Buck

Źródło: http://www.buckthefilm.com/
L1030706
Źródło: http://www.buckthefilm.com/

Mniej więcej rok temu trafiłam gdzieś w internecie na film „Buck”. Przykuł moją uwagę, ponieważ został wyróżniony nagrodą publiczności na festiwalu Sundance, co znaczyło, że był filmem na tyle ciekawym, że zachwycił również jeździeckich laików. Postanowiliśmy więc razem z mężem spędzić przy nim jeden z tych deszczowych i ponurych jesiennych wieczorów. Szczerze mówiąc nie sądziłam, że jeździecki dokument zainteresuje mojego absolutnie niejeździeckiego męża na tyle, by obejrzał go ze mną w całości, a jednak – zaskoczył mnie i film, i mąż. Obejrzeliśmy film w całości, oboje ze sporym zainteresowaniem, a mnie spodobał się tak bardzo, że postanowiłam ostatnio do niego wrócić i raz jeszcze spędzić przy nim wieczór.

„Buck” to film o Bucku Brannamanie, czyli jednym z najważniejszych amerykańskich filarów jeździectwa naturalnego. Jeśli pamiętacie „Zaklinacza koni” i tytułowego bohatera granego przez Roberta Redforda, któremu ostatecznie udaje się uzdrowić Pielgrzyma i posadzić Grace z powrotem w siodle, to warto wspomnieć, że był on wzorowany na Bucku Brannamanie właśnie. Przede wszystkim należy podkreślić, że „Buck” to doskonale zrobiony dokument, taki, który potrafi utrzymać przed ekranem nie tylko sympatyków jeździectwa, ale i tych, którzy konie widują tylko w dorożkach wożących turystów po mieście. To film zaplanowany, nakręcony i zmontowany jako film dokumentalny o niezwykłej historii i niezwykłym człowieku, który warto obejrzeć bez względu na osobisty stosunek do jeździectwa. Jest dobrze wyważony – odpowiednio jeździecki dla jeźdźców i odpowiednio uniwersalny dla niejeźdźców.

Buck Brannaman jest trenerem, który, przeciwstawiając się brutalnym metodom klasycznej, amerykańskiej szkoły zajeżdżania koni i czerpiąc z dorobku Raya Hunta, opracował swój sposób komunikacji z nimi, który opiera się na mowie ciała i łagodnym podejściu do zwierzęcia. Z fragmentów klinik, wypowiedzi bliskich i rozmów wyłania się obraz niezwykłego człowieka – po trosze jeźdźca, po trosze trenera, po trosze magika. Kiedy patrzy się, jak pracuje z końmi, czy to z ziemi, czy w siodle, czy z grzbietu drugiego konia, to ma się wrażenie, że tego magika jest w nim najwięcej, ponieważ jego relacje i dialogi z końmi opierają się w dużej mierze na tak subtelnych, że prawie niezauważalnych sygnałach. Buck Brannaman, podobnie jak Monty Roberts, jest jednym z tych trenerów, którzy w swoim podejściu do koni sięgają do własnych trudnych i traumatycznych relacji z ludźmi, czy pokiereszowanego dzieciństwa z przemocą w tle. Oglądając ten film uświadamiamy sobie, że to właśnie ludzie z trudną przeszłością, którzy doświadczyli agresji i strachu na własnej skórze, potrafią odnaleźć w sobie niezwykłą wrażliwość, która pomaga im zrozumieć konie, ich lęki i reakcje. W pewnym momencie Buck mówi „Mam empatię do koni. Kiedy są przerażone o własne życie, ja potrafię to zrozumieć”. I rzeczywiście, oglądając Brannamana przy pracy mamy wrażenie, że rozumie konie i rozumie ich reakcje, nic go nie dziwi, nie niepokoi, ani nie wzbudza jego wzburzenia, czy tym bardziej złości.

