Hello Big Boy!

DSC_9942

Czas przedstawić Wam bliżej Elbrusa czyli nowego towarzysza moich jeździeckich przygód. Elbrus to 12 letni wałach westfalski ze sporym, bo sięgającym klasy C – doświadczeniem w ujeżdżeniu. Oprócz pingwiniej kariery za sobą ma też całkiem niezłe doświadczenie i przede wszystkim serce do skoków. Poza tym Elbrus jest wielkim miśkiem (i to wielkim dosłownie a nie tylko w przenośni, bo oprócz ponad 170cm wzrostu ma też mocną budową). Duży jest wrażliwy i łaknie kontaktu z człowiekiem, jak mało który znany mi koń. Duży jest koniem do kochania, do przytulania, do rozmawiania z nim. Łatwo udzielają mu się emocje jeźdźca, jest ambitny, ale przy tym bardzo grzeczny, delikatny i misiowaty. Narazie powoli się poznajemy, chociaż akurat fantastyczne usposobienie i wielkie serce widać u Dużego już przy pierwszym kontakcie. Przez najbliższe cztery miesiące Elbrus jest u mnie w dzierżawie, to dla nas czas na poznanie się, nauczenie się siebie nawzajem i zgranie. W grudniu podejmę decyzję, czy ta przygoda skończy się na dzierżawie czy na umowie kupna-sprzedaży. Nie chcę oczywiście zapeszać, bo Duży jest u mnie dopiero od dwóch tygodni, ale chociaż te nasze pierwsze spotkania nie są dla mnie najłatwiejsze, to Elbrus wydaje się być koniem absolutnie idealnym.

Samo przesiadanie się na innego konia, pożegnanie z Fabianem i ta wielka zmiana w moim jeździeckim życiu są dla mnie bardzo trudne i to nie tylko na poziomie emocjonalnym, ale też najzwyczajniej w świecie technicznym. Wydawałoby się, że jazda na bardzo dobrze ujeżdżonym, doświadczonym profesorze powinna być bułką z masłem po pracy z koniem na o stokroć niższym poziomie wyszkolenia, którego dodatkowo robiło się całkiem samemu. Otóż nie. Pierwsze moje wsiadanie na Elbrusa było raczej katastrofą i nie da się tego nazwać łagodniej. Najpierw na Dużego wsiadła Justyna Ruda, u której wówczas przebywał w treningu, żeby go rozgrzać i pokazać mi go z całym wachlarzem jego ujeżdżeniowych sztuczek, lotnych zmian, ustępowań i półpiruetów. Potem przyszła pora na mnie, a ja, wstyd się przyznać – miałam problem z tym, żeby na Elbrusie zagalopować. Wiadomo, że swoje dołożyły nerwy, bo sytuacja testowania konia jest dla mnie nowością i już jazda w czyimś towarzystwie mocno mnie stresuje, dodatkowo jeździłam w siodle ujeżdżeniowym, czego dotychczas  nie robiłam i w ostrogach, co też nie jest moim zwyczajem, ale emocje i sprzęt to nie wszystko. Z całą pewnością moje umiejętności są zwyczajnie nieporównywalne z umiejętnościami osób, które z Elbrusem pracowały dotychczas i sporo będę mogła się od niego nauczyć, a Duży będzie raczej surowym nauczycielem, bo to koń, który bardzo się stara, ale i od jeźdźca wymaga bardzo precyzyjnych sygnałów i kontroli nad ciałem.

DSC_0093

Niestety oprócz oczywistych braków w umiejętnościach jeździeckich i w technice, sporo jest we mnie nawyków z pracy z Fabianem, do których tak się przyzwyczaiłam, że stały się dla mnie naturalne. Przy Dużym te nawyki nie tylko nie przynoszą takich efektów, jak z Fabsem, ale też psują komunikację. Dobry przykład to moje ręce. Oczywiście jest pewna pula notorycznie przeze mnie popełnianych błędów, które bez względu na to na jakim koniu siedzę są po prostu błędami – usztywnienie i blokowanie barków czy niedomykanie dłoni, ale są też takie nawyki, które weszły mi w krew, bo tak pracowałam z Fifim, ale z Elbrusem nie tylko nie pomagają, ale bardzo przeszkadzają. Przykład? Fabian miał tendencje do opierania się na wędzidle, mógł pozornie być rozluźniony, mógł puścić w potylicy i nawet ładnie pracować grzbietem, ale z każdym krokiem coraz bardziej napierać przodem na wędzidło. Robiłam wtedy taki drobny ruch wewnętrzną wodzą, zapraszający do środka i mówiący „hej, obudź się i nie wiś na wędzidle”, w podobny sposób prosiłam go o rozluźnienie, kiedy się usztywniał i szedł z głową w chmurach – dając oparcie na zewnętrznej wodzy i zapraszając wewnętrzną delikatnym potrząśnięciem. U Elbrusa, który odwrotnie niż Fabian jest delikatny i miękki na pysku, takie potrząsanie, powoduje tylko złość i niezrozumienie. Jemu do rozluźnienia wystarczy stabilny kontakt na zewnętrznej wodzy i dojeżdżanie do kontaktu w łydkach, zamiast moich kombinacji z wodzami. W odpowiedzi na to moje idiotyczne potrząsanie Duży złości się i usztywnia, bo nie rozumie, czego od niego oczekuję. Takich przykładów mogłabym podać oczywiście dużo więcej, ale zwyczajnie mi wstyd. Rzecz w tym, że jazda na Dużym jest dla mnie sporym wyzwaniem i chociaż na wielu płaszczyznach nie starcza mi umiejętności, by odpowiednio się z nim dogadać i wciąż trochę obchodzę się z nim jak z jajkiem, bojąc się, że tego fantastycznego konia zepsuję, to mam przynajmniej na tyle oleju w głowie, by wiedzieć, że to wspaniały kompan do nauki, nawet jeśli narazie komunikacja idzie nam opornie.

