Forrider Collection

DSC00125

DSC00142Jak większość koniarzy jestem wielbicielką odzieży z motywami jeździeckimi, którą można nosić także poza stajnią. Zawsze w „cywilnych” sklepach przyciągają moją uwagę nawiązania do samych koni i do wszelkiego typu sportów hippicznych. Wypatruję klasycznych sztybletów, jeździeckich deseni na koszulach i apaszkach czy pasków ozdobionych klamerką w kształcie strzemienia. Moją szczególną sympatię zdobywają jednak nie jeździeckie kolekcje popularnych sieciówek, a drobni producenci i twórcy, którzy swoją własną pasję do koni łączą z pomysłem na biznes ciuchowy.

Jakiś czas temu pisałam o bluzie True Rider, którą chętnie noszę zarówno do stajni, jak i w innych sytuacjach, a do samej marki mam ogromny sentyment, bo mam wrażenie, że ludzie, którzy ją tworzą są takimi samymi jeździeckimi wariatami, jak ja. Niedawno trafiłam na podobnych zapaleńców, odkrywając fejsbukowy profil marki Forrider Collection. To bardzo młoda firma, która powstała z końcem ubiegłego roku. Zaczęłam ich obserwować jeszcze zanim opublikowali zdjęcia pierwszej kolekcji, głównie za sprawą fantastycznego logo, które od razu przykuło moją uwagę. Warto było poczekać, bo w grudniu Forrider opublikował zdjęcia bluz i kompletów czapka + komin. Bluza odrazu wpadła mi w oko. Jestem wielką fanką szarych dresówek, szczególnie teraz w ciąży, kiedy wygoda i komfort z każdym tygodniem stają się dla mnie coraz istotniejsze, a i prosty nadruk z końską grafiką i podpisem „you and me and the horse” przypadł mi do gustu. Zastanawiałam się jednak czy w związku z moim coraz większym brzuchem kupowanie bluzy, w którą prawdopodobnie szybko przestanę się mieścić ma w ogóle sens. Postanowiłam jednak napisać do Forridera i zorientować się w kosztach i rozmiarach, po cichu licząc na to, że wysoka cena odwiedzie mnie od zakupu i problem zostanie rozwiązany. Cena na nieszczęście mojego portfela okazała się bardzo przystępna (98zł z przesyłką), a co więcej Forrider zapewnił mnie, że chętnie uszyje większą bluzę specjalnie na potrzeby rosnącej w zastraszającym tempie lokatorki mojego brzucha. Złożyłam więc zamówienie, zapłaciłam i z niecierpliwością czekałam na przesyłkę. Bluza spełniła wszystkie moje oczekiwania. Jest miękka i miła w dotyku, bardzo ciepła, ma fajny, luźny krój a Forrider faktycznie przewidział dla mnie więcej miejsca na brzuszek, więc spokojnie będzie mi służyć do końca ciąży, a kiedy szczęśliwie wrócę do swojego pierwotnego rozmiaru będzie po prostu luźniejsza. Z powodzeniem nadaje się nie tylko do stajni i chętnie zakładam ją w różnych, „cywilnych” sytuacjach.

 

Po raz kolejny przekonałam się, że warto rozglądać się za małymi firmami, lokalnymi markami i projektantami, którzy łączą swoją jeździecką pasję z dobrym pomysłem na biznes. Powstaje coraz więcej maleńkich, lokalnych firm, które szyją ubrania czy akcesoria z myślą o koniarzach. Efekty pracy ich rąk bardzo często nie odstają jakością od tych produkowanych na masową skalę, a mają w sobie to coś, czego nie mają rzeczy z sieciówek.

Bluzy, czapki i kominy z Forrider Collection można na razie zamawiać przez Facebooka, ale w najbliższym czasie marka planuje otworzyć sklep internetowy. Liczę, że asortyment będzie szybko się rozrastał, a bluza, którą zresztą mam na sobie pisząc ten tekst, nie będzie w mojej szafie jedyną rzeczą z ich metką.

 Fifi, żeby również pochwalić się nową garderobą, pozował do zdjęć w pomarańczowym kompecie Horze, który dostał od Świętego Mikołaja. Ten piękny marchewkowy zestaw będzie mu służył raczej do pracy z ziemi i na specjalne okazje niż codzienne wyjścia na wybieg, bo Fabian ze swoim najlepszym kumplem Brylantem podziela niecodzienną pasję (i niestety talent!) do niszczenia kantarów. Odkąd osiągnęli średnią jednego do dwóch na miesiąc, Siwy na pastwisko przywdziewa najtańsze kantary, które zaczęłam kupować prawie hurtowo!

 

Dodaj komentarz