Kąpiel

DSC_9095

Wiele razy pisałam już o tym, ile nowych możliwości w naszych treningach i stajennej codzienności pojawiło się wraz z przeprowadzką do Santosa. W ten weekend postanowiłam w końcu wykorzystać jedną z takich opcji, których w poprzedniej stajni nie mieliśmy, a mianowicie wykąpać Fabsa. Przymierzałam się do tego tematu od dłuższego czasu, ale logistyka Fifkowej kąpieli jest dosyć trudna i jakoś nie do końca nam się składało, żeby Siwego dokładnie wyszorować. W Santosie mamy do dyspozycji aż trzy myjki, ponieważ każda z trzech stajni ma swoją myjkę, więc trudność nie polegała na dostępności i Bóg wie jakiej kolejce do kąpania konia, a na zgraniu jej z logistyką moich wizyt w stajni. W tygodniu jestem zwykle wcześnie rano, kiedy jest jeszcze dosyć chłodno, a dodatkowo czas mam wtedy mocno ograniczony, więc musiałabym porzucić jazdę na rzecz kąpieli. Wprawdzie mogłabym podjechać i w ciągu dnia na godzinę czy dwie, ale byłabym wtedy z Lilką, a bez mojego męża, a że Fabian boi się wody w każdej w zasadzie postaci i aż dziw, że ta w poidle nie próbuje go zaatakować, to kąpanie tego panikarza z dwulatką plączącą się między jego nogami i próbującą dopaść go z gąbką i szczotką byłoby ryzykowne. Pozostawały więc weekendy, ale kiedy w końcu zdecydowałam się na umycie Fabsa, to weekendy były albo chodne, albo ciepłe ale wietrzne, a z koniem nie przyzwyczajonym do takich atrakcji mogłoby się to skończyć kaszlem, przeziębieniem i  innymi nieprzyjemnościami albo, kiedy już pogoda łaskawie nam sprzyjała, akurat nie było mnie w Krakowie.

DSC_9092

Fabs kąpieli wymagał już wyjątkowo i chociaż dotychczas obywaliśmy się przecież bez takiej możliwości, to mając do dyspozycji wygodną, zewnętrzną myjkę obok naszej stajni, szkoda byłoby z tego faktu nie skorzystać, biorąc pod uwagę, że Fifi zaczął zwyczajnie brzydko pachnieć, a to przeszkadza nie tylko mnie, ale i jemu, bo przyciąga jeszcze więcej i tak mocno dokuczliwych o tej porze roku owadów. Spośród trzech dostępnych w naszym ośrodku myjek, ta obok naszej stajni jest jedyną zewnętrzną i spodziewając się ze strony Fabsa paniki zdecydowałam się na nią właśnie, uznając, że będzie dla nas najbezpieczniejsza i będzie to miejsce najmniej Siwego stresujące. Uzbrojona w gąbkę, szczotki, szare mydło, wiaderko i ściągaczkę zabrałam się do akcji, a że Fifi akurat tego dnia dodatkowo bardzo dokładnie się opanierował na padoku, to odwrotu nie było.

DSC_9089 DSC_9083

Zaparkowaliśmy się z Fabsem na myjce i chociaż jest tam stanowisko, gdzie można spokojnie przywiązać konia, to wolałam go trzymać na uwiązie, żeby w razie szczególnej paniki Fifi nie zrobił sobie krzywdy. Zaczęłam od polewania go łagodnym strumieniem, co oczywiście nie wzbudziło u kucyka zachwytu, ale jak zwykle był w swoich reakcjach raczej rozsądny. Nie odsadzał się, nie próbował się wyrwać czy kopnąć mnie, uciekał przed strumieniem, ale bardziej z niezadowolenia z zaistniałej sytuacji niż w pełnej histerii i panice. Polewałam go więc spokojnie, a on krążył wokół mnie kręcąc ósemki na trzymanym przeze mnie uwiązie. Jeśli wytrzymał chwilę bliskiego spotkania ze strumieniem wody bez dreptania, to robiłam przerwę i skarmiałam dzielnego kucyka marchewką.

DSC_9103

Samo mycie nie wzbudzało już w nim emocji, na tyle że mogłam spokojnie przypiąć go do stanowiska i szorować wspólnie z Lilką. Trochę to trwało, bo Fabs  był na prawdę brudny. Dał sobie spokojnie wyszorować boki, zad, szyję, nogi i brzuch, mogłam bez stresu wyprać mu ogon i grzywę. Na płukanie znów go odwiązałam, ale  był już dużo spokojniejszy i ósemki, które kręcił nie powodowały nawet napięcia uwiązu, a po chwili oblewania go wodą, zorientował się chyba że jest to całkiem przyjemne i chociaż przy lewym boku wciąż odchodził, to prawy bok i klatkę piersiową mogłam już spłukiwać bez problemu i bez spacerów Fabsa, ogon zamoczyłam mu cały w wiadrze, co już totalnie nie zrobiło na nim wrażenia. Jeszcze tylko ściąganie nadmiaru wody, suszenie na słońcu i Fabs czysty…aż do następnego tarzania! Osobna sprawa, że po tej kąpieli byłam równie mokra co Siwy. Najważniejsze, że akcja kąpiel nam już niestraszna i myślę, że po kilku bliższych spotkaniach myjka i strumień wody nie będą na nim robiły większego wrażenia, będę więc mogła nie tylko spokojnie i w miarę szybko umyć Fabsa jeśli zajdzie taka potrzeba, ale i korzystać z dostępności myjki chłodząc Fabsowi pęciny po treningu w upalny dzień czy myjąc kopyta.

DSC_9090

Dodaj komentarz