Warsztaty z Wojciechem Mickunasem

DSC00076

DSC00071Ostatnie sobotnie popołudnie spędziliśmy rodzinnie w Hebdowie. Mój mąż korzystał z uroków ośrodka, wylegując się na hamaku, spacerując z Lilką i testując pyszności serwowane przez Starą Stajnię mieszczącą się na terenie stadniny. Ja w tym czasie uczestniczyłam jako wolny słuchacz w warsztatach z Wojciechem Mickunasem. Rok temu miałam okazję przyglądać się konsultacjom prowadzonym przez Trenera i wróciłam po nich do domu z głową pełną wiedzy i pomysłów, więc z niecierpliwością czekałam na tegoroczne warsztaty. Niestety tym razem nie miałam możliwości obejrzenia wszystkich treningów. W zeszłym roku Lilka brykała sobie jeszcze spokojnie w moim brzuchu, a dziś łobuzuje na całego poza nim i ma już swoje potrzeby, preferencje i upodobania, które muszę uszanować. Poszłyśmy jednak na kompromis i dzięki wsparciu mojego męża oraz uprzejmości córki, mogłam spędzić na szkoleniu ponad 4 godziny, co i tak wydaje mi się niezłym wynikiem. Miałam okazję przyglądać się dwóm pełnym treningom i końcówce trzeciego. Oba treningi, które obejrzałam w całości, były specyficzne i nietypowe dla jeździeckich konsultacji, w których zwykle uczestniczą jeźdźcy z bardzo długim stażem na koniach przypominających ujeżdżeniowe lub skokowe maszyny.

Pierwszą parą była amazonka jeżdżąca z przerwami rekreacyjnie od dzieciństwa i hucuł Likier, a drugą parą jeżdżąca dwa lata świeżo upieczona właścicielka pięcioletniej klaczy i jej nowy koń. Wojciech Mickunas należy do trenerów, którzy potrafią prowadzić konsultacje tak, by zaciekawić słuchaczy i przekazać podczas warsztatów możliwie dużo wiedzy zarówno jeźdźcom jak i słuchaczom, bez względu na to, czy dana para skacze przeszkody 130 cm, ćwiczy kontrgalopy, czy jest na etapie zgrywania się ze sobą i ogarniania funkcji hamulec, gaz i kierownica. Trener zwracał uwagę na podstawowe, ale przy tym ogromnie ważne elementy. Na pracę rąk – delikatną i elastyczną. Na utrzymywanie konia we właściwym torze jazdy i kontrolę tempa. Na zaangażowanie zadu poprzez poprawną pracę dosiadem i łydką. Na samo działanie łydką – stanowcze, ale stopniowane i dodawane faktycznie łydką, a nie piętą. To zresztą jeden z moich błędów, z którego istnienia zdałam sobie sprawę, kiedy w niedzielę sama znalazłam się w siodle – zdarza mi się „podbierać” piętą zamiast przykładać łydkę. Swoją drogą wspaniale było móc wsiąść na Siwego po szkoleniu i skonfrontować tę nową i nową-starą wiedzę ze swoim własnym jeżdżeniem. W poprzednich warsztatach z Wojciechem Mickunasem, Gerdem Heuschmannem czy Sally Amsterdamer brałam udział będąc w ciąży, więc na moment zestawienia doświadczeń szkoleniowych z własną osobą siedzącą w siodle musiałam czekać kilka miesięcy. 




W związku z zajęciami na basenie Lilki, na warsztaty dotarliśmy mniej więcej w ich połowie. Zdążyłam obejrzeć jeden trening z kawałkiem przed przerwą obiadową i początkowo byłam nieco zawiedziona. Przerwa obiadowa trwała ponad godzinę, a ja wiedziałam, że Lilka ma ograniczoną cierpliwość i więcej niż 3-4 godziny nie wytrzyma, więc było mi na ten obiad zwyczajnie szkoda czasu. Zamiast tego wolałabym obejrzeć więcej treningów. Warsztaty w Hebdowie nie są jednak zwykłym szkoleniem, odbywają się w mniej lub bardziej stałym gronie wśród „samych swoich”. Obiad je się razem z Trenerem przy jednym stole i jest on okazją do rozmów, pytań i opowieści. Koniec końców nie żałuję, że zamiast obejrzeć więcej koni w robocie, miałam okazję posłuchać Trenera i zwyczajnie porozmawiać. Spędziłam wspaniałe popołudnie w towarzystwie podobnych do mnie jeździeckich pasjonatów, jak zawsze podczas warsztatów z Wojciechem Mickunasem sporo się dowiedziałam i sporo sobie przypomniałam, bo część z przyswojonej wiedzy nie była dla mnie nowa. W niedzielę wsiadłam na Fabiana z głową pełną inspiracji i pomysłów.

Jeśli kiedyś będziecie mieli okazję uczestniczyć w warsztatach z Trenerem z koniem lub jako słuchacz, nawet się nie zastanawiajcie, na prawdę warto. Na mojej prywatnej jeździeckiej liście marzeń udział w konsultacjach razem z Fabianem jest w pierwszej piątce, a konkurencja jest naprawdę duża!

 

Dodaj komentarz