Mini parkur

DSC_0960

Ostatnio pisałam o fajnym ćwiczeniu w kłusie z kombinacją drągów, cavaletti i mini przeszkód, które zaserwowała nam niedawno Ala. Przy okazji tego treningu, zaskoczona, że tak dobrze sobie z Siwym poradziliśmy z tym zadaniem, mimo że kontrola po skoku nie jest naszą najlepszą stroną, podzieliłam się swoimi wrażeniami z Alą i przyznałam, że jestem zdziwiona, bo zwykle mam spory problem z utrzymaniem rytmu i tempa po pokonaniu przeszkody. Fifi po skoku albo się nakręca, zawiesza na wędzidle i zaczyna pędzić, albo zupełnie gaśnie, uznaje, że odwalił swoją robotę jak należy i czas ogłosić upragniony fajrant. W odpowiedzi na moje pozytywne zaskoczenie naszym małym sukcesem w pracy nad kontrolą i rytmem podczas pracy na przeszkodach, Ala postanowiła na kolejnym treningu znacząco podnieść nam poprzeczkę. I tak na kolejnej jeździe stanęliśmy przed takim o to mini parkurem!

DSC_1021-kopia 2

Razem z Fifim dotychczas nie próbowaliśmy zmierzyć się z całym parkurem, a jedynie z pojedynczymi przeszkodami lub prostymi ich kombinacjami. Parkur, nawet taki składający się z siedmiu niskich przeszkód, to zupełnie inny poziom wyzwania, szczególnie dla pary, która ma problem z wyjechaniem do przodu i kontrolą po skoku. Na parkurze nie ma czasu na marudzenie po skoku, bo po kilku foulach nie jest się po poprzedniej przeszkodzie, tylko przed kolejną, a jak wiadomo zrównoważony najazd jest kluczem do dobrego skoku. Problem z jedną przeszkodą może rzutować na kolejne skoki, więc paradoksalnie mimo że mamy ustawiony cały parkur, powinniśmy do każdej przeszkody podchodzić indywidualnie. Taki „mini parkur” to doskonałe ćwiczenie na kontrolę, koncentrację, precyzyjne najazdy i zadaniowe podchodzenie do każdej przeszkody, czyli wszystko to, z czym mamy większy lub mniejszy problem! Żeby było jeszcze ciekawiej Ala ustawiła nam oprócz pojedynczych stacjonatek linię na trzy foule, czyli zadanie, z którym zawsze mamy największe trudności.

Do tematu linii na trzy foule podchodziliśmy na przestrzeni ostatnich paru miesięcy kilkakrotnie i za każdym razem kończyło się to fiaskiem. Linia najlepiej ujawnia nasze problemy z kontrolą po skoku, a Fifi zwykle spływał i kombinował przed drugą przeszkodą. Nie było dla mnie zaskoczeniem, że i tym razem linia była dla nas największym wyzwaniem i Siwy kilkukrotnie wyłamał przed druga przeszkodą, zanim udało nam się przepracować temat i przejechać linię na czysto.

Sam fakt skakania większej kombinacji przeszkód szybko sprawił, że Fifi nakręcił się i zaczął lecieć na kolejne przeszkody. Skoki z takiego mocniejszego tempa są oczywiście prostsze pod warunkiem, że koń wciąż jest pod kontrolą i nie wisi na przodzie, z czym mieliśmy początkowo problem, ale po paru najazdach na samą linię i zatrzymaniach Siwego, kiedy zaczynał się nakręcać, udało nam się rozwiązać nie tylko problem z wyłamywaniem na drugiej przeszkodzie w linii, ale i z kontrolą w ogóle.

DSC_0965

Fifi przeszedł podczas tego treningu moje najśmielsze oczekiwania. Najeżdżaliśmy mocnym tempem, ale po kolejnych skokach Siwy wracał do mnie, nie nakręcał się i był całkowicie pod moją kontrolą, a przy tym nie odmawiał skoku, nawet jeśli najazd nie był najlepszy, co akurat nie zdarza mu się często. Oczywiście pamiętam, że nasz mini parkur składał się z paru przeszkód mierzących 70-80cm, więc nie odnieśliśmy może sukcesu na skalę międzynarodową, ale dla nas był to dowód na to, jak duży postęp zrobiliśmy w ostatnim czasie.  W końcu jeszcze przed moim zajściem w ciążę mieliśmy z Siwym poważny problem z najechaniem na przeszkodę, jeśli nie znajdowała się w konkretnym miejscu na ujeżdżalni, a takich ustawionych po przekątnej, z krótkim albo ciasnym najazdem w ogóle nie próbowaliśmy skakać. Po cichu pękam więc z dumy, a ten trening zaliczam do naszych absolutnie najlepszych wspólnych jazd. No i z niecierpliwością czekam na nadejście wiosny i lata, kiedy warunki będą sprzyjać kolejnym takim próbom.

Dodaj komentarz