Seminarium z terapii czaszkowo-krzyżowej

Źródło: http-::www.ready2heal.net:equine-craniosacral-therapy:
Źródło: http-::www.healthyhorsesnaturally.com.au:equine-craniosacral-therapy.asp
Źródło: http-::www.healthyhorsesnaturally.com.au:equine-craniosacral-therapy.asp

W ubiegłą sobotę miałam okazję uczestniczyć w szkoleniu z terapii czaszkowo-krzyżowej. Zaczęło się jednak od tego, że ostatnio, za sprawą Agaty, właścicielki Magii, zainteresowałam się tematem masażu koni. Ciąża jest dla mnie czasem wszechstronnego rozwoju i chłonięcia wiedzy z przeróżnych jeździeckich źródeł, więc wzbudzenie mojego zainteresowania kwestią masażu u koni nie było szczególnie trudne, mimo że dotychczas nie był to temat szczególnie mi bliski. Na seminarium z terapii czaszkowo-krzyżowej wybrałam się, zresztą w towarzystwie Agaty, sądząc, że będzie to wykład dotyczący jednej ze szkół czy form masażu. Szkolenie nie było drogie i odbywało się w okolicy Krakowa, więc uznałam, że nie ryzykuję zbyt wiele i pełna nadziei zameldowałam się w szkole rolniczej w Czernichowie. W miarę trwania seminarium zorientowałam się, że terapia czaszkowo-krzyżowo wcale nie jest formą masażu a terapii wywodzącej się z osteopatii i opierającej się na dotyku równoważącym przepływ płynu mózgowo-rdzeniowego. Ale tak to jest, jak się jedzie na szkolenie nie do końca wiedząc, czego ma ono dotyczyć.

Wiele razy przekonałam się, że w jeździectwie wszystko zaczyna się w głowie, a konia prowadzi się lepiej siłą umysłu niż mięśni. Długo zajęło mi zrozumienie, że większość moich problemów jeździeckich ma źródło w mojej głowie, koncentracja na spokojnym oddechu może w siodle zdziałać cuda, a samo pomyślenie o skręceniu może sprawić, że koń zrobi dokładnie to, co chcemy, ale dzisiaj wiem, że tak właśnie jest. Wielu autorów  podkreśla w swoich książkach to, jak ważne są w siodle panowanie nad myślami, koncentracja czy energia, którą przekazujemy koniom. Na swoich klinikach tłumaczyli to dwaj trenerzy, którzy dla mnie są w jeździectwie autorytetami absolutnymi – Wojciech Mickunas i Gerd Heuschmann, a z nimi nie ważyłabym się dyskutować. Przyznaję więc, że w jeździectwie głowa jest najważniejsza a koniem kierować można prawie że myślami. W końcu konie, jako zwierzęta niezwykle spostrzegawcze, czułe i subtelne, potrafią dostrzec komunikaty, o których nie mamy nawet pojęcia, że je wysyłamy. Dlatego czasem wystarczy pomyśleć o zmianie tempa czy kierunku, by koń zrealizował nasze polecenie. Terapia czaszkowo-krzyżowa to dla mnie chyba jednak zbyt wiele. Co innego porozumiewanie się z koniem za pomocą myśli czy „wysyłania energii” rozumiane jako przekazywani nie do końca uświadomionych sygnałów czy subtelnych gestów, ale terapia czaszkowo-krzyżowa to dla mnie już trochę magia.

