Czapsy i sztyblety Pascuello – drugie podejście.

DSC_0709

Na wstępie chciałabym Was przeprosić – kilka miesięcy temu napisałam recenzję pewnego produktu. Recenzję bardzo pochlebna bo i z produktu byłam zadowolona, ale niestety muszę się z tej opinii wycofać. Po kilku miesiącach użytkowania moje zdanie na temat jego jakości diametralnie się zmieniło. Jeśli swoim wpisem przekonałam kogoś do zakupu, to bardzo przepraszam, bo były to prawdopodobnie pieniądze wyrzucone w błoto.

To do rzeczy. Pół roku temu kupiłam komplet czapsów i sztybletów firmy Pascuello w pięknym koniakowym kolorze. Byłam z niego bardzo zadowolona, wyglądały na solidnie wykończone, dobrze sprawdzały się w pierwszych tygodniach użytkowania, a kolor mnie urzekł, więc szybko napisałam na ich temat bardzo pozytywną recenzję, która możecie znaleźć tutaj – jak się okazało zupełnie niesłusznie. Komplet kupiłam w marcu, po 6 miesiącach używania wyglada tak.
DSC_0712

Jestem osobą, która generalnie stara się dbać o sprzęt, w miarę regularnie go czyszczę i smaruje, po treningu nie rzucam w kąt, nie zostawiam na deszczu, bo zwyczajnie nie stać mnie, żeby za kilka miesięcy kupić nowy. Ale wychodzę przy tym z założenia, że sprzęt służy do używania. Koniec końców siodło, ogłowie, bryczesy, kask czy sztyblety służą do jazdy, wiec nie załamuje rak i nie rozdzieram szat, jeśli spadnie na nie kropla deszczu podczas treningu, jeśli muszę przeskoczyć przez błotnista kałużę żeby dotrzeć na hale czy wyjść ze stajni na mróz i śnieg. Zakładam, że sprzęt jeździecki jest stworzony do uprawiania tego sportu z całym dobrodziejstwem inwentarza, a wiec nie tylko w sterylnych warunkach hali, ale również w terenie, stajni i na zewnętrznym placu.

Faktem jest, że jeżdżę dużo i regularnie, jestem w stajni 6 razy w tygodniu, ale to też nie jest przecież tak, że jestem trenerem czy zawodnikiem, który spędza w stajni cały dzień i w tym czasie objeżdża kilka koni. Jeżdżę godzinę dziennie, na umiarkowanie wyczynowo-ekstremalnym poziomie, w ośrodku z hala, z której korzystam zawsze wtedy kiedy warunki atmosferyczne są niesprzyjające, wiec nigdy nie jeżdżę na deszczu, rzadko zdarza mi się ściągać konia z padoku, bo w stajni melduje się wcześnie rano, kiedy koń jest w boksie, wiec nie wchodzę też w błoto. Jednym słowem buty czy czapsy, których używam nie są przesadnie eksploatowane, wystawione na ciężkie warunki, czy kiepsko traktowane. Ot, zupełnie normalne jeździeckie użytkowanie, a koniec końców jest to sprzęt przeznaczony do uprawiania tej dyscypliny. Tymczasem ten komplet po 6 miesiącach używania wyglada jakbym tyrała go przez dwa czy trzy lata. Skóra jest bardzo mocno przetarta od wewnętrznej strony czapsów. Nie jest tajemnicą, że przyczyną jest tutaj zetknięcie czapsów z siodłem i ścieranie się obu materiałów, tyle że nie jest to nic zaskakującego, a producent powinien mimo wszystko przewidzieć, że w tym miejscu czapsy są z zasady narażone na większe przecieranie. Dodatkowo w jednym z czapsów rozeszły się szwy przy łączeniu gumy ze skóra. A w jednym ze sztybletów przy łączeniu dwóch kawałków skóry w miejscu ich sznurowania.

DSC_0714

DSC_0715

DSC_0722

Jakby tego było mało jeszcze kilka miesięcy wcześniej w jednym z czapsów zepsuł się zamek. Uznałam wówczas, że to element mechaniczny, na który producent nie ma wpływu, wiec zamiast narzekać i załamywać ręce, oddałam zestaw do szewca i zamek wymieniłam. Kiedy jednak pojawiły się kolejne wady i usterki miarka się przebrała. Odesłałam komplet do reklamacji dokładnie opisując problem i prosząc o wymianę na nowy. To wszystko jeszcze wcale nie sprawiło, że moja opinia na temat tej marki uległa zmianie. Doskonale wiem, jak wyglada produkcja i że produkt gorszej jakości czy wadliwy może się zdarzyć każdemu. Wszyscy jesteśmy tylko ludźmi, popełniamy błędy, czasem zdarzy się jakaś wada na produkcji, którą akurat przeoczy osoba kontrolująca jakość, zdarza się to drobnym rzemieślnikom i wielkim, nawet ekskluzywnym markom. Trudno, wystarczy przeprosić, wymienić produkt i po sprawie. Prawdę mówiąc wypełniając formularz reklamacyjny, byłam pewna, że za dwa tygodnie dostanę nowy komplet i zapomnę o temacie. Nic bardziej mylnego. Reklamację składałam przez sklep Equine, gdzie kupiłam komplet, który mój wadliwy sprzęt przesyłał dalej czyli do jego producenta – marki Pascuello. Najpierw nie mogłam się doprosić o informację na temat statusu reklamacji w samym sklepie, a kiedy w końcu otrzymałam paczkę, okazało się, że o to wrócił do mnie mój reklamowany zestaw wraz z opinią rzeczoznawcy i odmowną odpowiedzią na mój wniosek. Trochę mnie zatkało.

Jeszcze bardziej zdziwiłam się, kiedy w opinii rzeczoznawcy przeczytałam, że wskazane przeze mnie wady wskazują na normalny stopień zużycia sprzętu. Serio? Normalny stopień zużycia? Po 6 miesiącach używania przez godzinę dziennie na hali? Co więcej rzeczoznawca zaznaczył również, że stan skóry wskazuje na to, iż była narażona na wilgoć. Przypominam, że jest to sprzęt sportowy, przeznaczony do jazdy konnej, a nie kupione w zwykłym sklepie buty stylizowane na sztyblety. Faktycznie komplet był narażony na wilgoć – kiedy szłam ze stajni na halę, te kilka czy kilkanaście razy, kiedy przez ostatnie wiosenno-letnie miesiące padał deszcz. Ale przecież nie moczyłam go w kałuży, ani nie wkładałam pod kran. Ja nawet nie jeździłam na deszczu, przechodziłam tylko ze stajni na halę i z powrotem . Zarówno buty, jak i czapsy w miarę regularnie smarowałam, a mimo to rzeczoznawca stwierdził, że sprzęt nie był odpowiednio konserwowany. Tu chylę czoła. Być może nie wiem, jak powinien być konserwowany ten sprzęt, szkoda, że producent nie dołączył informacji o sposobie czyszczenia czy smarowania, który gwarantowałby jego dłuższy żywot. Osobna sprawa, że nie do końca wiem, jak kwestia konserwacji ma się do kiepskiej jakości szwów. Kupując komplet za 350pln nie spodziewałam się oczywiście, że będzie mi służył długie lata. Nie mam złudzeń, co do tego, że wielu wydatków w jeździectwie obejść się nie da, a solidny sprzęt kosztuje, ale liczyłam, że ten zestaw przetrwa przynajmniej dwa sezony, szczególnie przy moich aktualnych warunkach jego użytkowania. Jak widać jednak się pomyliłam.

Mimo odmownej odpowiedzi producenta, cała sprawa skończyła się dla mnie mimo wszystko nowym kompletem. Tym razem w wersji czarnej, może ta sprawdzi się lepiej.

DSC_0731

A to dlatego, że odpowiedź na moją reklamację została do mnie wysłana 16 dni po jej złożeniu. Czyli dwa dni po terminie 14 dni na rozpatrzenie reklamacji zgodnie z regulaminem sklepu, w którym kupiłam komplet, a także Kodeksu Cywilnego. W międzyczasie napisałam do sklepu dwa maile z prośbą o informację na temat statusu mojej reklamacji, na które nie dostałam odpowiedzi. Zdaję sobie oczywiście sprawę, że to nie sklep a producent odrzucił mój wniosek, ale bardzo nie lubię kiepskiego traktowania klienta. Obowiązku rozpatrzenia reklamacji w ciągu 14 dni nie przestrzega wiele sklepów, tym razem postanowiłam nie odpuszczać, a sklep oczywiście się ugiął i zgodził się wysłać mi nowy zestaw, nie mając innego wyjścia, bo Ustawa o Prawach Konsumenta mówi jasno, że brak odpowiedzi na reklamację w ciągu 14 dni oznacza jej przyjęcie na warunkach wskazanych przez Klienta. Niemniej jednak sklepowi zwracam honor, że w całej tej sytuacji zachował się w porządku, przyznając się do zawalenia sprawy w kwestii kompletnego braku kontaktu z ich strony i przekroczenia terminu rozpatrywania reklamacji, a przede wszystkim przesyłając mi nowy zestaw. Wczoraj z pewną satysfakcją odebrałam przesyłkę, mimo świadomości, że ten komplet posłuży mi pewnie podobny czas, co poprzedni i za kilka miesięcy będę musiała sprawić sobie kolejny. Tym razem już na pewno nie będzie to zestaw marki Pascuello.

Po sześciu miesiąca używania i perypetiach z reklamacją, świadczących o jakości sztybletów i czapsów Pascuello, stanowczo odradzam produkty tej marki, a już na pewno nie polecam tego zakupu osobom jeżdżącym częściej niż 1-2 razy w tygodniu. Mimo przystępnej ceny, przyjemnego, klasycznego designu, w ostatecznym rozrachunku sprawdza się tu powiedzenie „co tanio, to drogo”. Jeśli ktoś jeździ rekreacyjnie raz w tygodniu, to ten zestaw może spełnić swoją funkcję, jeśli jednak bywa w stajni częściej, to będą to pieniądze wyrzucone w błoto. Ja tego zakupu żałuję, mimo że wizualnie komplet mi się podoba.

Ocena: 2/10

1 Comment

  1. Nigdy nie testowałam czapsów Pascuello, ale ze sztybletów jestem bardzo zadowolona. Od dwóch lat mam dwie pary: zwykłe wciągane na lato i ocieplane na zimę. Użytkuję je raczej hardcorowo, zwłaszcza model letni: oprócz zwykłej jazdy (w obecnej stajni nie mam hali, więc błoto to moja codzienność ;)) zabieram je na rajdy w ekstremalne warunki, np. saharyjskie piaski. I trzymają się całkiem przyzwoicie 😉

    Mam nadzieję, że nowa para sprawdzi się lepiej 😉

Dodaj komentarz