Nowe możliwości

DSC_5564

Był wpis o jedzeniu, był o nowej stajni, czas więc na wpis o ostatniej ze zmian, którą przyniosła przeprowadzka czyli o naszym powrocie do treningów w nowym miejscu. Jak wiecie, zima wypadła nam treningowo z Siwym w tym roku wyjątkowo w kratkę. Ze względu na warunki, święta, nawał pracy i choroby najmłodszej amazonki Fabian przez zimowe miesiące sporo się obijał, stracił kondycje i mięśnie. Przeprowadzka zbiegła się więc w czasie i też umożliwiła nam powrót do regularnej pracy. Nie ukrywam, że z początku siadałam w siodle z pewnym niepokojem, jazda w zupełnie nowym miejscu na mocno postanym koniu, który przez ostatnie lata nie wychylił nosa poza swoją ujeżdżalnię, wydawała mi sporym wyzwaniem, ale Siwy okazał się nadzwyczaj dzielny i szybko zaaklimatyzował się w nowym miejscu, mimo ogromu zmian w warunkach treningu, które niosła ze sobą nasza przeprowadzka. Spodziewałam się histerycznego odbijania się od ściany do ściany, a tymczasem pierwsze jazdy przebiegły nam nadzwyczaj spokojnie.

 

DSC_5312

Po kilku zapoznawczych spacerach przyszedł czas na powrót do treningu z prawdziwego zdarzenia, nabranie formy i przede wszystkim przyzwyczajenie do pracy w nowych warunkach. To ostatnie było i wciąż jest sporym wyzwaniem i to w równym stopniu dla Siwego, jak dla mnie. Nie chodzi tylko o nowe miejsce, zapoznanie się z halą czy ujeżdżalnią, ale przede wszystkim o zupełnie inną atmosferę i rutynę panującą w ośrodku. Przez ostatnie lata Fabian mieszkał w niedużej stajni z umiarkowanie prężnie działającą rekreacją i dosłownie kilkoma końmi prywatnymi, pracowaliśmy na małej ujeżdżalni sąsiadującej z pastwiskami, na które konie spędzane były całym stadem o bliżej nieokreślonych godzinach. Z jednej strony rzadko zdarzało nam się pracować w towarzystwie innego konia, zarówno Fabian, jak i ja przyzwyczajeni do treningów w samotności, łatwo rozpraszaliśmy się, kiedy na ujeżdżalnię wjeżdżał drugi koń lub nie daj Boże kilka na jazdę rekreacyjną. Z drugiej strony bardzo często zdarzało nam się trafić na wypuszczanie lub ściaganie koni z pastwiska podczas naszego treningu, czy całą masę totalnie nieprzewidywalnych sytuacji, które zdecydowanie utrudniały normalną pracę. W Santosie sytuacja zmieniła się o 180 stopni. W stajni mieszka kilkadziesiąt koni, więc szansa na jazdę w całkowitej samotności nawet o nietypowych godzinach jest niewielka. Mimo że zwykle jestem na miejscu o 7 rano, bardzo często mijamy się na hali albo trenujemy w niewielkim ale jednak towarzystwie, a już zawsze spotykamy konie wyprowadzane czy sprowadzane z padoku, treningu czy boksu. To dla nas obojga nowa sytuacja. Fifi musi przywyknąć do obecności innych koni, która wciąż wywołuje w nim sporo emocji, szczególnie w momencie pojawienia się czy opuszczania ujeżdżalni. A ja muszę nauczyć się z jednej strony funkcjonowania w większej grupie – bezkolizyjnego omijania, niezajeżdżania innym drogi bez wykonywania w siodle paniczno-histerycznych ruchów mających na celu szybką zmianę toru jazdy, bo takie poszarpywania w kilka sekund psują długie minuty żmudnego rzeźbienia i rozluźniania. Z drugiej strony muszę najzwyczajniej w świecie przywyknąć do czyjejś obecności. Po latach jazdy w mocno kameralnych warunkach, muszę wyzbyć się skrępowania i tremy związanej z tym, że ktoś gdzieś tam obok raz na czas spogląda, jak sobie z Siwym rzeźbimy. My jeźdźcy zawsze spoglądamy na innych i zawsze oceniamy, chociaż niekoniecznie złośliwie czy negatywnie. Inny jeździec i jego metody pracy z koniem to w końcu też źródło inspiracji i pomysłu na rozwiązanie własnych problemów w siodle. Ciężko powiedzieć, komu z nas trudniej przychodzi przyzwyczajenie się do obecności innych koni i jeźdźców podczas naszych treningów, ale oboje z Fabsem powoli pracujemy nad sobą, nad skupieniem, koncentracją i przede wszystkim dobrą komunikacją bez względu na to, czy jeździmy solo czy w większej grupie. W tym temacie przed nami jeszcze sporo do zrobienia, ale z całą pewnością w Santosie spokojnie, w swoim tempie przepracujemy ten temat.

