Skaryszewskie Wstępy

z21464344IH,Jarmark-konski-w-Skaryszewie

Fot. Andrzej Michalik/ Agencja Gazeta; Źródło: wiadomości.gazeta.pl

Skaryszewskie Wstępy to jest temat mocno kontrowersyjny. Są ci, którzy twierdzą, że Wstępy to zlot miłośników koni, ważna tradycja i nieodłączny element jeździeckiej spuścizny, są też i przeciwnicy końskich targów. A wśród nich tacy, którzy wspierają fundacje w zbieraniu środków na wykup koni i tacy, którzy wykupują je sami własnym sumptem. Tacy, którzy twierdzą, że chociaż Skaryszew to piekło na ziemi, to kupowanie tam koni tylko napędza handlarską koniunkturę. I wreszcie tacy, którzy twierdzą, że Skaryszew jest, był i będzie, tak jak konina jako mięso jest, była i będzie, warunki na targu uległy w ostatnich latach dużej poprawie, a fundacje nagłaśniają temat, żeby wypełnić sobie kieszenie datkami od łatwowiernych miłośników kucyków.

Ja sama mam na temat Skaryszewa opinię jednoznacznie negatywną, ale równocześnie trudno mi utożsamiać się z jedną tylko grupą przeciwników Wstępów, a że w ostatnim czasie w mediach i to nie tylko końskich rozgorzał spór, to chciałam do tematu dorzucić swoje trzy grosze i podzielić się swoją opinią. Na wstępie chciałabym jednak zaznaczyć, że nie byłam w Skaryszewie ani w tym roku, ani w poprzednich latach, postaram się jednak odwoływać do relacji nie tylko centaurusa czy innych fundacji, ale bardziej niezależnych opinii czy zdjęć i nagrań, tak by nikt nie mógł zarzucić mi że ulegam „fundacyjnej propagandzie”.

Zacznijmy od tego, że stanowczo i z całą mocą twierdzę, że Skaryszewskie Wstępy powinny być zlikwidowane. Nie dlatego że uważam konie za lepsze zwierzęta niż kury, krowy czy świnie (przychylam się zresztą do opinii, że status zwierzęcia „rzeźnego” lub „towarzyszącego” jest stricte kulturowy, a to oznacza, że nie jest definitywny i jednoznaczny, zwierze, które w jednym miejscu na świecie jest przyjacielem albo świętością w innym może być równie dobrze kawałkiem mięsa), ale dlatego że uważam handel żywymi zwierzętami w sposób w jaki odbywa się w naszym kraju za barbarzyński i naganny. Nie chodzi tylko o Skaryszew i nie chodzi tylko o konie, chodzi o świnie pakowane do worków, o kury upchnięte w klatkach tak małych że nie mogą się obrócić, o cielaki przewożone w otwartych przyczepach, o bicie, szarpanie, krzyki, pijackie burdy i całą resztę skandalicznych zachowań, które zdarzają się na targach zwierząt rzeźnych.

z21464358IH,Jarmark-konski-w-Skaryszewie

Fot. Andrzej Michalik/ Agencja Gazeta; Źródło: wiadomości.gazeta.pl

 

Skaryszewski targ zaczyna się nocą. Konie zwożone są przyczepami, z których przynajmniej część nie spełnia wszystkich standardów, są przerażone, brudne, zaniedbane, przywiązane zbyt ciasno i zbyt gęsto. Handel odbywa się w oparach wódki, a  same konie są szarpane, kopane i bite. Możecie mówić, że jest lepiej niż było, że handlarze nie są tak brutalni przy załadunku, jak kilka lat temu, że konie rzadziej dostają razy ot tak dla popisania się, wywołania fali śmiechu i podniesienia swojego pijackiego ego, że na miejscu są policja i weterynarz. I to wszystko prawda. Tyle że to, że jest lepiej niż było 5 czy 10 lat temu, nie znaczy, że jest dobrze i nie znaczy też, że nie jest już skandalicznie. Sam fakt, że to wszystko zaczyna się w nocy, że przerażone i spanikowanie konie są przywiązane jeden obok drugiego, często bez dostępu do wody, klacze są rozdzielane ze źrebakami, a wszystko dzieje się w rubaszno-pijackiej atmosferze jest dla mnie skandaliczny. Proszę Was, obejrzyjcie zdjęcia i zastanówcie się na spokojnie bez używania argumentów „brudny koń niekoniecznie musi być zaniedbany, a przerośniete kopyta maja i konie szkółkowe”, czy ten sposób handlu zwierzętami jest faktycznie humanitarny i potrzebny w dzisiejszych czasach.

