Jak się skacze na Elbrusie?

DSC_0307

Jak się skaczę na Elbrusie? Przede wszystkim zupełnie inaczej niż na Fabianie. Przez ostatnie lata pracy z Siwym tak przywykłam do jego przyzwyczajeń, dynamiki i sposobu oddawania skoków, że stały się one dla mnie normą i czasem ciężko jest mi się odnaleźć na koniu, który nie tylko skacze zupełnie inaczej, ale też inaczej reaguje na moje pomoce i wymaga nieco innego podejścia, a przy tym na każdym kroku ujawnia kolejne moje błędy i niedociągnięcia. To oczywiście bardzo podobne problemy, do tych z którymi borykam się pracując z Elbrusem na płaskim, tyle że korekta błędów w płaskiej pracy jest pod wieloma względami technicznie łatwiejsza niż w skokach, chociaż oczywiście nie mniej mozolna i wymagająca. Mam jedynie na myśli fakt, że płaska praca jest dużo bardziej linearna i powtarzalna niż skokowa, a takie dajmy na to skrzywienie czy usztywnienie podczas wykonywania ustępowania w kłusie albo podczas galopu można próbować skorygować już w następnym kroku, a chociaż zbytnie wychodzenie do przodu podczas wyskoku, zły balans czy zbyt mocne działanie wewnętrznej wodzy można oczywiście korygować przy kolejnej przeszkodzie, to każdy skok to już trochę inna dynamika i inna historia.

DSC_0304

Elbrus generalnie lubi skakać, a to ważne, bo ciężko osiągnąć w skokach równy poziom, bez względu na to, czy mamy ambicję i możliwości na klasę L czy na Grand Prix, z koniem, który skacze tylko i wyłącznie z przymusu i z powodu swojej żelaznej dyscypliny i podporządkowania jeźdźcowi. Duży z całą pewnością ma ze skoków frajdę i nie mówię tego w oparciu wyłącznie o swoje przeczucia. Ten koń zwyczajnie nabiera innej energii, kiedy zaczynamy skakać, diametralnie się zmienia po pierwszym najeździe i czuć, że sprawia mu to przyjemność. Nie zmienia to jednak faktu, że gdzieś tam w środku pozostaje tym samym czułym i wymagającym koniem, co w płaskiej pracy. Duży nie ratuje więc z każdej sytuacji, nie przymyka oka na błędy jeźdźca. Duży się zatrzymuje. W ogóle się przy tym nie złości, nie fuka, nie spływa przed przeszkodą, on nie skacze i tyle. To o tyle trudne, że każdy mój drobny błąd urasta do rangi poważnego problemu, a zamiast powodować zrzutkę, czy słabszy stylowo skok powoduje zatrzymanie i odmowę. A żeby było jeszcze ciekawiej, to tematy, na które Elbrus jest najbardziej czuły są równocześnie moimi najczęściej powtarzanymi błędami – wychodzenie do przodu przed skokiem, niepewność i brak rytmu.

DSC_0337

Fabs był w pracy na przeszkodach mocno nierówny i nieprzewidywalny, potrafił raz spokojnie dojechać do przeszkody, kiedy indziej odpalić wrotki na trzy cztery foule przed skokiem, niespodziewanie spłynąć mimo idealnie pasującego odskoku, albo wybić się o dobrą foulę wcześniej. Dopiero jeżdżąc na Elbrusie zorientowałam się, jak bardzo te nawyki Siwego wpłynęły na mnie i na moje zachowanie podczas najazdów. Przede wszystkim spowodowały i ugruntowały moją niepewność podczas najazdu, gotowość do tego, że może koń może zrobić, coś innego niż ja zaplanuje. W efekcie zamiast dojeżdżać równo i pewnie czekam w napięciu, czy aby na pewno będziemy skakać, czy nie wydarzy się nic czego nie przewidziałam. Trochę walczę o przetrwanie, o to by w ogóle znaleźć się po drugiej stronie przeszkody, a już w najlepszym wypadku zostawiam Dużego samemu sobie. On w takim wypadku oczywiście zamiast skoczyć wykonuje podręcznikowy sliding stop. I nawet ciężko jest mieć do niego o to pretensje.