DSC_5063

Jako że Santos to spory, prężnie działąjący ośrodek z całym zapleczem i infrastrukturą, to właściwie o każdej porze dnia coś tu się dzieje i nie mam na myśli tylko innych koni na ujeżdżalni, ale całe zaplecze organizacyjne, a więc ludzi z taczkami, sprowadzających konie, traktor, ciężarówkę, koniowóz, dzieci, psy i całą resztę osób, rzeczy i sytuacji, które spotkać można na codzień w stadninie tego pokroju. W naszej poprzedniej stajni Siwy płoszył się z powodu bażanta kręcącego się w krzakach, mimo że spotykał go 12873612680 raz, więc obawiałam się, jak odnajdzie się w miejscu w którym non stop coś się dzieje. Tymczasem Fabian po raz kolejny totalnie mnie zaskoczył. Ku mojemu zdziwieniu jest tu dużo spokojniejszy, bardziej skoncentrowany i mniej płochliwy niż w poprzedniej stajni. W Santosie zdecydowanie na korzyść działa powtarzalność sytuacji, raz spotkany masztalerz z taczką słomy, traktor bronujący ujeżdżalnie, ciężarówka wioząca słomę, zastęp wybierający się w teren czy pies towarzyszący właścicielowi podczas treningu, raczej nie zrobi już nic zaskakującego i gdzieś tam w przyszłości, jutro za tydzień albo miesiąc spotkamy go w podobnej sytuacji. Nie bez wpływu pozostaje też fakt, że padoki sąsiadują z ujeżdżalniami i Siwy sam będąc na padoku ma okazję zaznajomić się ze wszystkimi sytuacjami, rzeczami i potencjalnymi straszakami, które później możemy spotkać podczas pracy. A jeśli nawet podczas treningu coś Fabiana zaniepokoi czy wystraszy, kątem oka widzi konie przysypiające na padokach i odrazu dostaje sygnał „acha, nic się nie dzieje, oni się nie płoszą, nie ma się czego bać”. W takim ośrodku na konia działa też jakaś panująca tu atmosfera pracy, skupienia, gdzieś tam Siwy wciąż widzi konie i jeźdźców, treningi, rekreację, wyjazdy w teren i to na niego też wpływa i też motywuje do współpracy.

DSC_5122

 

To wszystko sprawia, że czuję, że wraz z przeprowadzką zaczęliśmy Z Fabsem zupełnie nowy rozdział w naszym treningowym życiu. Santos daje nam ogrom możliwości, których nie mieliśmy wcześniej – przede wszystkim dostęp do hali czy ujeżdżalni ze świetną nawierzchnią, ale też wyjście do lasu, które pozwala na wyjazdy w teren czy krótkie spacery po udanym treningu. Dzięki hali z dobrym podłożem jesteśmy totalnie niezależni od pogody i przestałam każdego ranka sprawdzać warunki za oknem i prognozę pogody w obawie przed deszczem. Nasze wspólne jazdy przestały być sinusoidą, zaczęliśmy regularnie pracować, a każdy trening to mniejszy lub większy krok do przodu w naszej współpracy. Paradoksalnie dużo łatwiej jest nam skupiać się na pracy i rzeźbić, ale też zwyczajnie jeździć dla samej przyjemności jazdy, ruchu i współpracy. Można powiedzieć, że aktualnie jesteśmy jedną nogą w treningu – przepracowujemy kolejne problemy, nabieramy kondycji, gimnastykujemy się, ale drugą nogą wciąż jesteśmy gdzieś na etapie aklimatyzacji i oswajania nowego miejsca i nowych możliwości. Wciąż walczymy z różnymi straszydłami, przyzwyczajamy do nowego miejsca i nowego rytmu, nie byliśmy jeszcze w terenie, nie mieliśmy okazji jeździć na jednej z ujeżdżalni, ale równocześnie całkiem normalnie już pracujemy i to jest zupełnie nowa jakość pracy i z mojej strony, i ze strony Siwego. Decydując się na przeprowadzkę do Santosa liczyłam na to, że nowa stajnia otworzy przed nami nowe możliwości treningowe, ale miałam na myśli raczej po prostu infrastrukturę – halę, ujeżdżalnie z dobrą nawierzchnią, przeszkody, drągi, lonżownik, możliwość wyjazdu w teren. Nie sądziłam jednak, że to miejsce tak bardzo zmieni samą naszą pracę – skupienie, koncentrację, dokładność i komunikację, a jednak tak właśnie się stało i mam wrażenie, że to właśnie zmiana w jakości naszej współpracy, w komunikacji, w samym treningu jest najważniejszym, a przy tym zupełnie nieoczekiwanym efektem naszej przeprowadzki.

DSC_5298

1 Comment

  1. Alice says: Odpowiedz

    Bardzo dobry artykuł :)

Dodaj komentarz