Pięta Achillesa

DSC_5522

Każdy jeździec ma swoją piętę Achillesa, jakiś mały-wielki problem, usztywnienie w ciele, krzywość, nawyk, który powraca w treningu jak bumerang i wpływa na dosiad, komunikację i całą masę aspektów pracy z koniem pozornie niezwiązanych bezpośrednio z pierwotnym problemem. Moją piętą achillesową są z całą pewnością ramiona i barki. I chyba zawsze nią były, chociaż nie byłam tego w pełni świadoma, jak to zwykle bywa ze wszystkimi sztywnościami, defektami i nierównościami w ciele, do których się przyzwyczajamy i które z czasem traktujemy jako normalne. Z moimi ramionami problemów jest tak na prawdę kilka. Pierwszy i najbardziej elementarny to oczywiście jazda z barkami spiętymi, uniesionymi w górę, ciągle zupełnie niepotrzebnie pracującymi, a tymczasem jak wiadomo ramiona podczas jazdy powinno się mieć luźno opuszczone w dół, zrelaksowane, symetryczne. U mnie są całe napięte, co w połączeniu z tendencją do patrzenia pod nogi powodowało u mnie brzydkiego garba i totalnie zaburzoną równowagę. Zamiast rozciągać kręgosłup w górę, a nogi w dół, jestem w siodle takim pospinanym, sztywnym kłębkiem. Te moje z natury sztywne barki połączone z tendencją, którą Fabian miał bardzo długo – do opierania się na przodzie – dawały taki efekt, że przez całą jazdę nosiłam Siwego na rękach, a im więcej nosiłam go na rękach, tym bardziej bolał mnie kręgosłup i tym bardziej napinałam ramiona, żeby ten bolący kręgosłup odciążyć. A oczywiście im sztywniejsza byłam w barkach i w efekcie mniej czuła w rękach, tym Fifi bardziej zapierał się na przodzie. I tak błędne koło się zamykało. Problem wiszenia na przodzie udało się przepracować już jakiś czas temu, dziś Fabian jest lekki na ręce i wrażliwy na pomoce, ale moje barki i ramiona wciąż mają tendencję do usztywniania się.

DSC_5532

Niby luźno, niby miło, a barki sztywne i uniesione do góry.

Luźne, opuszczone i symetryczne barki, pozwalające na szybkie reakcje i drobne korekty, to jeden z elementów, nad którymi pracuję na każdym treningu, zaraz obok patrzenia przed siebie, nie zakleszczania kolan i jazdy na zewnętrznych pomocach. Wciąż jednak taka postawa nie weszła mi w nawyk i wymaga ode mnie ciągłego pamiętania i poprawiania samej siebie, ale tak to właśnie jest z korygowaniem błędów w siodle, tak długo powtarzanych, że odruchowych, naturalnych i wygodnych dla ciała. Osobna sprawa, że ja przy tym wszystkim jestem też niestety jeźdźcem nerwowym i u mnie te nerwy zawsze idą właśnie w barki i w usztywnienie tej partii ciała. Nie mówię tu o tym, że bóg wie jak się wściekam i stresuję, tylko o tym, że niewiele trzeba, by rozsypać moją dobrą sylwetkę i wywołać usztywnienie w górnej partii ciała, które z kolei wpływa na resztę pomocy. Często powtarzam, że kiedy Fabian jest dobry, to ja też jestem dobra. To jest dość powszechny efekt konia-profesora, na którym jeździec ma czas korygować swoje błędy, skupiać się na precyzyjnym ostawieniu pomocy, dobrej sylwetce i miękkim, symetrycznym dosiadzie. Kiedy Fabian pracuje jak należy, nie kładzie się na łydce, nie usztywnia, idzie w dobrym tempie, z impulsem, od zadu, to ja też pracuję i siedzę, jak należy, ramiona mam równe, luźno opuszczone, gotowe do drobnej korekty, do przekazania subtelnego sygnału. Ale wystarczy, że Siwy się usztywni, wypadnie łopatką, położy na łydce, wyjdzie z ustawienia, odskoczy albo zacznie ze mną walczyć i już cała moja sylwetka się sypie, bo zamiast koncentrować się na sobie, zaczynam chaotycznie walczyć o jego dobre ustawienie, pracujący grzbiet czy obrany wcześniej tor jazdy. I sypie się zawsze od barków, które automatycznie usztywniam i zadzieram do góry, kiedy tylko Fabian robi coś inaczej niż powinien, chociaż wiem przecież, że im bardziej Fifi kombinuje, tym lepiej i stabilniej ja powinnam pracować. Odruch jest jednak silniejszy niż wiedza. A u mnie przyzwyczajenie jest tak silne, że wystarczy, że spodziewam się, że Fabian zacznie kombinować, żebym się usztywniła, co oczywiście powoduje to, że Fifi faktycznie w odpowiedzi też się usztywnia. I znowu błędne koło się zamyka.