Nie wierzę, by można było za pomocą ledwo odczuwalnego dotyku kierować płynem mózgowo-rdzeniowym, a tym bardziej leczyć konkretne schorzenia u koni czy ludzi. Nie jestem może srogim obrońcą farmakologii, ale bardzo mocno wierzę w tradycyjną medycynę, chociaż przyznaję, że niekiedy sama wola wyzdrowienia potrafi uczynić prawdziwe cuda. Terapia czaszkowo-krzyżowa z całą pewnością nie szkodzi pacjentom, a niekiedy może pomóc pobudzając tę wolę wyzdrowienia, wpływając kojącą i relaksująco, niemniej jednak nie wierzę w jej faktyczną i mierzalną wartość leczniczą. Osobiście traktuję tego typu formy terapii bardziej jako działania wspomagające niż jako metodę faktycznego leczenia, którą dla mnie niezmiennie pozostaje tradycyjna medycyna i to zarówno w przypadku koni, jak i ludzi. Dotyk, przesyłanie energii, chińskie pięć przemian czy tybetańska ósemka mogą pomagać, mogą wspierać, ale nie mogą leczyć.

Źródło: http-::www.ready2heal.net:equine-craniosacral-therapy:
Źródło: http-::www.ready2heal.net:equine-craniosacral-therapy:

Prowadząca seminarium, Weronika Kanik, przygotowała bardzo dokładne zestawienie przypadków, z którymi zetknęła się przez kilka lat stosowania terapii czaszkowo-krzyżowej u koni. Wielu z jej końskich pacjentów sklasyfikowanych jako tych, którym terapia czaszkowo-krzyżowa pomogła całkowicie bądź w dużym stopniu, cierpiała na bardzo poważne schorzenia i choroby. Wierzę, że ta metoda przyczyniła się do ich wyzdrowienia, ale równocześnie jestem przekonana, że nie była głównym i decydującym powodem powrotu do zdrowia tych koni. Jeśli koń cierpi na kolkę czy kuleje, jego właściciel z pewnością oprócz terapeuty specjalizującego się w metodzie czaszkowo-krzyżowej wzywa weterynarza, który jak sądzę w dużej mierze stoi za wyleczeniem pacjenta.

Mimo że nie do końca zgadzam się z prowadzącą seminarium, a sama terapia czaszkowo-krzyżowa jest mi raczej odległa, to nie żałuję, że wzięłam udział w tym szkoleniu. W jeździectwie nie ma jednej słusznej metody treningu, rozwiązywania problemów, czy komunikacji z koniem, nie ma prawdy objawionej, którą wystarczy poznać i wdrożyć, by odnieść sukces. Jeździectwo to wieczne poszukiwanie i czerpanie z bardzo wielu źródeł. Trenerów, szkoleniowców, autorów książek, weterynarzy, terapeutów i zawodników jest bardzo wielu i każdy musi samodzielnie spośród nich wybrać swoje autorytety. Wydaje mi się, że im bardziej jest się świadomym jeźdźcem, im więcej się czyta, słucha i ogląda, tym większą ma się łatwość określania z czym się zgadza, a z czym nie. Na tej niekończącej się drodze tworzenia swojego własnego kanonu autorytetów spotyka się wiele teorii, które trzeba odrzucić, które nas nie zainteresują i z którymi się nie zgodzimy, ale bez nich nie potrafilibyśmy dostrzec tych teorii, które nas jako jeźdźców definiują. Dla wielu osób terapia czaszkowo-krzyżowa może być ciekawą i ważną metodą leczenia czy rozwiązywania problemów, ale nie dla mnie. Cieszę się jednak, że poznałam tę metodę bliżej i dziś mogę ją z czystym sumieniem zaliczyć do tych teorii, które mnie jako jeźdźca nie definiują.

Źródło: http-::www.ready2heal.net:equine-craniosacral-therapy:
Źródło: http-::www.ready2heal.net:equine-craniosacral-therapy:

1 Comment

  1. aga says: Odpowiedz

    terapia ta wywodzi się z osteopatii i jest uznaną metoda leczenia, tak samo jak fizjoterapia. Jest refundowana przez NFZ i przynosi na prawdę ogromne zmiany. To nie żadna magia a naukowo i medycznie udowodniona forma leczenia. Wpis trochę „podważa” wartość terapii, a szkoda, bo są naukowe badania dowodzące, że działa. Trochę to wygląda jak osobista relacja z seminarium, a brakło merytorycznego opisu :(

Dodaj komentarz