Pro-Linen Beet Mix

DSC_5316

Jak wiecie tak się złożyło, że przez ostatnie miesiące przed przeprowadzką zima trochę nas z Siwym pokonała, do tego dołożyła się moc moich obowiązków zawodowo-rodzicielskich, gdzieś po drodze zaplątały się jeszcze święta i w efekcie jeździliśmy przez ostatnie miesiące co najmniej w kratkę. Fabian stracił więc mięśnie, które wspólnie nabudowaliśmy w sezonie i przy okazji sporo też schudł. Stres związany z przeprowadzką też na pewno dołożył swoje. Teraz kiedy na dobre zadomowiliśmy się w Santosie stopniowo wróciliśmy do treningów i powoli się rozkręcamy, wdrażamy się do pracy i nabieramy formy. Ciężko jednak nabierać formy, pracować nad kondycją i budować mięśnie, kiedy Fifi zrobił się jakiś taki chuderlawy. Regulane treningi i zrównoważona praca pod siodłem to jedno, ale podstawą musi być oczywiście dieta, czyli „najpierw masa, potem rzeźba”. Fifi jest koniem, który dotychczas żywił się głównie owsem i sianem (a w sezonie oczywiście dodatkowo trawą skubaną na pastwisku), miał jakieś tam epizody dokarmiania musli, a latem suplementuję go elektrolitami, ale jeśli chodzi o paszę treściwą dotychczas jego dieta opierała się na owsie. Pierwszą moją myślą było więc oczywiście zwiększenie dawki owsa, tyle że futrowanie konia owsem nie do końca rozwiązuje problem, a do tego może przynieść więcej szkody niż pożytku. Owies jest bowiem nie do końca optymalnie zbilansowanym posiłkiem dla konia, a do tego powoduje jak powszechnie wiadomo sporą pobudliwość, co w bądź co bądź nowej stajni, która sama w sobie może wywoływać dużo emocji, nie jest pożądanym efektem.

DSC_5436

Wstyd się przyznać, ale dotychczas, poza absolutną podstawą, o żywieniu koni wiedziałam niewiele. I kiedy mówię „absolutną podstawą” to mam na myśli ABSOLUTNA podstawę. Takie minimum, podział pasz na treściwe i objętościowe, dawkowanie owsa i w zasadzie niewiele więcej, wiedziałam, że są różne pasze, mieszanki, musli, zioła, oleje, mesze i suplementy, ale z czym to się je, po co i dlaczego, to już raczej nie. Zaczęłam więc czytać i zastanawiać się, w jaki sposób mogę pomóc Siwemu nabrać nieco masy, z której wspólnie zbudujemy potem mięśnie i co mogę zrobić, by niewielkim kosztem zrównoważyć jego dietę bez powodowania u niego zbytniego pobudzenia. I tak szybko moje myśli skierowały się w stronę wysłodków.
Wysłodki buraczane to jeden z najpopularniejszych sposobów na utuczenie konia, a dla wielu właścicieli stały element końskiego jadłospisu pomagający uzupełnić witaminy i minerały oraz zrównoważyć gospodarkę wapniowo-fosforową. Wysłodki to tak na prawdę takie dietetyczne dwa w jednym, pasza treściwa, a więc taka która dostarcza dużej ilości energii i objętościowa zawierająca naturalne włókna. Niemelasowane nie zawierają wcale bądź zawierają niewielką ilość cukru, co ważne w szczególności dla koni po ochwacie, ale nie tylko. Są przy tym wszystkim w miarę przystępne cenowo. Zdecydowałam więc spróbować włączyć wysłodki do diety Siwego na jeden – dwa worki, utuczyć chudzielca i zobaczyć, co dalej. Z taką decyzją dla pewności zadzwoniłam do naszej pani weterynarz, skonsultować z nią ten pomysł na utuczenie Siwego i nabranie odpowiedniej masy do nabudowania mięśni i z jej pełnym błogosławieństwem zabrałam się za poszukiwanie idealnego dla nas produktu.

78a17db0471548088ff0e804d8ac8ad4

Źródło: pro-linen-shop.pl/

Zdecydowałam się na wysłodki Pro-Linen ze względu na dobre opinie i przystępną cenę. Pro-Linen ma w swojej ofercie kilka rodzajów wysłodków – tradycyjne, czyli takie które wymagają zalania wodą na kilka godzin przed podaniem, ekspresowe, które są gotowe już po 15 minutach i ekspresowe z dodatkiem lucerny. Zdecydowałam się na tę trzecią opcję czyli Pro-Linen Beet Mix.Lucerna zawiera dużo białka, co wspomaga rozbudowę mięśni, która w naszym przypadku jest wskazana. Beet Mix zawierają też otręby pszenne, co z kolej zapewnia równowagę pomiędzy wapniem a fosforem, no i przede wszystkim nie wymagają długiego moczenia, co w moim przypadku jest kluczowe. W tygodniu jeżdżę do stajni rano, przed pracą mojego męża, który w tym czasie zajmuje się Lilką. Wysłodki Siwy dostaje po treningu, kiedy nie mam zbyt wiele czasu na guzdranie się, sprawdzanie czy papka dla Fabsa jest dobrze namoczona i nadaje się do konsumpcji. Beet Mix zalewam gorącą wodą przed jazdą, a po jeździe mieszam, dodaje witaminy, marchewkę, przelewam Siwemu do żłobu przy akompaniamencie jego zadowolonego chrumkania i lecę do domu przejąć małego człowieka.

