Zawody

Lipcowe zawody w Leśnej Woli

Lipcowe zawody w Leśnej Woli były dla mnie podwójną premierą. Raz, że były to moje pierwsze starty w tym miejscu, a dwa, że były to pierwsze moje zawody wyjazdowe. Samo doświadczenie startów poza domem było dla mnie pozytywnym zaskoczeniem. W czwartek po przyjeździe na miejsce chyba pierwszy raz miałam poczucie, że mam normalnego konia. Nieodstającego w swoich reakcjach na otaczającą go rzeczywistość od innych koni, elektrycznego, ale możliwego do opanowania, względnie przyzwyczajonego do regularnych startów. Wyciągając Stefana z koniowozu, biorąc go na spacer i na myjkę, miałam poczucie, że cztery poprzednie wyjazdy zrobiły swoje i Gruby wpadł w ciąg startów, a sama podróż i obecność w nowym miejscu nie paraliżują go. Podobne odczucia miałam jeżdżąc z nim w czwartek na placu. Pierwszy raz wjechałam na nowy plac na luźnej wodzy, a Stefan gdzieś tam popatrzył, gdzieś odskoczył, ale nie panikował i nie składał się w całości z nerwów. Prawdę mówiąc spodziewałam się, że czwartkowy rozruch nie będzie najłatwiejszy, bo i potencjalnych straszaków jest w Leśnej Woli całkiem sporo – na placu stoi woda, budka na przeszkody, wzdłuż długiej ściany są trybuny, wokół stoją stoiska, chodzi sporo ludzi i koni. A jednak Gruby ku mojemu zaskoczeniu zachowywał się po prostu zupełnie normalnie.

IMG_5255

Stefan w ogóle bardzo dobrze czuł się w Leśnej Woli. Stajnia, chociaż namiotowa nie była duszna, parkur sam w sobie niespecjalnie go stresował, a przede wszystkim przestrzeń wokół dawała mu dużo luzu i komfortu. Ogromna łąka przed placem i stajnią była doskonałym miejscem na spacery, stępa przed startami i chwilę wieczornego luzu na trawie. Z całą pewnością do ogólnego nastroju Stefana dołożył się fakt, że były to zawody wyjazdowe i miałam dla niego dużo więcej czasu niż podczas normalnych startów, a więc dużo więcej czasu spędzał poza boksem. Swoją drogą mnie też starty w Leśnej i sam ośrodek bardzo pasowały, duża przestrzeń, koncentracja na Stefanie i miejsce na złapanie luzu po startach na mnie też wpływały dobrze.

IMG_4291-kopia

W piątek na rozprężalni mimo tego ogólnego dobrego nastawienia skakało mi się fatalnie. Stefan był niedokładny, rozkojarzony, zupełnie inny, niż się spodziewałam po przyjeździe. Szybko mnie to zestresowało, bo po ostatnich startach w Michałowicach i parkurach w Sosnowicach bardzo chciałam przerwać tę kiepską passę i poczucie, że po fakcie umiem wyciągać wnioski, ale nie bardzo potrafię przełożyć je na działanie przy okazji następnych zawodów. Na parkurze Gruby bardzo szybko załączył trzecią kosmiczną, ale starałam się pamiętać, że w takich sytuacjach lepiej jechać w tym wysokim tempie niż go hamować i z nim walczyć. Z cała pewnością to nie był mój najładniejszy przejazd i w gruncie rzeczy Stefan ciężko się prowadził. Do tego wystraszył się banerów na ogrodzeniu i w szereg weszliśmy zamiast z normalnego najazdu pod mocnym skosem z dwóch fouli. Tu znów na czysty skok, podobnie jak na poprzednich zawodach w Michałowicach, gdzie Stefan wystraszył się kwiatków, przełożyły się wszystkie te śmieszne ćwiczenia żużlowane na treningach, Stefan nawet się nie zawahał. Niemniej mimo trudności w prowadzeniu Grubego ten przejazd okazał się niezbyt stylowy, ale skuteczny. Dobre tempo Stefana i moje odpuszczenie walki z nim zrobiły robotę. Do celowników dojechałam z szóstym czasem na 80 koni. Można powiedzieć, ze zaczęliśmy te zawody całkiem niezle.

