Ktoś tu się popisuje!

Fabian nie jest koniem ekstremalnie trudnym we współpracy, ale nie jest też szczególnie łatwym. Plasuje się gdzieś po środku pomiędzy koniem, nad którymi największe trenerskie autorytety łamią sobie głowę, próbując zachęcić go do współpracy, a koniem, z którego ułożeniem poradziłoby sobie dziecko i to z niewielkim jeździeckim doświadczeniem. To taki typ, który lubi stawiać na swoim, miewa fochy, gorsze dni i swoje własne pomysły na trening, ale w tych buntach nigdy nie jest szczególnie zapalczywy czy niebezpieczny i w końcu zawsze udaje się z nim dogadać, jeśli tylko uszanuje się jego niezależność, a przy tym nie przestanie się być stanowczym i pewnym swojego zdania.

Fifi lubi się popisywać i to chyba najlepiej opisuje jego podejście do treningów. Od początku naszej wspólnej przygody uwielbiał się popisywać stawiając na swoim i czyniąc wszelkie możliwe gałgaństwa. Cały obrastał w piórka, jak udało mu się niespodziewanie zrobić lotną zmianę nogi (albo i nie) i wywieźć mnie gdzieś w krzaki czy w stronę stajni, lub kiedy zamiast jeździć po śladzie, jeśli akurat go o to prosiłam, wciągał nas na środek ujeżdżalni i tam osiągał mistrzostwo w kręceniu się w kółko w dowolnym chodzie i tempie. Taki był przy tym z siebie zadowolony, jakby mówił Popatrz tak potrafię i tak też potrafię! Ha! Możesz robić, co chcesz, a i tak ja będę górą, taki ze mnie kozak! Spierał się ze mną, o to kto tu tak na prawdę jest szefem i za każde najdrobniejsze gałgaństwo doliczał sobie punkt w ogólnej klasyfikacji. W jego zachowaniu nie było niechęci do współpracy, nie było prób zrobienia mi krzywdy, wysadzenia z siodła, nie było Bóg wie jakiego brykania czy ponoszenia, tylko właśnie próba sił, stroszenie piórek i ciągłe popisywanie się.

Jeszcze kiedy byłam w ciąży, Ala mówiła mi, że Fifi bardzo się zmienił i przyjdzie w końcu taki moment, kiedy zacznie cieszyć się i bawić swoimi umiejętnościami i współpracą z człowiekiem pod siodłem, ale ja tak przywykłam do jego łobuzerskiej postawy, że ciężko było mi uwierzyć, że taka zmiana faktycznie może nastąpić. Tymczasem minęło kilka miesięcy od czasu restartu naszej współpracy (i nie mam tu na myśli mojego powrotu do jazdy po ciąży, a zmianę podejścia do naszych treningów i wejście na ścieżkę świadomego jeździectwa), a Fifi zaskoczył mnie swoją postawą. Wcale nie przestał się popisywać, wciąż jest tym samym łobuzem łaknącym uwagi, chcącym za wszelką cenę zwrócić ją na siebie, tyle że teraz popisuje się tym, co potrafi i tym, jak fajnie umie pracować. Już nie zaciera kopyt, kiedy uda mu się postawić na swoim, teraz wydaje się mówić Zobacz, jaki jestem rozluźniony, jak pracuję grzbietem. Widziałaś to przejście? Galop? Nie ma problemu, ale widzisz jaką mam okrągła szyję, a jaki grzbiet? A teraz? Teraz patrzysz? To wciąż ten sam Fabian, tylko bardziej świadomy swojego ciała i swoich możliwości, ale też zabawy, jaką mogą być również dla niego nasze wspólne jazdy.

Po pierwszym treningu, kiedy Fifi ze swojej strony pracował na sto procent, myślałam, że miał po prostu taki dobry dzień. Tymczasem z jazdy na jazdę Siwy zadziwiał mnie swoim zaangażowaniem i chęcią. Nie chcę Wam wmówić, że traz nagle,jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wszystko nam się udaje, bo tak nie jest. Wciąż borykamy się z wieloma problemami, wciąż wiele ćwiczeń stanowi dla mnie wyzwanie, tyle że teraz mam po drugiej stronie konia, który za wszelką cenę chce mi zaimponować, stara się jak nigdy, cieszy się naszą wspólną pracą i daje z siebie wszystko, bez względu na to, czy proszę go o ósemkę w kłusie czy skok przez okser.

