Jeszcze luźniej i elastyczniej

2-7-kopia 2

Bardzo dużo czasu i energii poświęcamy ostatnio na pracę nad moim zakleszczaniem się w siodle. Po tym jak na konsultacjach z Małgorzatą Morsztyn wreszcie poczułam i zrozumiałam, że nieustannie bez większego sensu – a co gorsza zwykle bez osiągania jakiegokolwiek skutku – cisnę, zamiast luźno usiąść w siodle i zacząć wysyłać precyzyjne komunikaty, przez kolejne tygodnie próbowałam przenieść to konsultacyjne oświecenie na naszą codzienną pracę. Wciąż daleko mi do ideału, ale jest lepiej niż było, a moja świadomość problemu, jego skutków i konsekwencji sprawia, że niezmiennie staram się nad sobą pracować. Jedna zmiana powoduje oczywiście kolejną, a ta świadomość ciśnięcia i blokowania Dużego, pozwoliła na zrozumienie kolejnego mojego wielkiego błędu czyli właśnie zakleszczania się i oczywiście pracę nad nim. Tradycyjnie z pozornie drobnej korekty położenia uda w siodle zrobiła mi się mała rewolucja. Od rozluźnienia ud i odklejenia ich od siodła, a przy tym otwarcia miednicy, zmieniło się położenie moich łydek i kolan, a co za tym idzie zyskałam mocniejsze oparcie w strzemieniu i równomierny, delikatny kontakt z bokami konia. Te zmiany w dole przeniosły się oczywiście również w górę korygując mój środek ciężkości, pozycję i równowagę w siodle. Po jeździe, na której wprowadziliśmy tę korektę i w tej nowej równowadze próbowaliśmy z Dużym pracować na płaskim i skakać, Trener mimo moich wyraźnych protestów zarządził kolejnego dnia lonżę na oklep. Początkowo byłam nastawiona sceptycznie, jako że tak właśnie podchodzę do jazdy na oklep jako takiej, ale tradycyjnie Trener miał rację. Celem tego ćwiczenia było moje znalezienie nowej równowagi, wyczucie właściwego miejsca na końskim grzbiecie z nieco cofniętym i odklejonym od siodła udem i uruchomienie mięśni, które pozwolą mi w tym właśnie miejscu swobodnie siedzieć bez zaciskania się, ale też bez odstawiania kolan i łydek. Bez siodła, kiedy siedzi się na samym czapraku i podkładce, faktycznie blisko końskiego grzbietu, a miejsca nie wskazuje siodło, łęki i klocki, odnalezienie własnej równowagi w skorygowanej pozycji jest naturalniejsze i bardziej intuicyjnej, nie zaburza go przyzwyczajenie do takiej a nie innej pozycji i wrażenia w samym siodle. A lonża pozwala skoncentrować się na sobie zamiast skupiać się równocześnie na koniu, którego tempo i jakość pracy kontroluje lonżujący. Ta jazda kosztowała mnie sporego siniaka od pasa do lonżowania na lewym kolanie, który był dowodem na to, że jednak tej nogi nie udało mi się tak całkiem właściwie rozluźnić, ale była absolutnie warta tej ceny, bo dużo mi uświadomiła i ułatwiła ustabilizowanie mojej pozycji na kolejnych treningach już w siodle.

