Mądry jeździec po kontuzji.

SONY DSC

SONY DSCDzięki ostatniej systematycznej pracy w siodle, zaczynam powoli wracać do formy sprzed mojej ostatniej kontuzji. Plecy praktycznie przestały mnie boleć, noga jeszcze mi doskwiera przy większym obciążeniu, ale w normalnym treningu daję sobie radę. Nawet moja głowa zaczęła wracać do normy, czyli nabieram pewności siebie i spokoju w siodle, jestem może wciąż ostrożniejsza i lepiej czuję się jeżdżąc w towarzystwie innych koni, kiedy Fifi jest spokojniejszy, ale z pewnością nie jestem w siodle kłębkiem nerwów. Okazuje się, że nie trzeba wcale tak wiele czasu by wrócić do normy nawet po dotkliwym upadku. Kiedy grzecznie dawałam odpocząć moim plecom i nodze, obawiałam się przede wszystkim, że kontuzja odbierze mi na długi czas pewność siebie, zaufanie do swoich umiejętności i spokój w siodle, na które przecież tak długo pracowałam. Okazało się jednak, że upadek nie zmienił mnie tak bardzo. Jedyną na prawdę ważną zmianą, którą spowodował, była moja decyzja o zakupie porządnej kamizelki ochronnej, by uniknąć kolejnych kontuzji.

Długo zmagałam się z kwestią zakupu (i użytkowania!) kamizelki ochronnej. Z jednej strony częstotliwość moich upadków przemawiała już od jakiegoś czasu za zakupem, z drugiej strony wygoda, komfort jazdy i stabilność w siodle głośno przed nim protestowały. W kamizelkach jest mi zwyczajnie niewygodnie, ale gdyby chodziło o samą wygodę, to zdecydowałabym się na zakup dużo wcześniej. Głównym problemem było to, że każda kamizelka, którą mierzyłam sprawiała, że czułam się jakby ktoś mi zalał korpus betonem i kazał jeździć konno. Było mi nie tylko ciężko i niewygodnie, ale przede wszystkim czułam poważne ograniczenia w ruchu, brakowało mi stabilności w siodle i miałam poczucie, że w każdej kamizelce będzie coś nie tak z moim dosiadem. W końcu zdecydowałam się na wersję pośrednią pomiędzy kamizelką a jej brakiem, czyli na tzw. „żółwia”. Jeździłam w takiej skorupie już jakiś czas i do tego ostatniego upadku czułam, że jest to idealne rozwiązanie dla mnie – kompromis pomiędzy kamizelką z prawdziwego zdarzenia a jej brakiem. Ostatni upadek sprawił jednak, że zaczęłam znów myśleć o konkretniejszej ochronie mojego kręgosłupa i żeber. Wprawdzie nie stało mi się nic poważnego, ale zaczęłam się zastanawiać, czy przy moim trybie i częstotliwości jazdy żółw jest rzeczywiście wystarczający i czy nie powinnam spróbować raz jeszcze przekonać się do kamizelki.

Rozpoczęłam więc research w sklepach internetowych i stacjonarnych, oglądałam, mierzyłam  i próbowałam. Z góry odrzuciłam pełne, sztywne kamizelki, szukałam modelu dla siebie pośród kamizelek segmentowych, ale i tak w każdej czułam się jak robot – sztywna i unieruchomiona. Byłam jednak zdecydowana na zakup możliwie najwygodniejszego dla mnie modelu. Ostatecznie udało mi się znaleźć taki, który całkiem nieźle na mnie leży, nigdzie nie odstaje, nie jest za szeroki i jest mi w nim względnie wygodnie.Drobne niuanse w budowie poszczególnych elementów kamizelek są kluczowe dla komfortu, w moim przypadku modele wiązane po bokach kompletnie się nie sprawdzały, były dla mnie za szerokie i uniemożliwiały komfortowe siedzenie nawet na krześle nie mówiąc o koniu. Ważna jest też długość kamizelki, sposób zapinania czy regulacji. Kamizelka Smart Rider, na którą ostatecznie się zdecydowałam, od innych, które mierzyłam lub oglądałam, różni się właśnie takimi drobiazgami, ale to dzięki nim jestem w stanie w ogóle w niej jeździć. Wszystkim, którzy rozważają zakup kamizelki ochronnej, radzę przymierzenie kilku modeli i przejrzenie oferty wielu sklepów, by dobrać najlepszy dla siebie model. Kamizelka nigdy nie będzie wygodniejsza niż jej brak, ale dobrze dobrana pozwala szybko się do niej przyzwyczaić i normalnie funkcjonować w siodle.