DSC_0320

Na ten moment element, nad którym najmocniej pracuję to zdecydowanie pewne, równe dojeżdżanie na pomocach do przeszkody i spokojne czekanie na skok. Bo i do wychodzenia przed Elbrusa mam oczywiście tendencję, szczególnie wtedy, kiedy nie jestem pewna czy odskok pasuje. To też oczywiście nawyk postafabianowy, bo Siwy jak wiadomo lubił wybijać się z bardzo daleka. Duży jest koniem, który potrzebuje równego dojechania do przeszkody i dobrego tempa. A jeśli już jesteśmy przy tempie – Elbrus jest typem raczej do pchania i chociaż, kiedy zaczynamy skakać, to odkrywa w sobie nowe pokłady energii zaczyna iść mocno na przód i czasem nawet radośnie bryknie po skoku, to i tak tego rytmu i dobrego tempa trzeba pilnować. To zresztą kolejna różnica między nim a Fabianem, który był koniem z tendencją do uciekania i wyjeżdżania spode mnie na dwie fule przed skokiem czy odpalania wrotek po skoku. Duży odwrotnie zawsze pozostaje pod kontrolą, ale zdecydowanie potrzebuje mocniejszego tempa, żeby się wybić. Paradoksalnie robienie jak najmniej, siedzenie ciężko i równo w siodle, utrzymywanie dobrego rytmu i konia na pomocach aż do samego skoku, a potem pozwolenie, by koń zabrał cię na przeszkodę – jak bardzo banalnie by nie brzmiało – pozostaje najtrudniejszym zadaniem. Jak ze wszystkim w jeździectwie efekty pracy, jak ciężka i sumienna by nie była, nie przychodzą odrazu, a nawyki i przyzwyczajenia ciężko wyplenić, niemniej jednak powoli widzę, jak z treningu na trening robię maleńki, ale jednak  krok do przodu w skokach z Dużym i w mojej komunikacji z nim.

DSC_0356

Elbrus jeśli skacze, to skacze fantastycznie. W górę, mocno i czysto, dobrze dojeżdża do przeszkody, odpowiada na moje pomoce. Może to zabrzmieć jak kokieteria, jeśli się mówi o koniu, któremu zdarza się odmawiać skoku, ale jeśli tylko ja niczego nie zepsuję podczas najazdu, dojadę do przeszkody spokojnie i w rytmie, to Duży nie kombinuje, skacze chętnie, w górę, nie przewala się przez przeszkodę, nie brakuję mu chęci i energii.

DSC_0308

Ostatnie kilka treningów to dla mnie ogromny krok do przodu na płaszczyźnie skokowej, w końcu udało mi się zrozumieć i co ważniejsze poczuć różnicę pomiędzy dobrym a kiepskim najazdem. Trochę jakby coś mi kliknęło w głowie i nagle poczułam, jak powinnam dojeżdżać do przeszkody, to wprawdzie (niestety!) nie sprawia, że wszystkie moje problemy zniknęły jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, bo to jak wiadomo w jeździectwie się nie zdarza, ale wiem już do czego dążyć. A to bardzo dużo. Czuję, że zrobiłam przez ostatnie tygodnie krok w kierunku lepszego skakania i trochę lepszego jeżdżenia konno w ogóle. I właściwie jest mi przy tym wstyd, że zajęło mi to aż tyle czasu, ale też ogromnie się cieszę, bo ten krok to też dla mnie nowy poziom przyjemności i luzu w siodle. A same skoki przestały być dla mnie walką o to, by znaleźć się za wszelką cenę po drugiej stronie przeszkody, a zaczęły być spokojnym planowaniem tego jak to zrobić.

 

Dodaj komentarz