(Brze)szczotka

DSC_5418

No i mamy wiosnę! I to nie tylko w kalendarzu, ale i za oknem, dla jeźdźca oznacza to wyjazdy w teren, jazdy poza halą, wygodne oficerki zamiast termobutów, cieńsze bryczesy, treningi w słońcu, sezon pastwiskowy i całą masę innych stajennych przyjemności, które wiążą się z nastaniem cieplejszej aury. Ale jest też duga strona medalu, a mianowicie  kilogramy zimowego futra zrzucanego przez konie. W naszym wypadku ten proces jest tym intensywniejszy, że przy okazji zmieniliśmy stajnię z zimniejszej na cieplejszą, więc termoregulacja Siwego do reszty zwariowała i Fifi aktualnie na tle reszty koni wygląda jak nieco wychudzony chlapnięty białą farbą żubr świeżo wywleczony z najdalszych zakątków puszczy, do tego podczas treningów poci się jak szalony i przede wszystkim zrzuca to swoje żubrze owłosienie w trybie ekspresowym.

17467690_10211997654794743_1493240142_n

W zeszłym roku na rynku pojawiły się charakterystyczne drewniane szczotki z metalowym ostrzem służące intensywnemu wyczesywaniu pozimowej końskiej sierści. W poprzednim sezonie nie zdecydowałam się na zakup tego wynalazku, nie ukrywam, że głównie ze względu na koszt tego patentu. Cena szczotki jednej z dwóch wiodących marek (SleekEZ i Brashka) oscylowała wokół 120pln, a to dla mnie zdecydowanie zbyt dużo jak na szczotkę i to taką, której używa się przez kilka tygodni w roku. Tym bardziej, że jak szybko wyszło na jaw szczotki SleekEZ i Brashka to w istocie zwykły brzeszczot oprawiony w drewno ozdobione emblematem marki. W tym roku jak grzyby po deszczu pojawiły się więc firmy i osoby oferujące szczotki wykonane własnym sumptem w dużo rozsądniejszej cenie, a że Siwy zarósł na zimę strasznie, sierść gubi na potęgę i ewidentnie jest mu już w niej za ciepło, a ja ze względu na obowiązki rodzicielsko-zawodowe nie mam czasu wyczesywać go w nieskończoność gumowym zgrzebłem, zdecydowałam się na zakup szczotki z brzeszczotem. Szybko okazało się, że na facebookowych grupach ofert szczotek robionych własnym sumptem, ale też zamienników oryginalnych szczotek wykonanych przez tańsze marki jeździeckie jest po prostu masa, ale jakość wielu z nich pozostawiała wiele do życzenia. Część szczotek była plastikowa, część miała dziwne wymiary, albo niedbale wklejony brzeszczot, inne po prostu wizualnie nie budziły zaufania i nie wyglądały na solidne. W końcu trafiłam na ogłoszenie Joanny Mrzygłodzkiej-Marzec i tym samym znalazłam swoją szczotkę idealną, ładnie wykonaną, odpowiednio dużą i starannie wykończoną  a przy tym w bardzo rozsądnej cenie 35pln. Zamówiłam i z niecierpliwością czekałam na przesyłkę.

17474511_10212003672025170_914176315_n

Już po pierwszym czesaniu Siwego wiedziałam, że to absolutny strzał w 10, bo szczotka wyczesuje totalnie kosmiczne ilości sierści i to w kilka minut, a co więcej bez większego wysiłku. Najlepiej używać brzeszczotki wyczesując sierść krótkimi ruchami. Po paru machnięciach mamy pod nogami sporą ilość zimowego futra. Jako że szczotka jest wąska doskonale radzi sobie też z sierścią w zgięciach, przy nogach czy na klatce piersiowej i nie wymaga używania siły czy szczególnego gimnastykowania się przy czesaniu.Od przeprowadzki do Santosa jeżdżę do stajni wcześnie rano jeszcze przed praca mojego męża, który w tym czasie zajmuje się naszą córką, a to oznacza, że nie mam czasu na długie czesanie Siwego, bo muszę szybko ogarnąć go przed jazdą, zaliczyć trening i przejąć młodą, żeby Michał mógł ruszyć do pracy. Codziennie przed jazdą traktuję Fabsa brzeszczotką i w kilka minut wyczesuję na prawdę sporą porcję sierści. Zresztą sami zobaczcie to ilość wyczesana w dosłownie kilka machnięć szczotki.

17496191_10212003673065196_686844167_n

I tak małymi wielkimi krokami, bez większego wysiłku i specjalnej akcji pozbywania się zimowej sierści,  zmierzamy w stronę pozbycia się nadmiaru futra i bardziej cywilizowanego wizerunku Siwego. Nasza brzeszczotowa szczotka sprawdza się doskonale, dobrze leży w ręce i pozwala na wyczesywanie każdorazowo na prawdę dużej ilości sierści. Ma jeszcze taką zaletę, że sierść wypada z niej odrazu, a nie zbiera się między ząbkami jak w tradycyjnych zgrzebłach czy Magic Brushach (które są znowu niezawodne w czyszczeniu konia  z zaschniętego błota, ale momentalnie zatykają się przy zmianie sierści), po wyczesaniu konia nie wymaga więc specjalnego czyszczenia, tylko odrazu wraca do torby. Joanna od której kupiłam szczotkę ma w swojej ofercie dwa rodzaje – wersję dla wrażliwych delikatesów z krótszą sierścią i dla zarośniętych żubrów. My mamy wersję dla koni mocno zarośniętych, ale z tego co wiem ta dla wrażliwców też się sprawdza.

DSC_5417

Poprzednim moim wielkim odkryciem jeśli chodzi o akcesoria do pielęgnacji był zdecydowanie Magic Brush i dzisiaj nie wyobrażam sobie czyszczenia konia bez niego. Z brzeszczotką jest podobnie, po tygodniu używania nie wiem, jak radziłam sobie ze zmianą sierści bez niej, szczególnie, że patent jest bajecznie prosty i przy odrobinie zdolności manualnych albo pomocy męża/taty/brata/kolegi majsterkowicza można wykonać ją samodzielnie. Jeśli podobnie jak mnie brakuje Wam i czasu, i talentu  to z ręką na sercu polecam Wam szczotki, które oferuje Joanna Mrzygłodzka-Marzec.

Ocena: 9/10

Dodaj komentarz