 

Szykowanie wysłodków wygląda głównie tak. Fifi zagląda, popędza, zaczepia, niecierpliwi się, ale grzecznie stoi i furczy sobie radośnie, bo wie, że te pyszności to dla niego.

Ale początki nie były takie proste! Trochę obawiałam się wprowadzania do diety Siwego wysłodków, Fifi jest raczej typem wszystkożernym, a nie francuskim pieskiem, ale nigdy nie jadł paszy tego rodzaju czyli namoczonej papki, a nie suchej mieszanki. Dodatkowo stresowałam się, jak zareaguje jego żołądek na takie nowości. Zaczęliśmy więc od malutkich ilości, przede wszystkim ze względu na wrażliwy układ trawienny nielubiący drastycznych zmian, jaki mieści się w każdym końskim brzuchu. Pierwszego dnia akcji „tuczenie kucyka” nieśmiało otworzyłam worek, wysłodki przyjemnie ziołowo pachniały, nabrałam więc nadziei, że Fifi łatwo się przekona, a jego radosne parskanie w boksie dodało mi otuchy. Zalałam, a po treningu dodałam mu jeszcze marchewki dla smaku, wpakowałam wiaderko do boksu, Fifi obwąchał, wsadził paszcze do wiaderka, fuknął i wrócił do ciumkania siana. Uch. Postałam, postałam i nic, nie przekonał się. Tłumaczyłam, że to smaczne, że zdrowe, że najpierw masa potem rzeźba, próbowałam nawet odwołać się do argumentów finansowych, że 20kg już kupiłam, ale Siwy pozostał nie wzruszony. Poprosiłam więc stajennego, żeby zabrał Fabianowi wiaderko, jak już jaśniepan zdecyduje się na konsumpcję, bo narazie to się nad tymi wysłodkami modli i pojechałam do domu. Siwy do rana niechętnie ale skonsumował zawartość wiaderka. Następnego dnia przygotowałam mu kolejną porcję i patrzył na nią już nieco przychylniejszym okiem i tak po trzech próbach całkiem przekonał się do nowego dietetycznego wynalazku i na dzień dzisiejszy czyli prawie dwa tygodnie wsuwania Beet Mix, kibicuje mi radosnym chrumkaniem podczas szykowania mu posiłku, zagląda do wiadra i próbuje mnie pospieszać, a potem wciąga aż mu się uszy trzęsą. Zresztą posłuchajcie sami!

Siwy dostaje raz dziennie miarkę Pro-Linen Beet Mix. Zalewam ją trzema miarkami gorącej wody przed treningiem i zostawiam do wchłonięcia. Po naszej jeździe w wiaderku zamiast suchego peletu mam więc już puszystą papkę, którą mieszam dla pewności i do której ewentualnie dolewam zimnej wody dla przestudzenia. Do tak przygotowanych wysłodków dodaję Fabianowi też suplementy – magnez i dodatek witaminowy Reformin Plus, powoli wprowadzam mu też do diety olej.

Porcja pyszności Fabsa.

Fifi dostaje więc razem z wysłodkami niezłą mieszankę okraszoną marchewką, którą wciąga bez mrugnięcia okiem, memłając radośnie. Do nabranie masy potrzeba oczywiście więcej niż trzy tygodnie, więc w tym momencie ciężko mówić o efektach, ale Siwy powolutku zaczyna wyglądać lepiej, dzięki regularnym jazdom nabiera też kondycji. Tak się złożyło, że równolegle z tą moją akcją tuczenia kucyka, Fifi zmienia sierść na letnią, a to u niego proces zawsze nieco obciążający i okres kiedy zwykle traci mi dodatkowo nieco na wadze, sam fakt więc że teraz nie marnieje jest już znakiem, że dieta dobrze działa, o prawdziwych efektach będę jednak mogła powiedzieć po miesiącu dwóch kiedy Fifi będzie miał na koncie dwa worki wysłodków. Narazie cieszę się, że Pro-Linen Beet Mix mu smakują i z chęcią i apetytem je zjada, a efekty nowej diety powoli i nieśmiało zaczynają się pojawiać, świadcząc o tym, że wysłodki spełniają swoją funkcję i Fifi z chuderlaka zaczyna się zmieniać w okrągłą kuleczkę, którą docelowo wspólnymi siłami przerobimy na maszynę nabitą mięśniami!

DSC_5322

Dodaj komentarz