Kurs Masażu Koni

DSC_3394

Od dłuższego czasu chodził mi po głowie temat masażu koni. Fizjoterapia jest szczęśliwie coraz popularniejsza, nie wzbudza już kpiących uśmiechów i nie jest zarezerwowania wyłącznie dla wysokiego sportu i grona zapaleńców, więc i oferta kursów czy szkoleń jest spora. Zrobiłam swój research i znalazłam kurs dla siebie. Wybrałam Equine Massage i intensywny, sześciodniowy kurs masażu koni. Equine Massage to szkoła z pokaźnym dorobkiem kursów, szkoleń i warsztatów masażu, a sama Maria jest specjalistą z ogromnym doświadczeniem i wiedzą, autorką wielu publikacji i książki „Termografia koni w praktyce”, z imponującym wykształceniem, a przede wszystkim sama cały czas się rozwija. W swojej pracy opiera się na rzetelnej wiedzy i na poszanowaniu końskiej biomechaniki, a na konia patrzy w szerszej perspektywie niż tylko manualnej terapii. Jeśli się od kogoś uczyć to właśnie od takiej osoby.

DSC_3362

Najpierw parę słów o samym miejscu, gdzie odbywał się kurs, czyli o Stajni Biały Las w Wierzbnie, która jest cudnym, malowniczo położonym ośrodkiem. Z halą, sporą ujeżdżalnią, wysoką, jasną i przewiewną stajnią. A przy tym jest to wprost idealna lokalizacja na takie szkolenia. Na miejscu znajdują się restauracja i komfortowy hotel urządzone w bardzo jeździeckim stylu, a pokoi jest akurat tyle, by pomieścić całą dziesiątkę uczestników kursu i zapewnić wygodną salę do zajęć teoretycznych. Do tego sama stajnia, w której odbywa się oś kursu czyli część praktyczna stwarza komfortowe warunki dla uczestników. Mamy spore boksy, w których można wygodnie pracować z koniem i szeroki korytarz, gdzie można prezentować techniki na koniu pokazowym, a cała dziesiątka kursantów ma dla siebie miejsce i dobry widok. Stajnia ma kształt litery L, w krótszym korytarzu wydzielono dla nas ostatnie 8 boksów, gdzie mogliśmy wygodnie pracować z końmi bez obecności przypadkowych widzów, gdzie nikt w czasie zajęć praktycznych nam nie przeszkadzał, nie przechodził korytarzem, nie wchodził posprzątać boksów albo wyjść z koniem. Mieliśmy ciszę, spokój i odpowiednio dużo miejsca, by swobodnie postawić nawet 5 koni, a sama stajnia jest na tyle jasna i przewiewna, by komfortowo spędzić w niej kilka godzin w ciągu dnia. Nie sposób nie pochwalić też przy tej okazji całej ekipy, konie zawsze były czyste i przygotowane, sala gotowa do zajęć, pokoje przyjemne i czyste, a jedzenie smaczne i na czas, zgodnie z naszym napiętym grafikiem zajęć.

IMG_6063

Tyle o miejscu, a teraz do rzeczy. Kurs odbywał się podczas trzech weekendowych zjazdów, z których każdy naszpikowany był wiedzą teoretyczną oraz ćwiczeniami praktycznymi. Od pierwszego dnia zajęcia podzielone były na bloki spędzane na sali i w stajni. Przed kursem wydawało mi się, że po 6 dniach spędzonych od rana do wieczora na nauce nie będę może ekspertem od masażu, ale będę miała już jako takie pojęcie w temacie. Po pierwszym dniu mina mi nieco zrzedła i byłam przekonana, że w najbliższych godzinach mózg eksploduje mi od zdobytej wiedzy i że nie sposób jest przyswoić tego wszystkiego w 4 tygodnie, które dzielą mnie od egzaminu. Mimo początkowej paniki, kończąc kurs miałam jednak poczucie zbudowania solidnego fundamentu, takiej bazy i podstawy z zakresu samego masażu, ale też biomechaniki, budowy i fizjologii konia. Tak naprawdę to szkolenie to tylko po części kurs masażu, jego technik, czy chwytów. Określenie „wisienka na torcie” byłoby pewnym nadużyciem, bo przecież w stajni, ćwicząc poszczególne chwyty spędziliśmy 29 godzin, ale równie ważny był czas, który poświęciliśmy na przyswajanie wiedzy, pozwalającej masaż przeprowadzić właściwie, z głową i indywidualnym podejściem do konia. Maria jakoś zaraz na początku kursu powiedziała takie zdanie, że sam masaż jest w zasadzie łatwy, trudniej niż opanować chwyty jest wiedzieć gdzie, jak, kiedy i dlaczego je zastosować. Równolegle do nauki masażu, uczyliśmy się więc budowy konia, najpierw układu szkieletowego, a potem mięśniowego, lokalizowaliśmy na koniach poszczególne struktury kostne, a potem poszczególne mięśnie, określając ich elementy, przyczepy, funkcje i przebieg włókien. Bez tej wiedzy nie da się stosować fizjoterapii świadomie i właściwie. Na pierwszym zjeździe sporo czasu poświęciliśmy ocenie stanu i kondycji koni. Ten blok zajęć z teorią, analizą przypadków, zdjęciami, filmami i własną oceną przypadków w stajni trochę otworzył mi oczy i zmienił spojrzenie na konie. To taka część wiedzy o jeździectwie, z którą czasem ciężko się skonfrontować, bo oznacza przyznanie się przed samym sobą do jakichś swoich błędów jako jeźdźca, właściciela i opiekuna. To też taka wiedza, której nie da się wymazać i z którą inaczej patrzy się nie tylko na własnego konia, ale też na inne, te mijane w stajni i oglądane na zawodach, dostrzegając nie tylko wrodzone problemy, lepszą czy gorszą budowę i sygnały świadczące o przebytych kontuzjach, ale przede wszystkim przewinienia aktualnych i poprzednich jeźdźców czy właścicieli.