DSC_0151

Mam za sobą 5 lat pracy z koniem, którego robiłam sama od podstaw, z którym doszłam poziomu dobrej współpracy na zasadzie prób i błędów, przepracowując całą masę swoich problemów, ale też siłą rzeczy często budując to szkolenie na chwiejnych fundamentach. Praca z Fabianem to zawsze był balans pomiędzy pracą nad sobą, a pracą nad koniem, czasem szala przechylała się to na jedną to na drugą stronę, ale nigdy nie było tak, że w pełni skupiałam się na sobie. Nie żałuję tego doświadczenia, bardzo, bardzo wiele się nauczyłam. I patrząc z ziemi na Fabiana pod innym jeźdźcem widzę, że odwaliłam kawał dobrej roboty, bo chociaż jego poziom wyszkolenia jest mocno podstawowy, to udało mi się wiele z nim wypracować i oddaję go jako fajnego i współpracującego z człowiekiem konia, który sporo może się jeszcze nauczyć i z całą pewnością kolejnemu jeźdźcowi da z siebie bardzo wiele. Ten nowy rozdział w moim jeździectwie, który zaczynam teraz z Dużym, to dla mnie szansa do skupienia się na sobie, do zrobienia skoku w swoich umiejętnościach i do szlifowania z koniem, który z całą pewnością wiele mnie nauczy. A Elbrus to z całą pewnością wymagający nauczyciel, taki, który potrzebuje jasnych komunikatów, jest ambitny i chętny, ale też w zamian oczekuje od jeźdźca precyzji i wyczucia.

DSC_0031

Przy tym wszystkim Duży absolutnie urzeka swoim charakterem. Jest bardzo nastawiony na kontakt z człowiekiem, potrzebuje uwagi, jest ciekawy wszystkiego wokół, słucha, kiedy się do niego mówi, jest miśkiem do przytulania i wrażliwcem, który potrzebuje, żeby zwyczajnie z nim być. Kiedy zaczęłam myśleć o własnym koniu, zależało mi na tym – jak naiwnie by to nie brzmiało – żeby była między nami chemia, żebym czuła, że zbuduje z nim relację, taką mocną i specyficzną, jak więź, którą miałam z Fabianem. Chciałam, żeby ten koń był miły, otwarty na człowieka. Elbrus jest taki w dwustu procentach. Elbrus słucha i patrzy na mnie mądrym i ufnym okiem, Elbrus się stara i przy tym stara się przede wszystkim dla człowieka, bo potrzebuje uwagi, bliskości i ciepła. Jest koniem, o którym nawet nie marzyłam, bo nie sądziłam, że uda mi się takiego konia znaleźć. A jednak. Znamy się dopiero kilkanaście dni, ale już czuję, że to będzie fantastyczna przygoda, a każdego kolejnego dnia czekam z niecierpliwością na wizytę w stajni. Nie tylko dlatego że nie mogę doczekać się treningu, chociaż i to jest prawdą, ale też dlatego że nie mogę doczekać się spotkania z tym totalnie urzekającym bardzo dużym kucykiem.

DSC_9904

2 Comment

  1. Mary says: Odpowiedz

    Miałam tylko zamiar zajrzeć do tego posta, co to za nowy wierzchowiec, ale całość pochłonęła mnie bez reszty. Po pierwsze, piękne zdjęcia, które niby codzienne i zwyczajne, mają jakiś ciepły klimat, po drugie między nimi nierażąca czcionka i ładne proporcje tekstu zachęciły mnie do czytania. Po drugie, sam tekst i styl, jakim to opisałaś, a może lepiej napisać: „sposób, jakim to opisałaś”, to odkrywanie koni, wciągnęło mnie. Po trzecie, sam fakt dobrych nowin, które odkrywa dalsza część tekstu, bardzo realistyczny opis nowego, udanego towarzysza 😀 – to sprawia, że znów nachodzą mnie marzenia, odrobina zazdrości i kupa motywacji, ale przede wszystkim chęć przeczytania więcej takich postów! 😀

    1. Kaja says: Odpowiedz

      Bardzo, bardzo mi miło i bardzo dziękuję za ciepłe słowa. <3 Ta nowa znajomość z Elbrusem budzi we mnie dużo emocji i cieszę się, że udało mi się je przełożyć na słowa, a piękne zdjęcia to oczywiście zasługa mojego męża. :) Liczę, że takich pozytywnych postów będzie teraz bardzo dużo, bo praca z Elbrusem to masa radości i trochę odkrywanie jeździectwa na nowo!

Dodaj komentarz