IMG_4292-kopia

W sobotę jechałam z obojgiem chłopaków. Zaczęłam przejazdem ze Stefanem. Jechało mi się dużo lepiej niż w piątek i udało mi się zachować dobre tempo, Gruby zdecydowanie lepiej się prowadził, ale nie stracił przy tym mocy i dokładności. Niestety tym razem poniosła mnie fantazja i w linii do oksera zupełnie niepotrzebnie zdjęłam jedna foule, panikując w dystansie i próbując wysłać Stefana z daleka. Kosztowało mnie to zrzutkę, ale cały przejazd był naprawdę dobry. Z Andrzejem tradycyjnie wjechałam już na luzie, a że znałam parkur po przejeździe z Allubetem, wiedziałam które miejsca są dla mnie newralgiczne, a które będą trudne dla Andrzeja, to jechałam już z konkretnym planem. Spokój i koncentracja przełożyły się na wyniki, bo z Anjo wylądowaliśmy z czystym kontem w szóstym czasie.

IMG_5329-kopia

W niedziele jechałam znowu tylko ze Stefanem. I to był chyba pierwszy mój start z tym koniem, kiedy czułam, ze jadę jak z Andrzejem – w dobrym tempie, dynamicznie, ale pewnie i świadomie. I to był nasz pierwszym faktycznie ładny przejazd. Znowu zrobiliśmy niestety zrzutkę – tym razem za szybko poszłam ze Stefanem w lewy zakręt nad okserem i dotknął drąga zadem, ale czas byłby naprawdę dobry, a Stefan przy tym jechał równo, w kontroli, ładnie, pewnie i naprawdę dynamicznie. Jeśli miałabym wskazać nasz start, z którego jestem na ten moment dumna, to byłby to właśnie ta niedzielna eLka. Szkoda oczywiście zrzutki, bo miałabym ładne flot do kolekcji i niezła lokatę, ale ten dobry przejazd i poczucie, że możemy jechać w dobrej dynamice, ale bez chaosu, równo i pewnie, a ja potrafię zachować przy tym trzeźwy umysł, podejmować decyzje i jechać równo i pewnie od przeszkody do przeszkody – było najlepszym doświadczeniem tych zawodów.

IMG_5751-kopia

IMG_5248-kopia

To był dla mnie pierwszy naprawdę udany wyjazd. Taki, z którego wróciłam po prostu zadowolona. Z kolejnymi wnioskami i kolejnymi doświadczeniami, które potem należało przełożyć na dalsza prace, ale z poczuciem, ze startowanie może nie przerastać emocjonalnie i nerwowo ani mnie, ani Stefana i przekonaniem, że powoli zaczynamy się w parkurze dogadywać. Więcej niż miła była też świadomość, że powoli te wszystkie wyjazdy na zawody i parkury przekładają się u nas obojga na większe otrzaskanie ze startami. Stefan wskoczył w końcu na obroty i wpadł w startowy cug. To jest coś, czego wcześniej, startując od czasu do czasu i bez większego planu, nie miałam szansy doświadczyć. Ja zresztą podobnie jak Stefan z każdym wyjazdem stresuję się atmosferą zawodów i wszystkim wokół jakby mniej. U mnie też każdy kolejny wyjazd i każde kolejne doświadczenie przekłada się na lepsze, spokojniejsze i bardziej świadome funkcjonowanie w parkurze. To cieszy o tyle, że gdzieś tam daje perspektywę na dalszy progres, zamiast dreptania w miejscu i szarpania się ze sobą. Jednym słowem, mogłabym sobie życzyć samych takich zawodów, jak te – po których wraca się z konkretnymi wnioskami i doświadczeniami, ale też z frajdą i satysfakcją.

IMG_4383-kopia

Fot.: Ola Zając

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *