Jak mieć konia i nie zbankrutować?

DSC00213

DSC00213Trzeba przyznać, że jeździectwo nie należy do najtańszych sportów, a już posiadanie własnego konia oznacza rezygnację z wielu wydatków niezwiązanych z jeździectwem (a właściwie prawie ze wszystkich), bo koń dosłownie pożera większość budżetu swojego właściciela, bez względu na to jak duży ten budżet jest. W stajni zawsze czegoś brakuje, na rynek zawsze wchodzi jakiś nowy preparat pielęgnacyjny, nie mówiąc o kosztach weterynarza, kowala czy pensjonatu, a jeśli akurat niczego nie brakuje, to zawsze można spotkać w sklepie piękny czaprak, który aż krzyczy „Kup mnie! Kup mnie!”. Mój narzeczony co miesiąc walczy ze mną i próbuje mi na wszelkie możliwe sposoby wytłumaczyć, że nie możemy AŻ TYLE wydawać na konia. Generalnie w duchu przyznaję mu świętą rację, ale i tak, jak tylko znajdę się w sklepie jeździeckim mój portfel sam się otwiera, a obudzona w środku nocy potrafię wymienić co najmniej dziesięć jeździeckich produktów „absolutnie pierwszej potrzeby”, które muszę natychmiast mieć. Fabian jest moim pierwszym własnym koniem, więc zanim się poznaliśmy doświadczenia z kupowaniem dobrego i przy tym niedrogiego sprzętu miałam znikome. Od tego czasu popełniłam oczywiście masę błędów i wydałam o wiele za dużo pieniędzy, ale mogę dzisiaj powiedzieć, że w kupowaniu sprzętu jeździeckiego mam już pewne doświadczenie. Z jeździectwem może nie jest tak, jak z bieganiem (biegaczowi wystarczy para na prawdę dobrych butów, a cała reszta to gadżety bez których spokojnie można się obejść), ale część jeździeckich akcesoriów nie jest absolutnie niezbędna, a część niekoniecznie musi być bardzo kosztowna. Trzeba tylko wiedzieć, jak robić zakupy z głową, na co wydać więcej, a na czym zaoszczędzić.

Poniżej moja prywatna lista rzeczy, na których można spokojnie zaoszczędzić i takich, na które warto wydać więcej, bo oszczędzanie jest tylko pozorne i kończy się wtedy, gdy tańszy sprzęt rozpada się w drobny mak i trzeba kupić nowy.

DSC00154

W co warto zainwestować:

1. Siodło – sama kupiłam niedrogie nowe siodło, jeden z tych zupełnie niemarkowych modeli które można kupić przez internet w komplecie z całym osprzętem. Kupując siodło miałam mocno ograniczony budżet i wydawało mi się, że lepiej kupić nowe niemarkowe siodło, które razem z Fabianem wyrobimy pod siebie, niż używane markowe. To był oczywiście błąd, który zrozumiałam, dopiero kiedy wypróbowałam jedno z siodeł rekreacyjnych w naszej stajni – kilkunastoletniego Kieffera. Oczywiście wciąż lubię moje siodło, mój kręgosłup i dosiad przyzwyczaiły się do niego i jest mi w nim całkiem wygodnie, właściwie dużo wygodniej niż w większości siodeł, ale po cichu i tak marzę o używanym, twardym, skokowym Kiefferze, który fenomenalnie trzyma jeźdźca i sprawia, że absolutnie każdy zaczyna siedzieć na koniu poprawnie. Wszystkim tym, którzy tak, jak ja mają ograniczony budżet na siodło, radzę zakup (nawet dużo) starszego, ale markowego siodła. Daw Mag mojego trenera ma 18 lat, a wciąż wygląda lepiej niż mój roczny No Name i –  dla mnie gorsze – wciąż jest o niebo lepszym siodłem.

2. Ogłowie – podobnie, jak siodło ogłowie musi być porządne, moje było dodane gratis do siodła i dziś widać tego efekty. Aktualnie ogłowie składa się w dużej mierze z części pożyczonych mi przez trenera. Pierwszy posypał się nachrapnik, ale zszyłam go i jeździłam dalej, niedługo później przy upadku pękły mi wodze, potem Fabian drapiąc się po jeździe przerwał pasek policzkowy i zszyty przez mnie nachrapnik. Takie rzeczy nie powinny się z dobrym ogłowiem stać. Lepiej kupić jeden dobry komplet niż tak, jak ja cały czas do niego dokładać i po kilku miesiącach być zmuszonym do kupienia nowego. To się zwyczajnie nie opłaca. Ogłowie nie musi koniecznie kosztować majątku, wystarczy, że będzie z dobrej, mocnej skóry, żeby się nie naciągało i dziurki się nie poszerzały, a to można spokojnie poznać oglądając ogłowia w sklepie, a nie zamawiając przez internet.

3. Bryczesy – koniecznie z pełnym lejem, a to niestety wiąże się z dodatkowym kosztem, ale komfort jest tego wart, NA PRAWDĘ. Jeśli nie masz dosiadu, jak mój trener który w szortach i japonkach trzyma się w siodle o niebo lepiej niż ja, to kup sobie bryczesy z pełnym lejem. Muszą być dobrze uszyte i mocne, na inne szkoda pieniędzy. Kiedy jestem w stajni nie chcę się zastanawiać, czy mogę się schylić, otrzeć o coś albo zahaczyć. W bryczesach nie może zrobić się dziura od zwykłego schylania, ani podczas skoku, nie powinny tracić jakości przez ciągłe pranie i przecierać się w miejscach stykających się z siodłem, a za to – niestety – trzeba zapłacić. Lepiej, żeby były mocne i porządnie uszyte, nawet kosztem fajnych kieszonek i dizajnerskiego kroju.

4. Buty – Muszą być wygodne, bo nie ma nic gorszego niż niewygodne buty jeździeckie. Na koniu nogi cały czas pracują i uwierające, niedopasowane, sztywne i ciasne buty nie mogą rozpraszać jeźdźca. Powinny być skórzane, przynajmniej dla mnie jazda w gumiakach jest istną męką i nawet najgorsze deszcze nie mobilizują mnie do zmiany mojego ukochanego skórzanego zestawu sztybletów i czapsów na kalosze. Gumiaki kupiłam z myślą o jesienno-wiosennych kałużach straszących po drodze na ujeżdżalnie, ale i tak kurzą się w mojej szafce bez względu na porę roku i warunki atmosferyczne. Tym, którzy nie rezygnują z jeździectwa tylko dlatego, że na zewnątrz jest -10 radzę mieć dwie pary butów – jedne na lato, drugie na zimę. Sama trzymam się letniego zestawu skórzane czapsy + sztyblety i zimowych, ocieplanych oficerek (jakoś do termobutów nie mogę się przekonać). Oba rozwiązania sprawują się fantastycznie mimo, że wystawiam je na ciężko próbę będąc typem, który nie przejmuje się jeśli wdepnie w wielką, błotnistą kałużę, a po treningu buty zwykle rzuca w kąt szafki bez czyszczenia. Skórzane sztyblety i czapsy można kupić niedrogo, moje nie są markowe, kupiłam je za nieduże pieniądze, a sprawują się świetnie. Ocieplane oficerki to nieco większy wydatek, ale ja kupiłam je na wyprzedaży za rozsądną cenę, a zimą przynajmniej mogę skupić się na koniu, a nie na swoich zamarzniętych stopach.

5. Rękawiczki – długo byłam wierna najtańszym rękawiczkom z Decathlonu, które każdy jeździec przynajmniej raz miał na swoich dłoniach. Wychodziłam z założenia, że taniej jest wymieniać je raz na kilka tygodni niż kupić jedne, dobre rękawiczki na cały sezon. To klasyczny błąd zakupów jeździeckich w rodzaju „kupię tańsze, a jak się zepsują kupie nowe” i tak w kółko. Koniec końców dużo ekonomiczniej jest zainwestować raz a dobrze. Na wiosnę kupiłam sobie letnie, nieco lepsze rękawiczki i okazało się, że nie muszę już wybierać między „jest mi gorąco” a „wodze mnie obcierają”, a co więcej jest mi dużo wygodniej, a same rękawiczki nie niszczą się po kilku tygodniach. Zimowe rękawiczki kupił mi narzeczony i kosztowały chyba więcej niż chciałby przyznać, ale za to kiedy zima w końcu przyjdzie już nigdy nie będą kostniały mi palce.

6. Toczek – tego chyba nie trzeba nikomu tłumaczyć. Jeśli masz mocno ograniczony budżet i zastanawiasz się na co go przeznaczyć, to przestań się zastanawiać i kup dobry kask lub toczek. Ja osobiście jestem wierna toczkom ze względu na ich klasyczny wygląd i fakt, że jest mi w nim wygodniej niż w kaskach, ale to chyba rzecz gustu.

7. Kamizelka ochronna – jeśli decydujesz się na zakup któregokolwiek z wariantów kamizelki ochronnej, to nie oszczędzaj na niej. Bez względu na to, czy kupujesz żółwia, pełną kamizelkę, czy złożoną z modułów, nie kieruj się ceną, a wygodą, komfortem i bezpieczeństwem. Dobrze dopasowana kamizelka szybko przestanie Ci przeszkadzać podczas treningu, a w kluczowym momencie może uratować Ci życie.

DSC00211

Na czym można spokojnie zaoszczędzić:

1. Paka – paki czyli inaczej szafki na sprzęt jeździeckie są kosmicznie drogie, wiem, bo w pewnym momencie moje rzeczy zaczęły zajmować każdy wolny kąt w siodlarni, a kiedy się spieszyłam nie mogłam niczego znaleźć, słowem dojrzałam do zakupu własnej paki. Ceny takich najprostszych mebli w rodzaju miejsce na siodło i ogłowie plus dwie półki zaczynają się od tysiąca złotych, więc szybko uznałam, że jednak wcale nie potrzebuję paki, na szczęście z pomocą przyszedł mój narzeczony i jego szwagier – złota rączka, który taką właśnie pakę wykonał mi samodzielnie. Koszt materiałów nie przekraczał 250 złotych. Nawet jeśli nie ma się w rodzinie złotej rączki, radzę rozejrzeć się za zwykłym stolarzem, bo na prawdziwą jeździecką pakę z prawdziwego jeździeckiego sklepu zwyczajnie szkoda pieniędzy.

2. Kantar i uwiąz – wybór różnego rodzaju kantarów i uwiązów w sklepach jeździeckich jest ogromny i ogromne są również różnice w ich cenach. Ja zwykle decyduje się na jedne z tańszych wersji wychodząc z założenia, że Fabian i tak prędzej czy później je zniszczy. Dwa poprzednie kantary (w tym jeden droższy) rozdarł bawiąc się z najlepszym kumplem – hucułem, który lubuje się w chwytaniu Fabiana za kantar i szarpaniu. Poza tym Fi kocha się tarzać, więc kiedy wychodzi na pastwisko w kantarze bez względu na jego pierwotny kolor Fabs bardzo szybko przemalowuje go na piaskowy lub błotnisty (w zależności od pogody).

3. Bluzy, bluzki, koszulki polo i koszule – każda amazonka lubi wyglądać pięknie w siodle. Ja sama jestem przeciwniczką jeżdżenia konno w powyciąganych swetrach, bo uważam, że jeździectwo to piękny sport i na koniu zwyczajnie nie wypada wyglądać jak łajza. Poza tym, a może przede wszystkim w powyciąganym swetrze nawet najlepszy trener nic nie poradzi na Twoje problemy z dosiadem, bo zwyczajnie tego dosiadu nie zobaczy. Za każdym razem, kiedy mój narzeczony pyta mnie po co mi kolejna bluza/sweter/tiszert na konia, skoro mogę założyć coś starego, co nie nadaje się do noszenia „do ludzi”, próbuję mu to wszystko wytłumaczyć, chociaż wiem, że dla kogoś, kto nie jeździ konno, chęć wyglądania schludnie i ładnie w stajni brzmi nieco abstrakcyjnie. Niemniej jednak uważam również, że kupowanie wszystkich koszul, bluz i polówek w sklepach jeździeckich to strata pieniędzy. Faktem jest, że wszystkie jeździeckie ubrania są na prawdę piękne i nieraz uległam tej irracjonalnej potrzebie kupienia czegoś, co jest dla mnie dużo za drogie tylko dlatego, że jest ozdobione logotypem jednego z producentów odzieży jeździeckiej, ale zwykle staram się jednak większość jeździeckich ubrań (poza bryczesami oczywiście) kupować w zwykłych sklepach. Dobrze dopasowaną, ładną i schludną polówkę, podobnie jak bluzę czy sweter można spokojnie kupić w sieciówkach za 1/4 ceny ze sklepu jeździeckiego.