Są wprawdzie źródła które twierdzą, że „wbrew hi­ste­rycz­nej nar­ra­cji pro­wa­dzo­nej od kil­ku ty­go­dni w wie­lu me­dia­ch przez śro­do­wi­ska obroń­ców zwie­rząt usi­łu­ją­cy­ch przed­sta­wić ten je­den z naj­bar­dziej roz­po­zna­wal­ny­ch jar­mar­ków w Europie ja­ko are­nę bar­ba­rzyń­stwa, rze­zi i znę­ca­nia się nad koń­mi te­go­rocz­ne Wstępy prze­bie­ga­ły w spo­koj­nej at­mos­fe­rze bra­ku po­waż­niej­szy­ch in­cy­den­tów (je­den ku­la­wy koń!) czy nie­bez­piecz­ny­ch zda­rzeń. (…) Jak moż­na za­ob­ser­wo­wać wie­lo­wie­ko­wa tradycja i spu­ści­zna kul­tu­ro­wa har­mo­nij­nie wkom­po­no­wu­je się w no­wo­cze­sno­ść da­jąc na­dzie­ję na  po­myśl­ną kon­ty­nu­ację te­go je­dy­ne­go w swo­im ro­dza­ju wy­da­rze­nia no­szą­ce­go w na­szym od­czu­ciu  zna­mio­na dzie­dzic­twa na­ro­do­we­go.” To fragment komunikatu PZHK opublikowanego w Świecie Koni. Dla mnie trochę straszny, trochę śmieszny. Można nie być przeciwnikiem Wstępów, ale opisywanie ich w tym patetycznym tonie i przedstawianie jako wydarzenia noszącego znamiona dziedzictwa narodowego, stawia Wstępy w jednym rzędzie z janowskimi aukcjami arabów. A to już gruba przesada. Zresztą sami oceńcie, abstrahując już od kwestii dobrostanu koni, czy panowie na filmie przeszkadzający neutralnie nastawionej dziennikarce Superstacji i naruszający jej nietykalność cielesną reprezentują wielowiekową tradycję i spuściznę kulturową harmonijnie wkomponowując się w nowoczesność. Dla mnie nie.

Materiał Superstacji

W tym roku do Skaryszewa zajechali przedstawiciele wielu fundacji – Centaurusa, Tary, Benka, Przystani Ocalenie i innych. Wszyscy w jednym celu, wykupić jak najwięcej koni i uratować jak najwięcej z tych, które trafić mogą w jedno tylko miejsce. Jeszcze przed Wstępami fundacje organizowały zbiórki pieniędzy i zaplecze logistyczne, wszystko po to by uratować jak najwięcej zwierząt. I faktycznie udało się, chociaż różne źródła podają różne liczby, jedno jest pewne, spora część spośród koni wystawionych na sprzedaż trafiła w bezpieczne miejsce pod skrzydła tej czy innej fundacji. Jest też równocześnie pewne, że spora liczba spośród tych, których fundacje wykupić nie dały rady trafiła lub trafi pod nóż – we Włoszech, albo jeśli miały więcej szczęścia w Rawiczu albo innej polskiej rzeźni. O te konie zresztą fundacje walczą dalej, próbując odnaleźć je wśród handlarzy i w tuczarniach. Kilka takich koni, które wyjechało ze Skaryszewa udało się jeszcze wytropić i odkupić.

I tu pojawia się głos wszystkich tych sceptyków, którzy wprawdzie są przeciwni Wstępom, ale równocześnie są też przeciwni działaniom organizacji prozwięrzecych wykupujących konie. Taki jak choćby ta wypowiedź, czy wiele innych wypowiedzi w podobnym tonie szeroko udostępnianych w mediach społecznościowych.

