Nowe ogłowie.

SONY DSC

SONY DSCJakiś czas temu pisałam o tym, w jaki sposób można w miarę rozsądnie gospodarować ograniczonym budżetem na wszelkiego rodzaju jeździeckie gadżety i akcesoria. Jest to możliwe, chociaż oczywiście niełatwe. To że nie ma się w kieszeni złotej karty kredytowej (najlepiej takiej, której nie trzeba spłacać) nie znaczy, że nie można kupić niezłego sprzętu do jazdy konnej. W końcu sprzęt jeździecki musi być solidny, a nie ekskluzywny. No właśnie – solidny. O naszym poprzednim ogłowiu na pewno nie można powiedzieć, że było solidne. Kupiłam je razem z siodłem i miało wystarczyć na początek. W związku z tym, że zawsze miałam jakieś inne jeździeckie wydatki, wystarczyło na dużo dłużej, chociaż Fifi szybko pokazał mi w jak głębokim poważaniu ma tego typu sprzęt, rozrywając nachrapnik w pierwszym miesiącu naszej znajomości. Z biegiem czasu nie było wcale lepiej. Szyłam, wymieniałam i jeździliśmy dalej, chociaż od jakiegoś czasu ciężko było mówić o „moim” ogłowiu, jako że prawie w połowie składało się z części sukcesywnie pożyczanych ze stajennych rezerw.

Jakiś czas przymierzałam się do zakupu. Przeglądałam ofertę różnych sklepów, bo kupienie niezłego ogłowia ze szwedzkim nachrapnikiem (a taki właśnie sobie wymarzyłam) to przy ograniczonym budżecie wcale nie taka prosta sprawa. W końcu dosyć się naoglądałam i udałam się do mojego ulubionego sklepu jeździeckiego, żeby obejrzeć ogłowia na żywo, pomacać i wybrać. Przy zakupie niedrogiego sprzętu warto oglądać go na żywo, bo łatwo dać się nabrać na nieciekawy bubel, który wprawdzie niewiele kosztuje i pięknie wygląda na zdjęciu, ale jego jakość pozostawia wiele do życzenia. Po długim wahaniu, dotykaniu i obracaniu w rękach kolejnych modeli oraz wysłuchaniu rad sprzedawcy, zdecydowałam się na ogłowie Waldhausen Wembley X-Line Arona z miękkim, szerokim nachrapnikiem. Ogłowie ma ładny, anatomiczny kształt, jest bardzo miękkie i nie kosztowało fortuny.

Szwedzkie nachrapniki od jakiegoś czasu bardzo mi się podobają, mają klasyczny, elegancki charakter i większość koni wygląda w nich dobrze. Fifi dotychczas jeździł w nachrapnikach kombinowanym i meksykańskim, ale już od dłuższego czasu chciałam go zobaczyć właśnie w szwedzkim nachrapniku. Ten, który wybrałam ma idealną grubość, Fifi ma dosyć dużą głowę, więc w bardzo szerokim wyglądałby strasznie ciężko i topornie. Starałam się też unikać zbyt wielu błyskotek. Większość naczółków była ozdobiona kamieniami lub cyrkoniami, w których pięknie wyglądają eteryczne klacze i wałachy delikatnej urody, ale mój Fabian to bandyta i łobuz z krwii i kośći (a to, że przy tym rozpieszczony „synek” to już inna sprawa), więc błyskotki do niego nie pasują. Nasze nowe ogłowie nie ma mocno biżuteryjnego naczółka, nachrapnik odpowiedniej grubości i Fifi wygląda w nim naprawdę fajnie. Chociaż kwestie estetyczne są dla mojego łobuza drugorzędne, to mam wrażenie, że w tym wyjątkowo miękkim ogłowiu jest mu dużo wygodniej niż w poprzednim. Mam nadzieję, że będzie nam długo służyć i dobrze się sprawdzi!

Fifi niestety niebardzo miał ochotę na pozowanie i głównie interesowały go smakołyki, które miałam poupychane po kieszeniach, a przez jego wiercenie się na zdjęciach ogłowie wygląda niestety gorzej niż na żywo.

Dodaj komentarz