Wielki apetyt i wielkie emocje – Cavaliada!

14101_900x675

Źródło: cavaliada.pl

Do wizyty na Cavaliadze przymierzałam się już w zeszłym roku, ale byłam w zaawansowanej ciąży i ostatecznie, mimo ogromnych chęci, nie zdecydowałam się na wyjazd. W tym roku byłam więc bardzo zmotywowana, by wybrać się chociaż na jeden dzień zawodów. I udało się! Ostatnią niedzielę spędziłam na Torwarze obserwując zmagania zawodników w finałowych konkursach Cavaliada Tour.

1fbd296958aed293976e8dc7cecce307 (1)

Źródło: Equista.pl

Zacznijmy od tego, że w ogólnym rozrachunku Cavaliada zrobiła na mnie ogromne wrażenie. I chociaż miała swoje słabsze strony, o których napiszę za chwilę, nie da się dyskutować z faktem, że są to jedne z najważniejszych, najbardziej uniwersalnych i najlepiej rozpromowanych zawodów jeździeckich w naszym kraju. Oczekiwania miałam wysokie i Cavaliada jako całość mnie nie zawiodła. W harmonogramie niedzielnych rozgrywek znalazły się cztery konkursy: Mała Runda (135cm), finał Cavaliady Future, Grand Prix (160cm) i finał Dressage Cup. Jako że do Warszawy wybrałyśmy się w składzie ja, Agata i nasze córki – prawdopodobnie najmłodsze uczestniczki Cavaliady, a z powrotem do Krakowa wracałyśmy jeszcze tego samego dnia, to nie udało nam się obejrzeć wszystkich konkursów i przejazdów. Małą Rundę, która zaczynała się o 8 rano przegapiłam w całości, obejrzałam rywalizację dzieci na kucach, Grand Prix i trzy pierwsze zawodniczki ujeżdżenia. Chociaż nie udało mi się obejrzeć wszystkiego, co bym chciała (a najchętniej spędziłabym na Torwarze całe cztery dni oczywiście), to emocje i tak były ogromne, Grand Prix wciskało w fotel, a przy rozgrywce wstrzymywałam oddech.

14112_900x675

Źródło: cavaliada.pl

Jedną z najważniejszych zalet Cavaliady, na którą zwróciłam uwagę, jest dobra organizacja. Kilkudniowe zawody  z taką różnorodnością dyscyplin, ilością konkursów i przede wszystkim widzów są na prawdę wielkim przedsięwzięciem, a mimo to zaplecze logistyczne na Cavaliadzie z całą pewnością nie kulało. Pomiędzy przejazdami na parkurze, na wszystkich piętrach i korytarzach kręcili się zapracowani i chętni do pomocy wolontariusze, dostępna była szatnia, catering, w którym w rozsądnej cenie można było zjeść obiad, przerwy między konkursami, może oprócz ostatniej, nie były szczególnie długie. Pewnie, gdyby nie Lilka, która dzielnie mi towarzyszyła, to zaplecze zawodów nie miałoby dla mnie takiego znaczenie, ale z małym dzieckiem ma się sporo rzeczy, które fajnie gdzieś zostawić na czas oglądania rywalizacji. W którymś momencie dnia trzeba coś zjeść, gdzieś przewinąć pieluszkę, gdzieś postawić wózek, kiedy latorośl zaśnie i gdzieś pozwolić dziecku samodzielnie pobrykać i odreagować, kolejne godziny spędzone grzecznie na przyglądaniu się przejazdom, co dla małego człowieka jest nie lada wyzwaniem. Zaplecze organizacyjno-logistyczne dla rodzica z dzieckiem okazuje się więc równie ważne, co same konkursy!

