Parkury w Facimiechu

IMG_2994-kopia

Za nami kolejny treningowy wyjazd – tym razem jednodniowa wycieczka na parkury do Facimiecha. Ten wyjazd był dla mnie o tyle ważny, że w całkiem nieodległej perspektywie czekają nas pierwsze zawody i to w Michałowicach, skąd ostatnio wróciłam po parkurach z mocno mieszanymi odczuciami. Wprawdzie w sobotę Stefan przejechał fantastycznie, ale w niedzielę wiatr i straszaki ze wszystkich stron totalnie pokonały nas oboje. Zależało mi więc, by przed zawodami zmierzyć się raz jeszcze z wyjazdem i startami treningowymi w nowym miejscu, żeby ewentualny problem przepracować na spokojnie. Stąd koncepcja zabrania Stefana na jeden dzień parkurów szkoleniowych w Facimiechu. W ogólnym rozrachunku wyjazd był dla mnie ważny też i dlatego, że od czasu parkurów w Michałowicach mieliśmy ze Stefanem trochę perturbacji. Po parkurach wypadała nam wizyta fizjoterapeuty, Stefan złapał więc pare dni większego luzu. A te kilka dni spokojniejszej pracy połączone z wiatrem w skrzydłach, którego dostał w Michałowicach, dały mi w efekcie konia, którego ciężko było opanować. Zaczęło go znów nosić i to dosyć intensywnie. Powrócił festiwal brykania, odpalania wrotek, wyskakiwania z czterech, płoszenia się zupełnie nie wiadomo czego albo absolutnie niczego i ogólnego braku koncentracji. Były momenty, kiedy ciężko było normalnie pracować, bo chwile normalnej pracy były przeplatane walką o kontrolę, skupienie Grubego, a przede wszystkim pozostanie w siodle. Dotarliśmy w końcu do momentu, by spróbować zmiany kiełzna na takie, które pozwoli Stefana nieco łatwiej opanować. I tak zwykłe podwójnie łamane wędzidło zmieniliśmy na cygankę. I to w kwestii kontroli okazał się strzał w dziesiątkę, bo Stefan wprawdzie nie zmienił się w aniołka, ale wreszcie dał się opanować i w efekcie zaczął koncentrować na zadaniu, a nie na szaleństwach i akrobacjach. Oczywiście zmiana kiełzna wymagała i ode mnie, i od Stefana przestawienia się na inne działanie, niemniej była to zmiana na tyle w punkt, że postanowiliśmy z tym wędzidłem spróbować startów na parkurach.

_DSC8879-kopia

Fot.: Kaskal

_DSC8881-kopia

Fot.: Kaskal

W planie mieliśmy start tylko w sobotę w eLce. Jako że w perspektywie kolejnego weekendu mamy trzydniowe zawody w Michałowicach, nie było sensu Stefana ciągnąć na dwa dni. Założeniem tego wyjazdu było skonfrontowanie nas raz jeszcze z nowym miejscem przed faktycznymi startami i przepracowanie ewentualnych problemów na spokojnie, a do tego jeden dzień zdecydowanie wystarczał. Pierwszy raz startowaliśmy ze Stefanem bez boksu i nie da się ukryć, że nie był to najprostszy manewr, a bez pomocy luzaka byłoby to właściwie niemożliwe do ogarnięcia. Szybkie siodłanie na myjce, brak boksu i całe zamieszanie nie wpłynęły na Stefana ani trochę uspokajająco i w efekcie na rozprężalnię wjechaliśmy w stanie lekkiego podenerwowania. Gruby fikał dosyć intensywnie, odskakiwał, tańczył, śpiewał i recytował, więc szybko okazało się, że wybór kiełzna, na którym można względnie nad nim zapanować był właściwy. Ostatecznie udało się jako tako opanować jego emocje i wybiegać nadmiar energii, więc na parkur wjechaliśmy już na większym luzie. Nauczona doświadczeniem przegalopowałam najpierw cały plac i z grubsza pokazałam Stefanowi wszystkie straszaki.

_DSC8896-kopia

Fot.: Kaskal

IMG_2963-kopia

Fot.: Ola Zając

Przy pierwszym przejeździe zabrakło trochę mocy, tradycyjnie za mocno trzymałam i chociaż Stefan przejechał parkur jak to on, czyli bez większych trudności, to przyznaję, że z tym tempem, które mu dałam, parę razy musiał skakać chyba tylko i wyłącznie siłą woli. Za drugim razem przejechaliśmy już płynniej, w lepszym tempie i chociaż zrobiłam dwa błędy, których efektem były dwie zrzutki, to jechało mi się naprawdę świetnie, Stefan super się prowadził i skakał bardzo dobrze. Miałam poczucie, że wreszcie mam równocześnie odpowiedni poziom energii, ale też kontrolę, a Stefan był naprawdę skoncentrowany i chętny. A dwie zrzutki? Cóż, głupota kosztuje, pierwsza była efektem rozjechania linii od stacjonaty do szeregu na sześć zamiast na siedem foule. W efekcie w szereg wskoczyliśmy z daleka, dużym skokiem, a że do kolejnej przeszkody była jedna foula, to nie starczyło miejsca na skrócenie i na drugiej przeszkodzie zrobiliśmy zrzutkę. Druga zrzutka była wynikiem braku jazdy na zewnętrznej wody i wyprostowania przed przeszkodą. Oba błędy niepotrzebne i głupie, ale mam nauczkę i więcej, mam nadzieję, ich nie popełnię.

IMG_2964-kopia

Fot.: Ola Zając

_DSC8874-kopia

Fot.: Kaskal

Cieszę się bardzo, że mieliśmy okazję wziąć udział w tych parkurach. Raz, że dla nas obojga to cenne doświadczenie wyjazdowe i startowe, a dwa, że po pechowej niedzieli w Michałowicach miałam szansę na spokojnie przepracować problem dekoncentracji Stefana i pracy w nowym miejscu. Bez presji i z poczuciem, że nawet jeśli coś się wysypie, to będzie czas, by wspólnie to poprawić. A to dla mnie o tyle ważne, że za pare dni pakujemy się znowu do Michałowic, ale tym razem na zawody, gdzie czasu i miejsca na przepracowywanie ewentualnych problemów już nie będzie. Ten wyjazd, mimo popełnionych przeze mnie błędów, dał mi poczucie, że jesteśmy w stanie ze Stefanem parkur pokonywać płynnie, bez nerwów i nieźle się w trakcie tego przejazdu dogadywać, że Gruby mimo targających nim emocji potrafi być skoncentrowany i skupiony na zadaniu, a nawet w krytycznym momencie mi pomóc, a i ja potrafię nieco wrzucić na luz i po prostu jechać. Do ideału oczywiście daleko i to nie tylko ze względu na zrzutki, ale te przejazdy dodały mi pewności siebie i spokoju. Na ile przełoży się to na faktyczne starty, zobaczymy w weekend!

_DSC8865-kopia

Fot.: Kaskal

 

Dodaj komentarz