Lizawki Horslyx

DSC_9075

Pierwszą lizawkę Horslyx kupiłam Stefanowi na zawodach w Michałowicach. Po nocnej wichurze i dwóch dniach startów Blondyn miał już serdecznie dosyć zaistniałej sytuacji. A jak Blondyn ma czegoś dosyć, to niespecjalnie się krępuje przy wyrażaniu swojej opinii. Był wściekły i nie omieszkał mi tego jednoznacznie przekazać, wymachując nogami, tupiąc i strasząc, a wcześniej czyniąc w swoim boksie specyficznie rozumiane porządki. W ramach łagodzenia sytuacji i rozwiązywania konfliktów na drodze negocjacji, przy okazji zakupu nowej miski, bo dotychczasową Stefan zaprzepaścił podczas wspomnianych porządków w boksie, dorzuciłam małą lizawkę Horslyx. Podchodziłam do tego produktu bez większego entuzjazmu, stawiając go obok cukrowych Likitów, które u dwóch z trzech moich dotychczasowych koni (Fabiana i Elbrusa) nie wzbudziły zainteresowania, a trzeci (Stefan) bez większego pomyślunku skonsumował przysmak za jednym posiedzeniem. Mimo braku entuzjazmu i porównania do niezbyt przeze mnie lubianych Likitów postanowiłam kupić Horslyxa, coby zająć paszczę Stefana i trochę odwrócić jego uwagę od mocno go stresującej sytuacji zawodów. To przy pomocy tej lizawki udało się całkiem nieźle, a też i przy okazji okazało się, że Horslyx na tyle zasmakował Stefanowi, a mnie się spodobał, że zagościł na stałe w mojej pace i po skonsumowaniu całej lizawki, co zajęło długie tygodnie, bo lizawkę Blondyn dostaje okazjonalnie, zamówiłam mu kolejne, tym razem w dwóch rozmiarach.

DSC_9135-kopia

Horslyx to umieszczony w pudełku twardy, brunatny, nieco kleisty blok stworzony na bazie melasy trzcinowej, uzupełniony zestawem witamin, minerałów i aminokwasów działających korzystnie na układ odpornościowy, trawienny i kostny. Wersji smakowo – celowych jest kilka: Original, Mint, Garlic, Respiratory i Mobility, a każda z nich zawiera tę samą bazę składników i uzupełnienie o dodatkowe witaminy i minerały. Horslyx występuje w dwóch rozmiarach – mini w niedużym okrągłym, ważącym 650 g pudełeczku i klasyczną w solidnej 5 kg kostce. Ta pierwsza wersja idealnie pasuje do dłoni i z założenia służy do podawania lizawki z ręki w ramach nagrody, lub wtedy, kiedy jest potrzeba zajęcia czymś konia na chwilę – podczas wizyty kowala czy weterynarza. Super sprawdza się jako nagroda. Pozwala proces chwalenia konia trochę bardziej rozłożyć w czasie i mocniej połączyć nagrodę z konkretną sytuacją czy miejscem, niż w przypadku smaczka, który błyskawicznie znika i dematerializuje się w końskiej paszczy. Pierwszej naszej wersji mini zakupionej w Michałowicach używałam przy ćwiczeniu wchodzenia do koniowozu. Lizawka pozwalała zatrzymać Stefana na dłużej w przyczepie bez wywierania żadnej presji, rozluźniała go i skupiała jego uwagę na pozytywnym wzmocnieniu. Wersja 5kg służy albo do umieszczenia w boksie czy na pastwisku w dedykowanych pojemnikach albo do zajęcia czy nagrodzenia konia bez konieczności podawania mu lizawki z ręki. Pudełko można spokojnie postawić na ziemi bez stresu o to, że koń złapie całość w zęby i będzie podrzucał jak wersję mini. Na stałe w boksie bym tej lizawki Stefanowi nie zostawiła, bo chociaż przy ograniczonej i kontrolowanej konsumpcji nie jest ona w żadnym stopniu szkodliwa, ilość cukru przy rozsądnej dziennej dawce nie jest groźna, a zestaw minerałów, które wchodzą w skład lizawki jest bardzo korzystny, to skonsumowanie 5kg za jednym posiedzeniem, do czego akurat Stefan jest w stu procentach zdolny, mogłoby wiązać się w najlepszym przypadku z bólem brzucha i niestrawnością. Niemniej jednak 5kg kostki używam na co dzień, podając ją Blondynowi przy wcieraniu czy zawijaniu nogi, co zajmuje jego nadaktywną i przeszkadzającą przy tych zabiegach paszczę i pozwala mi w spokoju zając się jego nogą bez przymusu manewrowania pomiędzy chrapami.