DSC_5528I znowu sztywne barki, a w efekcie napięty kark, garb i sztywne ręce.

Ta sztywność w ramionach do której mam tendencję powoduje wiele utrudnień i ma wiele konsekwencji. Po pierwsze oczywiście sztywne i nieprecyzyjne ręce, napięcie w barkach utrudnia łagodne i stabilne działanie wodzy, upośledza dłonie, które tracą subtelność, prędkość i precyzję działania. Po drugie od napiętych ramion zaczyna się usztywnienie w kręgosłupie, ale to złe i pokrzywione usztywnienie, a nie dobrą, rozciągająca praca mięśni brzucha i grzbietu. Z takim napięciem w ciele trudno dobrze, miękko usiąść w siodle, trudno dobrze działać dosiadem i podążać za ruchem konia, a oczywiście im ciężej mi siedzieć w siodle, tym bardziej zakleszczam się kolanami, zamiast pozwolić pomocom w rozluźnieniu i gotowości podpierać Siwego, a dosiadowi miękko płynąć za jego ruchem. To wszystko oczywiście nie dzieje się w taki sposób, jak o tym piszę – powoli, stopniowo, tylko w ułamku sekundy, kiedy przestaję się pilnować albo nerwowo zareaguję na takie czy inne zachowanie Fabiana. A naprawianie szkód, które wywołuje trwające ułamek sekundy napięcie w barkach, zajmuje oczywiście długie minuty.

DSC_5512

Jakby tego było mało z moimi ramionami jest jeszcze jeden zasadniczy problem. Są z natury niesymetryczne, nie wiem czy za sprawą budowy, wady postawy, ciąży, czy noszenia córki zawsze na jednej tylko ręce, jestem zwyczajnie krzywa. Nawet kiedy nie siedzę w siodle, tylko po prostu stoję prosto (a przynajmniej tak mi się wydaje), to prawy bark mam uniesiony sporo wyżej niż lewy i delikatnie wysunięty względem niego do przodu. W siodle jak wiadomo symetria i równowaga to podstawa, a ta u mnie jest zupełnie nieświadomie zaburzona przez to naturalnie nierówne ustawienie barków. Jeśli człowiek na koniu, siedzi prosto i równo, kiedy się rozluźni, dużo łatwiej dążyć mu do tej postawy i walczyć z napięciami i nierównościami w ciele. Ja kiedy wydaje mi się, że siedzę prosto, mam prawy bark uniesiony wyżej i w efekcie, klatkę piersiową nieco bardziej otwartą z jednej strony, jedno ze strzemion mocniej dociążone i ogólnie zaburzoną sylwetkę. Jestem więc na etapie przyzwyczajania swojego ciała do postawy dla niego nienaturalnej – zamiast siedzieć tak, jak mi wygodnie, walczę ze swoim krzywym barkiem i staram się wyprostować go i usadzić na swoim miejscu, mimo że ciało krzyczy do mnie „hej, niewygodnie mi, jestem teraz krzywo!”.

Na tych zdjęciach, szczególnie na drugim, doskonale widać tę moją asymetrię i upośledzony prawy bark.

Do wyrobienia nawyku i korekty sylwetki wciąż daleka droga, ale świadomość problemu i próba wpojenia sobie nowego odruchu i nowej równowagi to pierwszy wielki i ważny krok do poprawy. Wciąż niestety muszę się mocno kontrolować i koncentrować na barkach i pozostałych elementach, które staram się w sobie poprawić w ostatnim czasie. W efekcie zamiast próbować, jak to robiłam przez długi czas, nauczyć czegoś Fabiana, rozwiązać jakiś jego problem, próbuję poprawić swoje mankamenty i wraz z moim coraz większym panowaniem nad swoim ciałem w siodle (chociaż przychodzącym drobnymi kroczkami i wciąż pozostawiającym BARDZO WIELE do życzenia) zaczynam czuć, jak zupełnie mimochodem poprawiają się poszczególne problematyczne elementy u Fabiana, ale szerzej o tej zmianie optyki w treningu kolejnym razem!

 

3 Comment

  1. Kasia says: Odpowiedz

    Dzień dobry, ciekawi mnie jaka jest wysokość Fabiana, wydaje się być idealny – nie za wysoki, nie za niski – taki „bezpieczny”.

  2. Dzień Dobry Bardzo podobał mi się ten post. Moją piętą achillesową są plecy i pięty i staram się nad nimi pracować. Chciałam panią poprosić o radę dla mojego bloga. Może go pani zobaczyć pod tym linkiem http://karotr.blogspot.hr/?m=1 . Co mogę w nim zmienić , żeby był ładny i przejrzysty?

  3. Dzień Dobry❤️ Bardzo podoba mi się pani blog. Ja dopiero zaczynam swoją historię z blogowaniem, więc postanowiłam zapytać panią o radę. Co zrobić żeby mój blog (link- http://karotr.blogspot.hr/?m=1) był taki ładny i przejrzysty jak pański?

Dodaj komentarz