Jazda na lonży dla zaawansowanych.

SONY DSC

SONY DSCW ramach rozwiązywania problemów Fabiana pod siodłem poprzez rozwiązywanie moich problemów w siodle, razem z naszymi trenerami próbujemy najprzeróżniejszych metod, które mają pomóc naprawić moje błędy. Jedną z takich metod jest praca na lonży. Jazda na lonży nie brzmi może zbyt dumnie, ale z pewnością przynosi efekty, a to jest najważniejsze. Jest to dla mnie przede wszystkim okazją do koncentracji tylko i wyłącznie na sobie samej i swoich błędach. Zwykle, kiedy staram się skupić na pracy nad dosiadem, ustawieniem rąk czy postawą Fifi szybko mnie rozprasza swoim kombinowaniem i zamiast koncentrować się na poprawianiu swoich błędów, zaczynam się spinać i skupiać na nim.  Na lonży po pierwsze nie muszę reagować na kombinowanie Siwego, bo ktoś robi to za mnie, po drugie nie muszę skupiać się na kierunku, bo ten jest przecież z góry określony. Lonża to trochę jak jazda na doświadczonym koniu, na którym nie muszę się martwić, że chwila mojej nieuwagi sprowadzi nas z powrotem do stajni, tyle że to wciąż jazda na Siwym. Mam szansę skupić się tylko i wyłącznie na poprawianiu własnych błędów, a to już bardzo dużo. Tych błędów jest zresztą sporo, więc jest nad czym pracować. Pierwszym moim problemem są ręce, to jest zresztą temat na osobny wpis, ale z grubsza mam tendencję, jak większość jeźdźców, do ratowania się rękami. Kiedy tylko dzieje się coś, co wytrąca mnie z równowagi, albo stresuję, moim odruchem jest działanie wodzami. Fifi, wypada łopatką i ucieka mi na zewnętrzną – staram się utrzymać go wodzami, zaczyna lecieć przed siebie – ja ściągam ręce, Fifi wyłamuje – próbuję ustawić go na wodzy. To wszystko oczywiście bardzo podstawowe błędy, bo przecież większość pracy jeździec powinien wykonywać dosiadem czy łydkami, a nie rękami i w normalnym treningu staram się o tym pamiętać, ale kiedy dzieje się coś, czego nie przewidziałam, daję się łatwo ponieść temu naturalnemu odruchowi. Na lonży, nawet kiedy Fifi zaczyna się buntować, mogę się skupić na swoim dosiadzie i dobrym ustawieniu, zamiast na tym, żeby faktycznie utrzymać go w ryzach. Drugim moim problemem z rękami, jast ich opuszczanie i działanie za bardzo w dół i tu też lonża pomaga skoncentrować się na równym położeniu rąk. Inną kwestią do poprawy jest mój dosiad i położenie ciała w siodle. Bardzo często zdarza mi się, że w łuku opadnie mi wewnętrzne ramie, przesunie mi się łydkach, zapomnę o łopatkach, mięśniach brzucha, krzyżu, albo dłoniach. Praca „ze wspomaganiem” z ziemi pozwala mi dopracować układ ciała i starać się w nim wytrwać, mając przy tym wsparcie kogoś, kto cały czas wprowadza drobne korekty do mojej postawy. Każdy, kto chociaż raz próbował zmienić położenie jakiejkolwiek części swojego ciała w siodle, wie, jak bardzo jest to trudne i jak ogromnej koncentracji to wymaga, a lonża jest okazją do takiego właśnie maksymalnego skupienia.

Praca na lonży  pomaga skoncentrować się na sobie i swoich błędach, pomaga wyczuć i zrozumieć swoje ciało czy wprowadzać poprawki do ustawienia poszczególnych jego części, a to wszystko jest w siodle bezcenne. W pracy z koniem i przede wszystkim pracy nad sobą warto próbować różnych rozwiązań i metod, szukać tych, które, chociaż nietypowe i śmieszne, pozwolą wyeliminować jak najwięcej błędów. Czasem okazuje się, że zbawienny wpływ na konia lub jeźdźca ma wyjazd na dzidę na łąki, a czasem długie spacery w ręku, albo właśnie – praca pod siodłem na lonży. Nie ma jednej metody czy recepty na skuteczny trening, praca z koniem to zawsze przygoda i trochę wycieczka w nieznane, podczas której wyobraźnia i pomysłowość są potrzebne w równym stopniu co upór i pracowitość.

1 Comment

  1. Wika says: Odpowiedz

    Bardzo pomogły mi twoje wpisy, a najbardziej 7 grzechów w skokach. Próbuję naprawić te kilka błędów. Dzięki Tobie, lepiej mi idzie i jestem teraz bardzo szczęśliwa. Pogłaszcz ode mnie Fabianka ^^ ♥

Dodaj komentarz