W grudniu, mimo wspaniałych warunków i doskonałej pogody, trenowaliśmy z Fifim w kratkę, Lilka cały miesiąc chorowała i albo nie miałam siły wsiadać na konia po nieprzespanej nocy, albo sumienia zostawiać Michała z małą samych, a o ciągnięciu pierworodnej na ujeżdżalnię w ogóle nie było mowy. Tym większe było moje zaskoczenie, że mimo braku regularności, Siwy tak bardzo się starał na większości naszych wspólnych jazd. Nawet po dłuższej przerwie od treningów, nie wsiadałam na bombowca, który tylko czekał, kiedy by tu odpalić wrotki i jaki numer wywinąć, tylko na konia, który zdawał się mówić Hej, nie zapomniałem jak to się robi!, a przy tym z miejsca z chęcią i zaangażowaniem wchodził ze mną w dialog.

To popisywanie się Fabiana jest chyba najbardziej spektakularne podczas pracy na drągach i przeszkodach. Od kilku naszych ostatnich jazd, Siwy jest więcej niż chętny i to w zasadzie bez względu na to, co się przed nim ustawi i o co poprosi. Skacze z sercem, odważnie i mocno. Nie waha się, nie kombinuje, nie szuka drogi na skróty, nie próbuje uciekać na boki, a przy tym widać, że myśli, ale i czeka na moje sygnały. Teraz ta przeszkoda? Nie ma problemu! Uch… Krzywo najechaliśmy, ale dam radę. Widziałaś? Ale widziałaś? A wiesz, że umiem wyżej? Z krótszego najazdu, też nie ma problemu. Voila! Nawet nie dotknąłem drąga. Tak dobrze i lekko, jak teraz, nie skakało nam się nigdy, świadomość, że oboje się przy tym dobrze bawimy dodaje mi skrzydeł. A zapał Fabiana do pracy na każdym treningu przypomina mi, jak wiele jeszcze przed nami.

Kilka miesięcy poprawnej, świadomej i spokojnej pracy zmieniło Fabiana z popisującego gałgana-kombinatora w samochwałę oczekującego zachwytów nad jego umiejętnościami i możliwościami. Wspaniale współpracuje się z takim koniem, który we wszystkim co robi, chce ci zaimponować, który stara się w oczekiwaniu na smakołyk i aprobatę, ale też sam dla siebie, bawi się swoimi możliwościami i współpracą z jeźdźcem. To dla mnie zupełnie nowa jakość i nowa sytuacja. Dużo się podczas naszych treningów zachwycam i dużo chwalę Siwego, ale też staram się wynagradzać jego starania takimi treningami, które sprawią mu jak najwięcej przyjemności i będą jak najlepszą zabawą. Pilnuję się przy tym, by nie zniechęcać go swoimi zachowaniami w siodle – zbyt mocnym działaniem ręki, obijaniem się po grzbiecie, dziubaniem łydką czy niespodziewanym szarpnięciem za wodze nad przeszkodą. Jego podejście i entuzjazm motywują mnie jeszcze bardziej do pracy nad sobą i do poprawiania swoich błędów. Mam wrażenie, że nasze wspólne treningi nabrały rumieńców, ale równocześnie że wciąż jesteśmy na początku naszej drogi.

 

2 Comment

  1. tosia says: Odpowiedz

    hejka!
    dopiero odkryłam twojego bloga ale mega mi się podoba
    zarówno pod względem estetycznym i wizualnym jak i pisania postów
    piszesz mega ciekawie i własnie przeglądam całego twojego bloga
    jestem pod wielkim wrażeniem oby tak dalej :)

    zapraszam również do siebie
    http://tosiaandherhorsestory.blogspot.com/

    1. Kaja says: Odpowiedz

      Dziękuję, zajrzę na pewno! :)

Dodaj komentarz