14105_900x675

Źródło: cavaliada.pl

Kolejnym plusem Cavaliady była fajna, dobrze przemyślana i zaplanowana konferansjerka. W końcu usłyszałam na zawodach coś więcej niż imię konia i nazwisko zawodnika wchodzącego na parkur, a przy tym nie musiałam wysłuchiwać ani kiepskich żartów, ani mocno hermetycznych wstawek praktycznie nie zrozumiałych dla osób z poza wąskiego środowiska zawodników. To był kawał solidnej roboty ze strony prowadzących. Konferansjer mówił dużo i ciekawie, o samych zawodnikach, o ich osiągnięciach i planach na nadchodzący sezon, o koniach, czy o zasadach przeprowadzania kolejnych konkursów. Czasem żartował, ale te żarty były w dobrym guście i wyważone. Na prawdę fajnie się tego słuchało. Wspaniałe były komentarze podczas Dressage Cup, doczekałam się zawodów, podczas których organizatorzy wzięli pod uwagę, że na widowni mogą siedzieć nie tylko sami eksperci danego sportu i dyscypliny. I to z myślą o nich, podczas rozgrzewki przed pierwszą prezentacją, konferansjer opowiedział o tym, na co widzowie powinni zwrócić uwagę, jakie elementy wystąpią w programach, czy co oceniają sędziowie. Tę wiedzę sukcesywnie uzupełniał w przerwach pomiędzy kolejnymi zawodnikami, mówił w sposób zrozumiały i ciekawy, jego ton nie był lekceważący, a dobór informacji na prawdę znakomity, dzięki nim nawet laik zrozumiałby z grubsza, na co patrzy. Mogę powiedzieć jedno: Wow, chapeau bas, Cavaliado! Pierwszy raz byłam na zawodach, które z przyjemnością oglądali nie tylko końscy pasjonaci, ale i osoby, które z jeździectwem niewiele mają wspólnego, a na widownię trafiły chcąc najzwyczajniej w świecie w atrakcyjny i oryginalny sposób spędzić weekend.

Źródło: cavaliada.pl

To nastawienie na szeroką publiczność widać też w doskonałej promocji Cavaliady w mediach, przed i w trakcie trwania zawodów. Widać w social mediach, podejściu do widzów, wiem, bo sprawdzałam na własnej skórze. Dwukrotnie pisałam do organizatorów, by dopytać o sprawy logistyczne związane z uczestnictwem Lilki i dwukrotnie uzyskałam szybką, rzeczową i bardzo miłą odpowiedź. Ta postawa z pewnością procentuje, wszak bilety na sobotę i niedzielę zostały wyprzedane już tydzień wcześniej, a na Torwarze, przynajmniej w niedzielę, były na prawdę tłumy. Obejrzyjcie przejazdy z rozgrywki Grand Prix, na widowni praktycznie nie ma wolnych miejsc!

Rozczarowania podczas Cavaliady miałam dwa. Pierwsze to niezbyt imponująca „Strefa Dziecka”, o której przeczytać można było na stronie wydarzenia mocno zachęcający opis. Strefa okazała się w rzeczywistości niewielkim kącikiem z bodajże dwiema paniami malującymi chętnym maluchom twarze i dwoma pluszowymi kucykami na kółkach, na których dzieciaki mogły pojeździć pod okiem opiekunek. Fajnie, ale trochę mało, spodziewałam się, że strefa będzie większa i ciekawsza, szczególnie, że dzieci w wieku przedszkolno-wczesnoszkolnym było sporo, bo oczywiście na maty edukacyjne, klocki i zabawki dla takich małych robaczków, jak Lilka nie liczyłam, bo oczywiście była ich na zawodach garstka. Drugim sporym rozczarowaniem były dla mnie targi. Nie mam tu zastrzeżeń oczywiście do samych organizatorów, bo przestrzeń na targi była dobrze zorganizowana, a stoisk i wystawców sporo. Po cichu jednak spodziewałam się, że zobaczę więcej ciekawych produktów, może więcej promocji i atrakcji dla kupujących. Mocno nastawiałam się na te targi jako sporą atrakcję, a przed wyjazdem mąż prosił mnie, żeby broń Boże nie zabierała ze sobą karty do bankomatu. A tymczasem karty wcale nie użyłam, chociaż miałam ją w zanadrzu. Oferta targowa nie była, ani szczególnie atrakcyjna, nie licząc kilku stoisk, w tym na przykład SPA Sport, gdzie można było kupić bryczesy za 100pln czy frak za 150pln (niestety nie załapałam się już na te z pełnym lejem w moim rozmiarze), ani zaskakująca. Wyjątkiem było tu stoisko Smakołyków dla Koni, gdzie można było spośród na prawdę nietypowych smaków skomponować wiaderko łakoci dla konia w jednym z trzech rozmiarów. Do Krakowa zamiast z siatami zakupów, wróciłam więc z wiadrem przysmaków, skarpetkami ze stoiska z gadżetami Cavaliady i pluszowym konikiem kupionym na stoisku Fundacji Stworzenia Pana Smolenia.

