Tajemnica dobrego najazdu

DSC_0405

Razem z Fabianem podczas naszych ostatnich treningów na nowo odkrywamy skoki, o czym pisałam już ostatnio. Fifi zaczął na prawdę cieszyć się tym elementem treningu, korzystać z mojego zaufania, nabierać odwagi i odkrywać własne możliwości – pracę zadu czy okrągłą szyję, a przede wszystkim myśleć i współpracować ze mną. Ja ze swojej strony przestałam skupiać się na samym skoku, na wpędzeniu Siwego w przeszkodę i na walce o przetrwanie podczas lotu nad nią. Wreszcie zrozumiałam, że nie o sam skok chodzi, a o najazd. Skok to w dużej mierze zadanie konia i jego w tym głowa, by faktycznie „pokonać przeszkodę”. Jeździec powinien skoncentrować się na najeździe, który jest faktycznym kluczem do sukcesu. Prawidłowy, równy najazd w tempie i równowadze to zadanie dla jeźdźca i gwarancja dobrego skoku. Dobry najazd nie bierze się oczywiście znikąd i składa z kilku elementów.

Aktywne tempo

Podstawą dobrego najazdu na przeszkodę i samego skoku jest aktywne tempo. Koń potrzebuje impulsu i energii, żeby móc się wybić. Kto nie dowierza, niech samodzielnie (na własnych nogach, a nie końskich) spróbuje skoczyć dowolną przeszkodę ze „stępa” i z „kłusa”. Oczywiście, jeśli najeżdżamy na stacjonatę 60 cm to tego impulsu trzeba mniej niż przy okserze wysokim na półtora metra, ale dobrze jest od początku wyrabiać w sobie odpowiedni nawyk. Nawet na najniższe przeszkody się najeżdża, a nie człapie, bo człapiąc i 60 cm nie przeskoczymy bez zrzutki, bo koń zwyczajnie nie będzie przeszkody szanował. Przy dobrym tempie łatwiej jest też koniowi wykonać nieco dłuższy skok, jeśli zajdzie taka potrzeba, bo odległość nie będzie pasowała idealnie. Pół metra w jedną czy w drugą przy mocnym najeździe nie robi większej różnicy, przy żółwim tempie jest doskonałym powodem do spłynięcia przed przeszkodą. Tak przynajmniej uważa Siwy.

Najazd to nie wpędzanie konia w przeszkodę

Dobrego tempa nie można jednak mylić z odpalaniem wrotek, zagryzaniem wędzidła i leceniem na łeb na szyję. Koń, który pędzi przed siebie bez ładu i składu, zazwyczaj wiesza się na przodzie i przenosi ciężar ciała na przednie nogi, a z takiej pozycji nie da się oddać czystego i poprawnego skoku. Taki pędzący koń zazwyczaj nie jest również na pomocach…

Koń na pomocach

… a powinien na nich być bez względu na to, czy tematem treningu są skoki czy ujeżdżenie. Jeździec podczas pracy powinien mieć konia pod sobą, zamkniętego pomiędzy łydkami, na delikatnym kontakcie, czekającego na odpowiedni sygnał. Podczas skoków koń na pomocach z łatwością i w równowadze wyjeżdża zakręt, nie kładzie się przy tym na łydce, nie szuka ucieczki po wyjechaniu łuku, bo dosiad i łydki jeźdźca wskazują mu kierunek i stojące przed nim zadanie – przeszkodę, a delikatny kontakt na wodzach zachęca do odważnego skoku. Koń, który nie ma oparcia ze strony jeźdźca, który nie jest na pomocach, będzie spływał przed przeszkodą, gonił węża i kładł się na łydce, czyli wykonywał wszystkie najważniejsze numery z repertuaru, który Siwy prezentuje, kiedy ja nie wykonuje swojej części pracy poprawnie.

