Sekrety końskiego umysłu

Źródło: http-::www.pdmpromocja.pl:jnbt:portal:aktualnosci:119,50-lat-metody-szkolenia-imprintingowego
Źródło: http-::hippika.pdm-promo.pl:sklep:product_info.php?cPath=5_72&products_id=54&osCsid=9c9533a3086b38efa08c9b2e88dc6355
Źródło: http-::hippika.pdm-promo.pl:sklep:product_info.php?cPath=5_72&products_id=54&osCsid=9c9533a3086b38efa08c9b2e88dc6355

W tym roku znalazłam pod choinką całkiem spory zestaw książek dotyczących przeróżnych zagadnień związanych z jeździectwem, a jako że za dwa miesiące okazji do spokojnej lektury będzie na pewno mniej, to staram się teraz czytać trochę na zapas. Wśród ostatnio przeczytanych przeze mnie książek znalazły się „Sekrety końskiego umysłu” pióra Roberta Millera. Do tego autora podchodziłam dotychczas ze sporą rezerwą. Przyznaję, że jego metoda imprintingu źrebiąt wzbudzała moje zainteresowanie, w końcu nie podlega dyskusji, że konie po takim treningu są dobrze zsocjalizowane z człowiekiem, wspaniale znoszą wszelkie zabiegi weterynaryjne czy pielęgnacyjne i są pozbawione wielu typowo końskich lęków. Ale imprinting źrebiąt pomimo swoich oczywistych zalet wydawał mi się przekraczaniem pewnych granic treningu, które powinny pozostać nieprzekroczone. Czas zaraz po narodzinach jest dla mnie pewnym sacrum również w świecie zwierząt, sacrum, którego człowiek nie powinien burzyć bez wyraźnej potrzeby, tylko i wyłącznie dla spełnienia swoich założeń szkoleniowych. Postanowiłam zmierzyć się jednak z lekturą „Sekretów końskiego umysłu”, które nie są książką o samym imprintingu (chociaż jest i na jego temat osobny rozdział), a o szkoleniu koni w oparciu o zrozumienie ich naturalnych instynktów. Książka podzielona jest na 22 krótkie rozdziały poświęcone poszczególnym aspektom końskiego charakteru, a wiedza w nich zawarta przekazywana jest w sposób bardzo przystępny, więc „Sekrety końskiego umysłu” czyta się  szybko i przyjemnie.

Cała masa jeźdźców, szczególnie tych mniej doświadczonych, wiele spośród końskich zachowań i nawyków błędnie odczytuje jako wyraz buntu, głupoty czy złośliwości. Robert Miller w swojej książce tłumaczy te wszystkie irracjonalne reakcje koni i osadza je w historii koni jako zwierząt uciekających, praktycznie stale narażonych na niebezpieczeństwo. Dobry jeździec to, zgodnie z książką Roberta Millera, nie tylko ten, kto wie w jaki sposób kierować koniem, ale ten, kto przy tym wie, jak działają końskie zmysły i rozumie instynkty kierujące jego wierzchowcem.