4. Kurtka – to oczywiście podobny przykład jak bluzy, swetry czy koszulki. Zimą ciężko jest się obejść w stajni bez dobrej, ciepłej i wygodnej kurtki, ale niekoniecznie musi być ona ozdobiona jeździeckim logiem. Rezygnacja z tego loga oznacza sporą oszczędność.

5. Czaprak – to bardzo specyficzny przykład. Wybór czapraków jest ogromny i taki sam jest rozstrzał cenowy między poszczególnymi egzemplarzami. Czaprak musi być porządny, bo inaczej nie spełnia swojej funkcji, przeszłam przez dwa kiepskie czapraki i czuję sporą różnicę, kiedy w końcu zainwestowałam w lepszy model i myślę, że sporą różnicę czuje też Fabian, a to przy wyborze sprzętu jest dla mnie priorytetem. Czaprak musi być więc dobrej jakości, dobrze pochłaniać pot konia, nie drażnić go i chronić grzbiet konia przed przetarciami. Ale musi być też ładny i podobać się jeźdźcowi, bo czaprak to jeden z tych elementów sprzętu, który ma chyba największe walory estetyczne. Warto wybrać wzór, który będzie dobrej jakości i będzie też cieszył oko, wybór jest ogromny i myślę, że można znaleźć taki model w szeroko pojętej sensownej cenie. Optymalnie powinno się mieć przynajmniej dwa czapraki i to jest ilość wystarczająca, jeśli ma się ograniczony budżet, radzę zainwestować w dwa porządne, ładne czapraki, które można będzie użytkować przez dłuższy czas, zamiast w 15 gorszych, tylko po to, by na każdym treningu móc wystąpić w innym kolorze.

Robiąc jeździeckie zakupy warto pamiętać również o tym, że przecież nie trzeba mieć od razu wszystkiego. Wiadomo, że jest pewna pula sprzętu, w który musi zainwestować każdy właściciel konia i ciężko obyć się bez własnego ogłowia, siodła, czapraka czy butów i toczka, ale wieloma rzeczami można się dzielić, wiele można pożyczyć, wypróbować i dwa razy się zastanowić przed kolejną inwestycją. Trening konia często generuje kolejne koszty, ja zwykle zanim zainwestuje we własny dodatkowy sprzęt, na który zapotrzebowanie pojawiło się nagle, staram się pożyczyć go od kogoś ze stajni i przetestować, czy na pewno go potrzebuję. Tak było z ochraniaczami, które najpierw długo pożyczaliśmy od trenera czy  z gumami, które pożyczałam od koleżanki zanim uznałam, że jednak potrzebujemy własnych. Warto też dbać o sprzęt i wbrew powszechnemu trendowi nie wyrzucać czegoś tylko dlatego, że nieco się zużyje czy wymaga drobnej naprawy. Wręcz przeciwnie dobry sprzęt warto naprawiać i używać go przez kolejne lata. Czyszczenie i smarowanie siodła czy ogłowia to dodatkowe kilkanaście minut w tygodniu, ale i dodatkowe kilka lat użytkowania, zadbane siodło, regularnie konserwowane i na bieżąco naprawiane może służyć jeźdźcowi przez pół życia. Warto inwestować w dobry sprzęt i warto o niego dbać, tak by służył, jak najdłużej, warto też panować nad jeździeckim zakupoholizmem, w który bardzo łatwo popaść, bo zawsze będę obstawać przy tym, że pieniądze, które wydaje się na kolejne przedmioty zasilające pękającą w szwach pakę, lepiej zainwestować w dodatkowe lekcje z trenerem.

2 Comment

  1. Aga says: Odpowiedz

    Jak zwykle trafione w samo sedno :) jedno z czym się nie zgadzam to rekawiczki dostałam drogie mega piękne roekell i cóż po 2 miesiącach wyglądają jak ściereczki :(

  2. Rafał says: Odpowiedz

    Witam, zastanawiam się nad kupnem końskiego przyjaciela (pierwszego) i chciałbym Panią prosić o jakieś rady dla początkującego Jeśli Pani znalazłaby czas, bardzo prosiłbym, żeby napisała mi Pani na email: Rawciooo198@gmail.com

Dodaj komentarz