DSC_9083

W zbawiennie działanie skłądu poszczególnych wersji smakowych niespacjalnie wierzę, chociaż kolejnego Horslyxa mini kupiłam w opcji Mobility na stawy i ścięgna. Myślę, że jeśli faktycznie koń potrzebuje wsparcia suplementami, to trzeba mu zapewnić właściwą, dobrze dopasowaną i zrównoważoną suplementację a nie smakową lizawkę, ale Horslyx na pewno nie zaszkodzi, a może w jakimś tam stopniu wspomoże leczenie, rehabilitację czy profilaktykę danego schorzenia, w naszym przypadku regenerację ściegna. Skład Horslyxa jest z całą pewnością lepszy niż cukrowych smakołyków czy lizawek, a jego forma – małego pudełka do podawania z ręki i większej kostki do postawienia koniowi na ziemi jest bardzo wygodna i świetnie sprawdza się w różnych sytuacjach.

DSC_9144

W naszej rekonwalescencyjnej codzienności te lizawki są sporym ułatwieniem w konkretnych czynnościach, które powtarzamy każdego dnia. Dużą, pięciokilogramową wersję stawiam Stefanowi w boksie albo korytarzu przed i po spacerze przy czyszczeniu, zawijaniu i odwijaniu owijki, czy robieniu wcierki, co zapewnia mi względny spokój przy wykonywaniu tych czynności, które z różnych względów niekiedy nie są łatwe. Stefan odkąd jest skazany na spędzanie większości dnia w boksie czyszczony w korytarzu ściąga z wieszaka derki i ochraniacze, otwiera szafkę i generalnie daje wyraz swojemu znudzeniu. Przy czynnościach pielęgnacyjnych związanych ze ścięgnem lubi asystować i w korytarzu, i w boksie, wpychając mi nos w ręce, próbując złapać i przerzuć zwijaną owijkę. Wcierki, szczególnie te o intensywnym zapachu potrafią wzbudzać w nim podobne zainteresowanie, więc wierci się próbując wsadzić chrapy w żel. Zajęty konsumpcją lizawki przynajmniej częściowo skupia się na niej, a nie na zabiegach wokół nogi czy czynieniu szeroko pojętego chaosu. Horslyx postawiony pod nosem pozwala też z grubsza przynajmniej uspokoić emocje Blondyna po spacerze.  O ile sam spacer jest względnie spokojny, to powrót do stajni bywa u nas mocno wybuchowy. Z niewyjaśnionych przyczyn Stefan wbił sobie do głowy, że za zakrętem prowadzącym do naszej stajni, czyli na jakieś 15 kroków przed domem, czyha na niego niebezpieczeństwo, otchłań przerażająca i bezdenna i w efekcie właściwie zawsze w mniejszym lub większym stopniu odpala tam wrotki. Zdarza się więc, że do stajni wchodzi mocno nabuzowany, a czeka nas jeszcze ściągnięcie owijki i smarowanie nogi, co z koniem napiętym jak struna i prychającym nad moją głową nie jest najbardziej komfortowe. Szczęśliwie Horslyx i z tym problemem nieźle sobie radzi, przekierowując uwagę Stefana z walki o przetrwanie na dużo przyjemniejsze i bardziej relaksujące tematy gastronomiczne. Wersję mini podaję z ręki w przeróżnych sytuacjach – bardzo często w ramach zachęty do strechingu, ale też na spacerze, jako nagrodę czy chwilę rozpusty w boksie. Ta opcja jest też zbawieniem choćby przy wizycie kowala, bo odkąd Stefanowi rekonwalescencja znacząco zmniejszyła ilość komórek mózgowych, sytuacje tak prozaiczne jak struganie stały się z tym histerykiem sporym wyzwaniem. Lizawka pozwala przeprowadzić manicure we względnym spokoju i bez ofiar w ludziach i koniach, bo z zajętą paszczą postrzeganie potencjalnych niebezpieczeństw znacząco się zmienia u Blondyna.

DSC_9116

Lizawka jako taka nie jest może niezbędnym elementem życia, ale Horslyx jest wygodnym w podawaniu, lubianym przez Stefana smakołykiem, który pozwala zająć czy uspokoić go w różnych sytuacjach, albo zwyczajnie nagrodzić. Jego jedyną właściwie wadą jest fakt, że dosyć mocno brudzi, co w przypadku Blondyna, który nawet zajęty ulubionym smakołykiem lubi równolegle sprawdzić, czym ja się akurat zajmuje, wiąże się z wzmożoną czujnością w obcowaniu z wyślinionymi i zaklejonymi brunatną mazią chrapami. Mimo tej drobnej niedogodności, która w moim przypadku nie jest szczególnie dotkliwa, bo przejawiam spory talent do brudzenia się bez względu na okoliczności, więc zwykle opuszczam stajnie ze śladami marchewki i wysłodków na koszulce, błotem na butach i spodniami upstrzonymi sianem, Horslyx na stałe zagościł w mojej szafce i regularnie znacząco ułatwia mi codzienne stajenne obowiązki i życie z rekonwalescentem, a Stefanowi, jak widać na filmie poniżej, zdecydowanie umila życie.

Dodaj komentarz