Jest to oczywiście głos twardego, merytorycznego rozsądku. Popyt nakręca podaż, a kupowanie koni od handlerzy nabija im kabzę i nakręca koniunkturę. Zgadzam się, że kupowanie koni w Skaryszewie w ramach walki ze skandalicznym traktowaniem zwierząt, sprzedażą koni na mięso i Wstępami w ogóle, to trochę jak kupowanie wódki w ramach zwalczania alkoholizmu. W świetle prawa rynku to nie może działać. Trudno się z tym nie zgodzić, tyle że w tym wypadku nie mówimy o przedmiotach tylko o żywych zwierzętach, a walka ze Skaryszewem poprzez fundacyjny bojkot targów oznaczałaby skazanie całej stawki wystawionych tam przez kolejne lata koni na rzeź. Założę się, że działacze wykupujący konie robią to z bolesną świadomością, że świata w ten sposób nie zmienią, ale równocześnie z krzepiącym poczuciem, że w ten sposób zmieniają świat dla każdego z wykupionych koni. W podobnym tonie wypowiadała się zresztą Ewa Mastyk (prezes zarządu Centaurusa) przy okazji dyskusji na temat koni z Morskiego Oka, prosząc o rozsądek, walkę z przemocą wobec koni na szlaku, z ich przeciążaniem i eksploatacją, ale równocześnie o ochronę tych koni, o nieskazywanie ich na rzeź, poprzez całkowitą likwidację wozów. Fundacje swoimi działaniami wspierają oczywiście koniunkturę, ale równocześnie ratują życia.

z21464349IH,Jarmark-konski-w-Skaryszewie

Fot. Andrzej Michalik/ Agencja Gazeta; Źródło: wiadomości.gazeta.pl

 

I robią coś jeszcze, w moim mniemaniu równie ważnego, jak ratowanie poszczególnych koni – mówią głośno o tym, co dzieje się w Skaryszewie. Poruszają niebo i ziemię, ogólnopolskie media i ludzi, których konie na codzień zupełnie nie interesują. Budują presję społeczną. W Skaryszewie i na wszystkich innych targach zwierzęcych (nie tylko końskich!) jest lepiej niż 5 czy 10 lat temu nie dlatego że handlarze nagle złagodnieli, nie dlatego że hodowcy zaczęli nagle kierować się dobrostanem zwierząt, nie dlatego że władze postanowiły zająć się sprawą, ale dlatego że fundacje i organizacje prozwierzęce z roku na rok mówią coraz głośniej o problemie, coraz więcej dokumentują, coraz więcej publikują, protestują, przebijają się do coraz większych mediów z coraz bardziej stanowczym sprzeciwem. To dzięki ich działaniom kontrola weterynaryjna czy policyjna, chociaż wciąż pozostawia wiele do życzenia, jest lepsza niż kilka lat temu. I to właśnie dzięki nim i dzięki ich nagłaśnianiu problemu i wywieraniu presji, w tym roku paradoksalnie mimo wykupywania przez nich koni, na Skaryszewskim targu pojawiło się ich mniej niż w zeszłym roku.

Walka o prawa zwierząt, o ich humanitarne traktowanie, o dobre, ludzkie warunki życia i śmierci zwierząt rzeźnych z całą pewnością nie jest łatwa i nie jest jednoznaczna. Ja sama wierzę, że walka o każde jedno zwierze ma sens i zmienia świat, może nie cały świat, ale z pewnością świat tego zwierzęcia. Wiem, bo sama drapałam dzisiaj za uchem takiego jednego, któremu ktoś podarował szansę na normalność, na dobre traktowanie, na wiadro marchewek, drapanie za uchem i na spokojne, końskie życie. Jeszcze większy sens ma praca u podstaw, walka o poprawę warunków dla tych wszystkich, których wykupić się nie da. I to też jest dziełem działaczy, aktywistów, stowarzyszeń i fundacji, a po trosze też i nas wszystkich, którzy wsparliśmy tę ideę przelewem albo smsem. To, co udało się osiągnąć w Skaryszewie w tym roku, to kolejny mały wielki krok w stronę humanitarnego traktowania zwierząt, również tych, które trafią do rzeźni i to też kolejny krok w stronę zlikwidowania Wstępów. A przynajmniej taką mam nadzieję.