14100_900x675

Źródło: cavaliada.pl

Te dwa małe rozczarowania pękają oczywiście pod ciężarem moich zachwytów nad Cavaliadą. To było po prostu fantastyczne, emocjonujące widowisko, fajnie zorganizowane, dobrze poprowadzone i równie dobrze rozreklamowane. Apetyt miałam wielki, a Cavaliada w pełni zaspokoiłam mój głód wrażeń i emocji.  Szkoda tylko, że nie udało się wygrać mojej faworytce, zawodniczce reprezentującej barwystadniny moich marzeń SK Ciekocinko – Sandrze Piwowarczyk-Bałuk. Zabrakło niewiele – Sandra była druga, zaraz po Jarosławie Skrzyczyńskim, ale jechała pięknie, a Chabento miał chyba skrzydła. Jarosław Skrzyczyński zgarnął wszystko, wygrywając nie tylko Grand Prix, ale i cały Tour, a Sandra wylądowała w ogólnej klasyfikacji Cavaliady na trzecim miejscu za Mściwojem Kieconiem. Sam parkur Grand Prix był bardzo trudny, ciasny i techniczny, niewielu zawodnikom udało się przejechać go na czysto, tym większe, były emocje i radość, kiedy dwójka naszych rodaków zgarnęła oba najważniejsze miejsca.

Źródło: cavaliada.pl

Z równym zainteresowaniem, co Grand Prix, chociaż może nie z tak zapartym tchem, oglądałam konkursy dziecięce. Kucyki były oczywiście wspaniałe, bo to prawdziwe sportowe maszyny, czy raczej maszynki. Wśród małych jeźdźców sporo było jednak siłowego, sztywnego jeżdżenia, ale byli i w tej kategorii tacy, na których styl jazdy patrzyło się z przyjemnością. Oczywiście łatwo się wymądrzać z perspektywy bezpiecznych trybun, albo domowego zacisza, a inaczej sprawa wygląda, jak samemu się staje na parkurze przed wielką publicznością i sporym wyzwaniem do przejechania. Stawka jest wysoka, marzenia i chęci, a co za tym idzie presja – ogromne. W takiej sytuacji niejednego dorosłego mogą zjeść nerwy, a co dopiero dziecko. Styl jazdy może wynikać oczywiście w dużej mierze z tych nerwów, niemniej jednak, obiektywnie stwierdzam, że sporo było na Cavaliadzie Future sztywności, mocnego jeżdżenia na wodzy i odgiętych końskich kręgosłupów, chociaż część dzieciaków jeździła fajnie i mimo ogromnej presji  poszanowaniem końskiej biomechaniki.

14099_900x675

Źródło: cavaliada.pl

Po niedzielnym pobycie na Torwarze, wszystkim tym, którzy przegapili zakończony właśnie Cavaliada Tour, z ręką na sercu polecam kolejną edycję. Ta impreza daje nadzieję na to, że jeździectwo w Polsce może wzbudzać emocje, przyciągać i zaciekawiać. Przejazdy ogląda się z zapartym tchem, a strona organizacyjna to kawał solidnej roboty. Już dziś zaczynam odliczać dni do września, bo chociaż sam organizator nie podał jeszcze takiej oficjalnej informacji, to zgodnie z kalendarzem MZJ, wtedy odbędzie się impreza z serii Cavaliada Tour…w Krakowie!

6 Comment

  1. Arentum says: Odpowiedz

    super impreza! byłam i widziałam. a gdzie można było cię spotkać, bo się nie załapałam na autograf 😛

    1. Kaja says: Odpowiedz

      Miejsce miałam w sektorze E, ale sporo się kręciłam. :)

  2. Daria says: Odpowiedz

    Kaja nie musisz czekać do września, w lipcu ma być Cavaliada w Kołobrzegu :-)
    PS. ja z koleżanką Cię spotkałyśmy, ale jakoś głupio nam podejść i zagadać, bo nie byłyśmy pewne;-) następnym razem naklej sobie proszę jakieś logo ” galopem.org” to wtedy się spotkamy 😉

    1. Kaja says: Odpowiedz

      Trzeba było podejść koniecznie! :) Następnym razem uzbroję się w logo Galopowe. 😉 Kołobrzeg trochę daleko, ale w sumie czemu nie? 😉

  3. Monika says: Odpowiedz

    Na stronie PZJ podano że Cavaliada w Krakowie będzie 27.10-30.10.2016
    http://pzj.pl/wydarzenia/zawody-szczebla-centralnego/2016

    1. Kaja says: Odpowiedz

      Już nie mogę się doczekać! )

Dodaj komentarz