Z „Sekretów końskiego umysłu” wyłania się obraz konia jako zwierzęcia ukształtowanego przez tysiące lat walki o przetrwanie, w której koń startował zawsze na straconej pozycji – pozbawiony jakichkolwiek narzędzi obronnych (rogów czy ostrych zębów) musiał, by przeżyć wykształcić w sobie doskonałą spostrzegawczość i możliwie krótki czas reakcji. Tylko te cechy w połączeniu z prawdziwie sprinterskim biegiem dawały szanse  przetrwania. Koń nie płoszy się złośliwie na widok plastikowego krzesła, albo na dźwięk wiatru szeleszczącego w liściach drzew, koń płoszy się, bo tak nakazuje mu przekazywany od wielu pokoleń instynkt, płoszy się zanim zdąży się zastanowić, czy to ma sens, ale tylko to zgodnie z jego instynktem gwarantuje mu przetrwanie. Ale ten sam instynkt każe mu nie tylko uciekać ile sił w kopytach na widok straszydeł, ale i rozpoznawać, które z nich są faktycznie krwiożercze, a które tylko takie się wydawały. Rzecz raz oswojona i uznana przez konia za niegroźną nie wzbudza już nigdy lęku, a to my jeźdźcy możemy w łatwy sposób wykorzystać w treningu, oswajając nasze konie z możliwie dużą ilością przedmiotów i sytuacji.  Konie przez tysiące lat upatrywały swoją szansę na przetrwanie nie tylko w szybkich nogach i niezwykłej spostrzegawczości, ale przede wszystkim w stadzie, które gwarantowało większą ilość oczu i uszu wypatrujących i nasłuchujących niebezpieczeństwa oraz mniejsze prawdopodobieństwo zostania upolowanym. Miller w swojej książce podpowiada, jak wykorzystać w szkoleniu konia wiedzę z zakresu końskiego życia w stadzie i jego hierarchii. Jako jeźdźcy mamy to szczęście, że u koni to nie siła decyduje o przywództwie, ale mądrość i doświadczenie, a to pozwala nam tak kształtować relacje z naszym wierzchowcem, by ustawić się w pozycji „konia alfa” i zyskać jego zaufanie.

Przyznaję, że „Sekrety końskiego umysłu” przeczytałam z zainteresowaniem, chociaż większość wiedzy przekazywanej przez autora była mi znana już wcześniej. To nie był ten rodzaj lektury, który otworzył mi oczy i zmienił mój jeździecki światopogląd. W wielu miejscach brakowało mi szerszego wyjaśnienia problemu, ale to już chyba zwyczajnie kwestia rozmiaru książki, która do najobszerniejszych nie należy. Wciąż kontrowersyjna pozostała dla mnie kwestia imprintingu i chociaż Miller w „Sekretach końskiego umysłu” poleca tę metodę i poświęca jej sporą część książki, to jednak nie dałam się do niej przekonać. Przyznaję jednak, że po tej lekturze chętnie wzięłabym udział jako słuchacz w szkoleniu z imprintingu, być może zobaczenie na żywo takiej metody pracy ze źrebakiem pozwoliłoby mi zająć jednoznaczne stanowisko w tej kwestii.

Źródło: http-::www.pdmpromocja.pl:jnbt:portal:aktualnosci:119,50-lat-metody-szkolenia-imprintingowego
Źródło: http-::www.pdmpromocja.pl:jnbt:portal:aktualnosci:119,50-lat-metody-szkolenia-imprintingowego

Polecam przeczytanie tej książki głównie tym, dla których wiele zachowań koni jest niezrozumiałych, którzy irytują się na swoje wierzchowce i posądzają je o głupotę bądź złośliwość. „Sekrety końskiego umysłu” nie przerażają rozmiarem, są napisane prostym i przystępnym językiem, a pozwalają zrozumieć, dlaczego konie zachowują się w taki, a nie inny sposób. Tym, którzy o swoich wierzchowcach wiedzą ciut więcej, których nie zaskakuje, gdy koń płoszy się na widok torebki foliowej, którzy wiedzą, dlaczego ważne jest, by kontrolować ruch konia i nie pozwalać mu na wkraczanie w naszą przestrzeń osobistą, czy którzy rozumieją, co w języku koni znaczy mlaskanie i przeżuwanie, może nie odradzam lektury „Sekretów końskiego umysłu”, ale i nie polecam. Ja sama wyznaję zasadę, że warto czytać możliwie dużo, nawet jeśli nie do końca się z autorem zgadzamy, albo kiedy wydaje nam się, że książka nic w nasze jeździectwo nie wniesie. Warto, bo poznawanie kolejnych punktów widzenia i metod treningowych zawsze poszerza nasze horyzonty. W końcu jeździectwo to jeden z niewielu sportów, dla którego ważniejsze jest co się ma w głowie, niż w mięśniach.

Ocena: 6.5/10

Dodaj komentarz