I za to przed Fundacjami które były tam w tym roku, na czele z Centaurusem, który jest mojemu sercu szczególnie bliski z wiadomych względów, totalnie chylę czoła. Jesteście wielcy!

2 Comment

  1. weia says: Odpowiedz

    „Na wstępie chciałabym jednak zaznaczyć, że nie byłam w Skaryszewie ani w tym roku, ani w poprzednich latach”
    „Konie zwożone są przyczepami, z których przynajmniej część nie spełnia wszystkich standardów, są przerażone, brudne, zaniedbane, przywiązane zbyt ciasno i zbyt gęsto. Handel odbywa się w oparach wódki, a same konie są szarpane, kopane i bite”
    Dziękuję, wystarczy. Nigdy tam Pani nie była, a jednak jako pewnik przedstawia Pani takie akapity. Zdjęcia? Filmy? To zawsze jest rzeczywistość wybiórcza, fragmenty wybrane dla nas przez kogoś. Nie wydaje mi się, żeby dało się wypowiadać na takiej podstawie, nie ulegając takiej czy innej „propagandzie”.
    Przechodząc jednak do meritum, walka o zamknięcie targu w Skaryszewie, to nie walka o godność zwierząt, tylko o zamiecenie wszystkiego pod dywan. Jeżeli handlarz jest rzeczywiście pijakiem i źle traktuje konie, to czy robi tak tylko na targu? Nie. Jeśli źle traktuje swoje zwierzęta, to będzie je źle traktował gdziekolwiek one będą. Jeśli chce on konia sprzedać, to go sprzeda, jak nie na targu, gdzie ma okazję kupić go nie tylko rzeźnik, to do handlarza bezpośrednio. Jeśli koń miał trafić na rzeź, to i tak tam trafi. Czy nie lepiej, jeśli odbywa się to publicznie, tak, że do tego można mieć jakąś nad tym kontrolę i okazję, żeby ludzi uświadamiać?
    Przytoczyła Pani przykład z kurami, które są nie najlepiej, że tak to ujmę, traktowane. To prawda. Tylko, że zapominamy tu o tym, jak te kury traktowane są na co dzień, na kurzych fermach. Małe klatki, stłoczone kury, i tak przez całe życie, nie tylko jeden targ na którym taka kura będzie sprzedana. To, że zamkniemy oczy, nie sprawi, że ta rzeczywistość zniknie. A zabronienie takich publicznych targów to, dla mnie, tylko zamknięcie oczu.
    Nie po raz pierwszy w tym poście przytacza Pani argument, że warto walczyć o każde końskie życie, podając jako dowód Fabiana, który ma szczęście się spełniać jako koń wierzchowy, zamiast włoska potrawa. Tak, Fabian miał(i nadal ma) wielkie szczęście. Ale będę okrutna. Ponieważ, tak jak Pani powiedziała, popyt napędza podaż. Co to oznacza? Tyle, że gdzieś tam, na świat przyszedł inny koń. Koń, który zajmie miejsce Fabiana na włoskim talerzu, którego może nikt nigdy nie drapał za uchem. Bo tak naprawdę nic się nie zmieniło, tyle, że inny koń pójdzie na rzeź, koń, którego inaczej może wcale by nie było. Jeszcze mogę zrozumieć jakieś argumenty w przypadku koni wierzchowych, które nie były hodowane na rzeź, a jedyny powód dla którego tam trafiły jest taki, że z jakiegoś powodu znalazły się w sytuacji, w której nie są dla nikogo zbyt wiele warte. Ale wykupywanie przez fundacje zwierząt rzeźnych – zimnokrwistych koni, które niestety po to tylko się urodziły, żeby trafić na rzeź, nie ma dla mnie absolutnie żadnego sensu. W takiej sytuacji jeśli był popyt na X koni do Włoch, a fundacje chętnie kupią jeszcze Y, to zwyczajnie „wyprodukowanych” zostanie X+Y koni, bo to jest już czysty biznes.

  2. Argentum says: Odpowiedz

    Niestety, muszę się nie zgodzić. Znam sporo osób, które stare, słabe, chore konie sprzedają na targach jako „konie na rzeź”, po to by fundacja się zainteresowała i rzeczone zwierzę odkupiła, drożej niż gdyby właściciel spróbował je normalnie sprzedać.

Dodaj komentarz