Zakręt

Wydaje się, że dla pary, która osiągnęła poziom wyszkolenia pozwalający na włączenie do treningu skoków, wyjechanie zakrętu nie powinno być niczym trudnym. A jednak. Wielu jeźdźców zakręty ścina, wyjeżdża kwadratowo i sztywno, a w efekcie na prostej, na dwie trzy foule przed skokiem, zamiast spokojnie wyprostować konia, próbuje zepchnąć go na właściwy tor albo ratować sytuacje poszarpując za wodze, a tym samym dodatkowo zaburza swojemu wierzchowcowi równowagę, albo naprowadza go na przeszkodę pod ukosem. W przypadku stacjonaty to jeszcze przejdzie, ale jeżeli stoi przed nami szereg, to taki źle wyjechany łuk jest gwarancją porażki. Wiem, bo sprawdzałam. Wielokrotnie. Dobry, okrągły zakręt przejechany w tempie i równowadze to podstawa.

Wyprostowanie

Kiedy już szczęśliwie wyjedziemy zakręt pozostaje nam wyprostować konia i dojechać do przeszkody. Moim najczęstszym błędem podczas wyprostowania czy raczej jego prób jest zbyt mocne działanie wodzy, a tymczasem konia powinniśmy prostować za pomocą łydek a nie rąk. W efekcie zamiast naprowadzić Siwego na przeszkodę umożliwiam mu wypadnięcie łopatką i spłynięcie przed nią. Wyprostowanie konia przed przeszkodą ułatwia pewien bajecznie prosty trik – patrzenie przed siebie. Patrząc na wprost, a nie na samą przeszkodę automatycznie zachowujemy poprawną sylwetkę, siadamy w siodle, prostujemy się i rozluźniamy, koncentrujemy na celu, na kierunku a nie na ustawionym przed nami drągu. Bardzo częstym błędem jest spuszczanie wzorku pod nogi konia, koncentrowanie go na samej przeszkodzie, a przecież koń zawsze zawiezie nas tam gdzie patrzymy!

Równowaga

Ogromnie ważna jest równowaga podczas najazdu na przeszkodę. Zadaniem jeźdźca jest takie balansowanie własnym ciężarem ciała i taka postawa przed samą przeszkodą, by koniowi możliwie ułatwić skok. Koń powinien najeżdżać na przeszkodę spokojnie i w równowadze, z ciężarem przeniesionym na zad, z lekkim przodem, który z łatwością odbije się przed przeszkodą, a im ta przeszkoda wyższa i trudniejsza tym mocniej koń musi podstawić zad, by ją pokonać bez zrzutki. To oczywiście rola jeźdźca, który po przejechaniu zakrętu powinien konia wyprostować i „wziąć na siebie”, pomóc mu przenieść ciężar na zad, a przy tym nie zaburzać jego równowagi. Każde pociągnięcie za wodze, każda niespodziewana i niepotrzebna zmiana pozycji tę równowagę psuje i tym samym utrudnia skakanie, czy skłania konia do wyłamania. Podobnie działa zbyt wczesne wychodzenie do skoku i obciążanie przodu, co w ostatnim, kluczowym momencie dodatkowo utrudnia wybicie.

Czytelny sygnał albo niewtrącanie się

Ostatnim elementem dobrego najazdu jest czytelny sygnał do wybicia. Powinien być jednoznaczny dla konia i pewny. Bez względu na to, czy prosimy konia o skrócenie wykroku, wydłużenie go przed przeszkodą, czy o wcześniejszy skok, nasz sygnał musi być zrozumiały dla konia, a my musimy być pewni naszej decyzji. Ja sama mam często problem z oceną sytuacji, jeśli odległość nie pasuje nam idealnie. Czasu na zastanowienie jest mało i jeśli po wyprostowaniu Siwego wciąż się waham, to wiem, że lepiej się nie wtrącać i pozwolić Fabianowi samemu pomyśleć i podjąć decyzję, niż dawać mu sprzeczne sygnały i zmieniać zdanie w ostatniej chwili.