Źródło: http://www.buckthefilm.com/

Oglądając film mamy okazje podejrzeć urywki z jego klinik i przekonać się, jak faktycznie Brannaman pracuje z końmi. Jest subtelny i przede wszystkim ogromnie opanowany, sam kilkukrotnie podkreślał w filmie, że jednym z najtrudniejszych, ale i najistotniejszych elementów pracy z końmi jest panowanie nad własnymi emocjami. Bez względu na to, w jaki sposób koń się zachowuje, Buck pozostaje spokojny i stanowczy, nie dając się ponieść nerwom, pozwala swojemu końskiemu uczniowi popełniać błędy i cierpliwie tłumaczy, o co mu chodzi. Podczas klinik Buck pracuje zresztą nie tylko z końmi, jak sam przyznaje, ze specjalisty od koni zmienił się w specjalistę od ludzi. Bo to tak na prawdę to oni są zwykle źródłem problemu. Brannaman leczy więc i ludzi, tak samo cierpliwie i spokojnie jak leczy konie, rozmawiając z nimi, radząc i słuchając. „Buck” jest w dużej mierze filmem o tym, że koń jest zawsze zwierciadłem swojego właściciela. Doskonale widać to w ujęciach z klinik, podglądając uczestników pracujących ze swoimi końmi, łatwo dostrzec, jak wiele łączy te pary i jak wzajemnie koń i jeździec na siebie wpływają. Brannaman dzięki swojej wrażliwości i swojemu doświadczeniu szybko odkrywa źródło problemu danej pary i pomaga w jego rozwiązaniu, czasem jest to brak pewności siebie człowieka, czasem jego lęk, czasem zbyt duża gwałtowność, albo zbyt agresywna z punktu widzenia konia – postawa.

Źródło: http://www.buckthefilm.com/ 

Ale „Buck” to nie jest idylliczny obrazek przedstawiający cudownego uzdrawiacza, który w kilka dni leczy rany i rozwiązuje problemy całych tuzinów ludzi i koni. Jednym z uczestników kliniki, podczas której towarzyszymy głównemu bohaterowi, jest wyjątkowo agresywny trzyletni ogier z burzliwą przeszłością. To koń, który został osierocony zaraz po urodzeniu, a na domiar złego przyszedł na świat z poważnymi problemami z oddychaniem i do końca nie wiadomo, czy jego niedotlenienie nie spowodowało zmian w mózgu. Kochająca właścicielka próbowała utrzymać go przy życiu, ale i chyba po części rozwiązać w ten sposób inne swoje problemy i wynagrodzić sobie inne straty, których doświadczyła w życiu. Trzymała więc konia w domu, karmiła butelką i starała się zastąpić mu matkę, ale niestety dosyć szybko problemy zdrowotne nie pozwoliły jej na dalsze zajmowanie się koniem, który w efekcie przez trzy lata wychowywał się jako zupełna sierota. Źrebak wyrósł na silnego ogiera, który nie miał okazji nauczyć się niczego o szacunku czy życiu w stadzie od swojej matki, za to miał okazję nabrać sił, pewności siebie, lęków i ogromnych pokładów agresji. To koń ekstremalnie niebezpieczny, taki, którego zachowania bardziej przypominają zwyczaje drapieżników niż koni. Mimo, że początkowo wydaje się, że wszystko zmierza ku dobremu, koń ostatecznie okazuje się zbyt niebezpieczny i agresywny, poważnie rani asystenta Bucka i chociaż Buck ze swoim stoickim spokojem pomaga wprowadzić go do przyczepy, to właścicielce doradza uśpienie, jako najbardziej humanitarne rozwiązanie. Ta scena trochę sprowadza nas widzów na ziemię i przypomina, że Buck nie jest cudotwórcą, nie wszystkie błędy człowieka da się rozwiązać za jednym czy dwoma pstryknięciami palcami, a koń to przede wszystkim ogromna odpowiedzialność

Źródło: http://www.buckthefilm.com/

Z całego filmu wyłania się obraz niezwykłej postaci, człowieka o trudnej przeszłości, mocno pokiereszowanego, który z własnych koszmarnych doświadczeń potrafi czerpać wrażliwość pozwalającą mu na nawiązywanie niezwykłych więzi i niecodzienną empatię tak wobec koni, jak i ludzi. To przy tym bardzo piękny dokument i piękna historia, z której inspirację do pracy nad sobą na własnym podwórku może czerpać każdy miłośnik koni.

Ocena: 9/10

 

Dodaj komentarz