Początki nie były łatwe, wydawało mi się, że kamizelka jest zrobiona z betonu i utrudnia mi każdy ruch, ale byłam na to przygotowana. Wiem, że z każdą jazdą będę zwracała na nią mniejszą uwagę, aż w końcu całkiem do niej przywyknę. Sporą wadą kamizelek ochronnych wszelkiego typu jest to, że jest w nich piekielnie gorąco i jest to niestety kolejna rzecz, do której będę musiała się przyzwyczaić. Ale kamizelka ma też swoje zalety, a podstawową jest fakt, że czuję się w niej bezpieczniej, a co za tym idzie jestem w siodle pewniejsza siebie i spokojniejsza. Zresztą z dwojga złego wolę się martwić o to, że jest mi gorąco niż o to, że złamię sobie kręgosłup, więc noszę kamizelkę bez względu na pogodę.

Tydzień temu kamizelka przeszła chrzest bojowy w postaci pierwszego upadku. Wprawdzie upadek był z gatunku niegroźnych, ale biorąc pod uwagę, że spadłam na dokładnie ten sam fragment kręgosłupa, co ostatnio, to byłam sobie na prawdę wdzięczna, że zdecydowałam się na inwestycję w ten porządny ochraniacz. Mam nadzieję, że dalej będzie się sprawdzać równie dobrze i długo mi posłuży, jak na razie jestem z niej bardzo zadowolona.

Jak ze wszystkim w jeździectwie, kwestia ochrony i bezpieczeństwa w siodle jest mocno indywidualna, więc nikogo nie namawiam do zakupu kamizelki. Każdy dorosły jeździec ma prawo sam decydować, czy zakłada toczek albo kamizelkę zanim znajdzie się w siodle, po rozgrzewce czy tylko na wyjazdy w teren albo do skoków. Zresztą konie też są różne, a w naszej stajni są i takie, na które wsiadając, zakładam toczek wyłącznie odruchowo. Wszystko zależy od jeźdźca i jego konia, ja sama mam nadzieję, że kupując kamizelkę ochronną, podjęłam dobrą i rozsądną decyzję, która byćmoże w przyszłości pozwoli mi uchronić się przed poważniejszą kontuzją.

Poniżej kilka zdjęć z jednej z pierwszych jazd w kamizelce.

 

 

2 Comment

  1. Zoska says: Odpowiedz

    W takim razie polecam zakupić kamizelkę Helite wyglądem przypomina najzwyklejsza kamilzelke na świecie lub bluzę a gdy się spada kamizelka wybucha.ja takową posiadam bo również mialam ten sam problem i zdecyzdecydowałam kupić taka kamizelkę. Bardzo polecam: kamizelka z poduszką powietrzną helite air Soft shell

  2. Zosia says: Odpowiedz

    Też posiadam kamizelkę firmy Smart Rider,którą zakupiłam w Decathlonie.Przez pierwsze 1,5 roku swojej jazdy konnej jeździłam bez kamizelki.Spadłam wtedy w terenie,ale nic poważniejszego mi nie było.Potem zaczęłam pierwsze galopy i skoki,i to właśnie wtedy zdecydowałam się na kamizelkę.Od samego początku jej posiadania największą jej wadą było to,że nie mogłam robić niektórych ćwiczeń,co inne dzieci,bo było mi trudno(np.lewa ręka do prawego strzemienia itd.).Z czasem przyzwyczaiłam się do niej i zawsze odruchowo ją zakładam.Przyzwyczaiłam się do niej już tak bardzo,że nie potrafię bez niej wsiąść.Wyjątkiem była jedna jazda kilka miesięcy temu,kiedy tylko jedna dziewczynka przyjechała na jazdę.Zostałam poproszona o wejście na jednego konia,żeby nie było tej dziewczynce smutno.I wtedy nie założyłam kamizelki.Czułam się wtedy dziwnie i stwierdziłam,że jednak w kamizelce zawsze będę jeździć.

Dodaj komentarz