Spokój i koncentracja

Wisienką na torcie dobrego najazdu na przeszkodę są – jak zawsze w przypadku jeździectwa – spokój i koncentracja. Nerwy, usztywnianie się, podejmowanie sprzecznych decyzji to wszystko prowadzi do niechlujnych skoków, wyłamań i błędów. Koń zawsze wie, czy jego jeździec jest spokojny, pewny i skoncentrowany, a przynajmniej Siwy zawsze to wie. Daje z siebie wszystko, jeśli tylko ja jestem rozluźniona i skupiona, a zaczyna kombinować, kiedy ja denerwuję się, usztywniam i miotam. Skoki to specyficzny i wbrew pozorom bardzo złożony element treningu. Na dobry skok składa się wiele czynników – impuls, tempo, najazd, sposób wyjechania zakrętu, wybicie, odpowiednie balansowanie ciałem jeźdźca czy wyjechanie do przodu po przeszkodzie, a czasu na podejmowanie poszczególnych decyzji jest bardzo mało. Podczas najazdu piętrzą się pytania: w którym miejscu skręcić w stronę przeszkody? pasuje czy nie pasuje? najeżdżamy krzywo, prostować czy jechać? dodać czy skrócić? wybić się wcześniej? Łatwo też o efekt domina, bo jedna zła decyzja generuje kolejne trudności, krzywo wyjechany łuk utrudnia wyprostowanie, słabe tempo powoduje niechlujny skok. Dużo łatwiej odnaleźć się w tym wszystkim, nie dając się ponieść emocjom. Spokój i pewność jeźdźca udzielają się koniowi, zapewniają mu poczucie bezpieczeństwa i dodają pewności siebie, zachęcają do skoku. Jeśli tylko jestem skoncentrowana i zrelaksowana, nie daję się ponieść emocjom i nerwom, to Fabian skacze chętnie, w rozluźnieniu i z głową, nie szuka ucieczki, nie kombinuje, myśli podczas skoków i traktuje pracę na przeszkodach jak nagrodę, a nie przykry obowiązek!

Czas na mały rachunek sumienia. Fakt, że w końcu odkryłam, co jest istotą dobrego skoku, nie oznacza, że udało mi się zwalczyć wszystkie swoje złe nawyki. Do ideału wciąż mi bardzo daleko, a co gorsza często zdarza mi się nieświadomie powtarzać te same błędy, a im bardziej się tym złoszczę i spinam, tym więcej ich popełniam. Poniżej dzielę się z Wam fotograficzną listą swoich złych nawyków i błędów najczęściej popełnianych podczas najazdów.

DSC_0735

Koń zawiezie Cię tam, gdzie patrzysz? Dobrze, że się nie zatrzymał… A do tego siedzę krzywo i ciągnę za wewnętrzną wodzę zamiast zamknąć Siwego w łydkach.

DSC_0730

Źle wyjechany zakręt, nerwówka na prostej i próby wyprostowania Siwego na wodzach, za mocne działanie wewnętrznej zawsze skutkuąj tym samym – zgrabnym spłynięciem przed przeszkodą. A do tego wzrok skierowany pod nogi konia, łydki każda gdzie indziej i ciężar ciała na przodzie. Prawdziwy festiwal błędów…

DSC_0763

Ani to pełny siad ani półsiad jakaś dziwna kreatura, ramiona spięte i łydki nie trzymają konia i znowu mamy prostą drogę do spłynięcia przed przeszkodą.

DSC_0760

No i na deser takie kwiatki. Niby wszystko ok, przejechaliśmy zakręt, jedziemy na wprost, ale cała gór spięta i nachylona do przodu, wodze kurczowo trzymane, łydka w dziwnej pozycji. To najlepszy przykład nerwowego, chaotycznego najazdu, a spięty i zestresowany jeździec nie zachęca do skoku, nie dodaje odwagi i nie ułatwia koniowi życia.

 Więcej grzechów nie pamiętam…albo nie mam ich na zdjęciach!

 

1 Comment

  1. brown says: Odpowiedz

    super blog!
    ja zapraszam na mojego konikowyswiat.blog.pl

Dodaj komentarz