DSC_3378

Solidny fundament wiedzy teoretycznej to jeden filar tego kursu, a drugi to spora dawka samej praktyki, czyli nauka i ćwiczenie poszczególnych chwytów, najpierw na sobie nawzajem, a potem na koniach i wreszcie masaż kolejnych partii mięśni naszych końskich pacjentów. Tu mieliśmy okazję zderzyć z rzeczywistością przyswajaną rownolegle teorię, wszak bez lokalizacji poszczególnych mięśni, bez wiedzy o ich przyczepach, funkcjach i przebiegu włókien nie można mówić o masażu. Tu świetną pomocą dydaktyczną okazały się… kredki dla dzieci do malowania twarzy, którymi zaznaczaliśmy mięśnie, przebieg włókien i obszary, na których pracowaliśmy. Mieliśmy do naszej dyspozycji grupę wdzięcznych pacjentów, z których większość stanowiły konie pracujące w rekreacji. Były one nie tylko obiektami, ale też po części nauczycielami podczas tych zajęć. Ich reakcje, oznaki rozluźnienia i relaksu były wszak najlepszym sygnałem o dobrze wykonanej pracy. Po tych prawie 30 godzinach masażu ciężko mówić o prawdziwym wyczuciu i doświadczeniu, tych nabywa się z czasem i z dalszą praktyką, ale myślę, że można już mówić o jakiejś większej pewności i wprawie. Im więcej koni się masuje i ocenia, tym naturalniejsze i bardziej intuicyjne stają się wszystkie chwyty, tym sprawniej i trafniej dobiera się rodzaj i intensywność nacisku, tym szybciej lokalizuje się napięcia i źródło problemów, tym więcej z nich dostrzega się na pierwszy rzut oka. To prawdziwe wyczucie wymaga czasu i praktyki, ale po zakończonym kursie mam już solidną bazę, nie tylko wiedzy teoretycznej, ale też doświadczeń w pracy z końmi. Oczywiście jest to w dużej mierze zasługa wiedzy i praktyk wyniesionych z samego szkolenia, ale rozwojowi sprzyja i jego forma – weekendowych zjazdów oddzielonych dwutygodniowymi przerwami, zakładających samodzielną pracy u siebie w domu na własnych i zaprzyjaźnionych koniach. Te własne ćwiczenia i próby przekładają się na większe obycie i większą pewność „w rękach”.

DSC_3385

Warto wspomnieć też o bloku składającym się z części teoretycznej i praktycznej z zakresu oceny dopasowania siodeł. Jest to aspekt bez którego ciężko wyobrazić sobie pracę masażysty czy fizjoterapeuty. Wiadomo, że był to zaledwie zalążek tematu i absolutna podstawa, niemniej jednak dająca pojęcie o kwestii ważnej z punktu widzenia nie tylko masażysty, ale i jeźdźca.

IMG_6067

Prawdopodobnie każdy z naszej grupy dziesięciu uczestników brał udział w kursie w trochę innym celu. Jedni z myślą o własnej praktyce czy poszerzeniu kompetencji,  inni z myślą o zajmowaniu się masażem zawodowo, jeszcze inni po to, by z głową i porządną bazą wiedzy pracować z własnym koniem czy we własnej stajni. Prawda jest taka, że bez względu na motywacje skorzystaliśmy wszyscy i każdy po zdanym egzaminie wrócił do domu z certyfikatem i z dobrym, szerokim fundamentem wiedzy. Takiej wiedzy, którą przynajmniej w jakimś ułamku powinien posiadać każdym, kto wsiada na konia. I nie mam tu na myśli samych technik masażu, szczegółów budowy mięśni i końskiej biomechaniki, ale każdy, kto jeździ konno, powinien mieć jako takie pojęcie o budowie konia. Wiedzieć gdzie ma kolano, a gdzie trzeszczki, jak się porusza i jakie jego ciało ma ograniczenia i możliwości, umieć z grubsza ocenić jego kondycję, odróżnić dobrze nabudowanego konia od tego z napięciami i przykurczami, rozpoznać sygnały świadczące o napięciach wynikających z szeroko pojętej „złej pracy”, wiedzieć jaki wpływ na konia i jego układ ruchu ma sposób w jaki z nim pracujemy, nasze własne nawyki i napięcia. Powinien umieć dostrzec u konia asymetrie, sztorcowe kopyto, umieć z grubsza ocenić stan siodła czy jego dopasowanie do konia. Wróciłam po kursie z głową pełną myśli, dobrym fundamentem wiedzy z zakresu masażu czy fizjoterapii koni, ale też z jakąś szerszą perspektywą na jeździectwo jako takie, z jakąś zmianą we mnie jako jeźdźcu i właścicielu konia. I oczywiście z ogromnym zapałem do pracy z Elbrusem i z innymi końmi, bo ten kurs to przecież dopiero początek.

DSC_3372

1 Comment

  1. Kasia says: Odpowiedz

    Też byłam na takim kursie prowadzonym przez tą samą osobę tylko niestety w skróconej dwudniowej wersji i również jestem zachwycona nowa wiedzą.

Dodaj komentarz