ewakuować, to i tak ewidentnie mocno się stresował podróżą, bo na miejsce dotarł cały mokry. Nieco problematyczne było samo wysiadanie z przyczepy, bo wiadomo nowe miejsce, nowe konie, nowe zapachy, a do tego wysiąść trzeba tyłem, ale i tym razem Fifi dał radę. Potem wystarczyło już tylko dotrzeć do boksu. Po drodze zaliczyliśmy jeszcze nieduży skok na moje plecy, kiedy weszliśmy na gumę amortyzującą przed wejściem do stajni. Taka guma jak wiadomo, ciemna, ugina się pod kopytem i w ogóle przypomina trochę otchłań, ale ostatecznie udało się i Fifi wylądował w swoim nowym pięknym domku.

IMG_1215

Pierwsze popołudnie i wieczór spędził w boksie, żeby na spokojnie ochłonąć po podróży i zapoznać się z nowym miejscem, ale już w niedzielę rano wybraliśmy się na spacer po nowej stajni. Pochodziliśmy po strasznej gumie i centralnej części ośrodka. Siwy był oczywiście w dużych emocjach, stresowały go konie, nowe dźwięki, szumy i zapachy, był spięty, odksakiwał na boki i fuczał w zasadzie na wszystko i wszystkich, więc z pewnym niepokojem zaprowadziłam go do głównej atrakcji naszej wycieczki czyli na halę. I tu Siwy mnie zaskoczył – zastanowił się chwilę, pofukał, ale ostatecznie wszedł w miarę pewnie. Początkowo stresowały go bandy, banner i lustra, ale stosunkowo szybko przekonał się, że nie ma się czym denerwować. Spacerowaliśmy dobre pół godziny, ale już po kilku kółkach Fabian zachowywał się o niebo spokojniej niż poza halą. Po tej wycieczce nabrałam poczucia, że teraz już w górki, z każdym spacerem, z każdym wyjściem na padok Fifi będzie czuł się coraz pewniej, bezpieczniej i coraz bardziej u siebie.

IMG_1209

To poczucie miałam przez najbliższe kilka godzin, aż do telefonu ze stajni z informacją, że Fabs jest cały mokry i drepcze przy oknie swojego boksu od jednej do drugiej ściany. Zapakowaliśmy się więc i pojechaliśmy do stajni, zobaczyć jak wygląda sytuacja i spróbować coś zaradzić. Na miejscu okazało się, że Siwy faktycznie drepcze prawie jakby tkał, w efekcie całą słomę (a pościelone miał naprawdę solidnie) przesunął na drugą stronę boksu i odbijał się od ściany do ściany na śliskiej podłodze. Zarządziliśmy wypuszczenie na padok, zaraz zrobiono nam miejsce na solidnie ogrodzonym padoku graniczącym ze stajnią, do którego Fabs nie musiał iść daleko i z którego nie miał możliwości w nerwach wyskoczyć czy sforsować ogrodzenia. Dodatkowo właściciele stajni zaproponowali zmianę boksu Siwego na znajdujący się po przeciwnej stronie stajni boks, w którym widać stojącego obok sąsiada, no i jak najwięcej padokowania, najpierw pojedynczo, potem stopniowo na samodzielnych padokach, ale sąsiadujących z innymi końmi, a docelowo w towarzystwie.

IMG_1927

Zmiana boksu i padokowanie z widokiem na inne konie rozwiązało problem stresu Siwego. W niedzielę raz jeszcze pojechaliśmy wieczorem do stajni, zajrzeć do niego i zobaczyć, jak się czuje w nowym boksie, ale był już suchy i spokojny. Podobnie w poniedziałek rano zastałam go spokojnie przeżuwającego słomę i zaczepiającego sąsiada z boksu obok, odetchnęłam więc z ulgą. A dziś zdecydowałam, że czas najwyższy na zakończenie lenistwa i spokojne wdrażanie się do pracy. I tak Siwy w trzy dni po przyjeździe do nowego domu przydreptał za mną na halę (ofukując po drodze wszystkie mijane straszne obiekty – samochód, drzwi do drugiej stajni, drzwi do trzeciej stajni, kota, taczkę, innego konia, znowu kota, pustą ujeżdżalnie i konie na padokach oraz prewencyjnie tupiąc co jakiś czas). Na halę wszedł jednak bez większego stresu i zachowywał się naprawdę przyzwoicie podczas naszej pierwszej jazdy w tym miejscu i pierwszej jazdy po dłuższej przerwie. Denerwował się co prawda koniem wchodzącym na halę i jeszcze bardzie tym, który z hali wychodził, hucułami brykającymi na swoim padoku, czy otwartymi drzwiami, w efekcie był bardzo sztywny i spięty. Pracowaliśmy więc zupełnie na luzie na kole w środku hali, bo to było miejsce które stresowało go najmniej i pozwalało mu się najbardziej skupić, a ja nie wymagałam wiele więcej, niż żeby odchodził od łydki, nie kładł mi się na niej i nie panikował. Jak zwykle najbardziej rozluźnił go galop, chociaż wciąż był w nim spięty, szczególnie w prawą stronę. Sporo w tym oczywiście mojej winy, bo jakbym się nie starała, ja też zawsze denerwuję się nowymi sytuacjami, miejscami i tym, że Siwy się stresuje.

To nie był trening idealny, Fabian był sztywny, a ja jeszcze sztywniejsza i na prawdę nie robiliśmy nic specjalnego, a jednak jestem z nas totalnie dumna, bo daliśmy radę, otchłań nas nie pochłonęła, Fifi komunikował ze mną, nie zamykał się w swoim strachu i histerii, a biorąc pod uwagę ilość nowych sytuacji czy bodźców, ale też przerwę, jaką miał przed przeprowadzką, miałby pełne prawo odskakiwać na boki, brykać i panikować, a jednak w całym swoim lęku zachowywał się na prawdę rozsądnie. Zuch chłopak!

Od naszej przeprowadzki minęły trzy dni, ale już jestem pewna że to była totalnie świetna decyzja i jedyne, czego żałuję to, że nie podjęłam jej wcześniej. Więcej o tym dlaczego jestem tak bardzo zadowolona z nowej stajni i to już po kilku dniach pobytu w kolejnym wpisie!

 

Dodaj komentarz