Do ideału wciąż brakuje bardzo, bardzo wiele. Oczywiście najłatwiej panuje mi się nad tym zakleszczaniem w udach, ale też i na ciągłym ciśnięciem, kiedy jeżdżę na płaskim w danym chodzie, a jedyne moje zadanie to utrzymanie dobrego rytmu i poskromienie swoich nawyków. Już przejścia potrafią na chwilę wybić mnie z rytmu, a do tego wciąż nie umiem zapanować nad stabilnym ustawieniem swojego ciała w galopie w półsiadzie, co jest szczególnie uciążliwe w dystansie pomiędzy przeszkodami, ale prawdziwe wyzwanie pojawia się oczywiście na samych przeszkodach. To otwarcie się w miednicy przy najeździe jest dla mnie kompletnie nieintuicyjne, bo moim odruchem jest mocniejsze siadanie w siodle, cofnięcie i wjeżdżanie Dużego. Pierwsze skoki były więc dla mnie wyzwaniem głównie na poziomie psychicznym, bo musiałam zapanować nad odruchem i przyzwyczajeniem. Jadąc tak zupełnie luźno miałam wrażenie, że zapraszam Elbrusa do odmowy i zatrzymania. Nic bardziej mylnego. Im luźniej siedziałam, tym Duży więcej sam myślał i mierzył. Szczególnie w sytuacjach newralgicznych, kiedy odległość nie pasowała, albo czułam, że brakuje nam rytmu, pokusa mocniejszego wyjechania była ogromna, ale pozostanie w tej luźnej elastycznej pozycji, bez zamykania Dużego w udach i delikatny ale jednoznaczny sygnał łydką, albo bacikiem, albo minimalne przytrzymanie przynoszą o niebo lepsze efekty. Początkowo trudno było mi zgrać tę luźną pozycję z delikatnym podniesieniem Elbrusa na przodzie, tak by mocniej siadł na zadzie przed odbiciem. Wydawało mi się, że nie wjeżdżając go i równocześnie podnosząc tym bardziej zaproszę go do zatrzymania, ale tak nie było, stabilna pozycja i moje cofnięcie przy zachowaniu elastycznego dosiadu i luźnej łydki, miękko obejmującej konia, zapraszały do skoku, a nie do odmowy, a delikatne podniesienie, jeśli tylko było rozłożone na kilka fouli, nie zaburzało Dużemu równowagi i ułatwiało wybicie przed przeszkodą. Kolejnym wyzwaniem jest zachowanie tej równowagi i stabilności w szeregach i liniach. Jedno to kontrola nad swoimi przyzwyczajeniami na najeździe, kiedy na korektę ma się najpierw cały zakręt, a potem jeszcze kilka fouli na prostej, a drugie to zachowanie tej samej kontroli w szeregu na powiedzmy dwie foule, kiedy w krótkim czasie trzeba wrócić do siodła, ewentualnie skorygować odległość do następnego skoku, wycofać się, a przy tym nie stracić właściwej elastyczności i rozluźnienia, nie zakleszczyć się i nie próbować za wszelką cenę wjechać do kolejnej przeszkody. Koniec końców jest to głównie wojna nerwów i walka z moimi nawykami. Czyli to co zwykle. Efekty tej pozornie drobnej zmiany położenia i działania uda nawet teraz na etapie, kiedy wciąż popełniam błędy, muszę się wystrzegać starych nawyków i kontrolować odruchy, są naprawdę świetne. Duży przede wszystkim zaczyna sam myśleć, co widać było najlepiej podczas jednego z ostatnich treningów na drążkach i kawaletkach, kiedy szedł w świetnej równowadze, myślał, mierzył i korygował, a przy tym cały czas zostawał ze mną. Co najważniejsze Elbrus przy tym idzie dobrze, mocno i pewnie do przeszkody, a moje rozluźnienie w udach przekłada się na jego bardziej elastyczny krok i rozluźnienie w łopatkach. Niby mała, a jednak całkiem wielka zmiana.

1 Comment

  1. Ewelina Kukla says: Odpowiedz

    Trzymam kciuki za postępy w pracy. Jesteś wysoką osobą a takim jest zawsze trudniej bo ich ruchy mocniej wpływają na równowagę konia. Na filmikach strasznie dużo pracujesz całym ciałem, zwłaszcza cała górną częścią. Myślę że jak ustabilizujesz swój półsiad to góra się też uspokoi. Z doświadczenia wiem że początki takiej jazdy są trudne ale później o wiele lepsze jest czucie konia, który jednocześnie lepiej się niesie i lepiej odpowiada na pomoce. Na filmiku też dużo pracy ręką. Mi trenerka radzi oprzeć ręce po prostu po bokach kłębu jak za dużo nimi kombinuję. I w skoku otworzyć palce lekko tylko. Powodzenia

Dodaj komentarz