Pierwsze wrażenia z Rio czyli kilka słów o krosie

dM2xLkbC

Myślę, że każdy miłośnik jazdy konnej przynajmniej jednym okiem śledzi olimpijskie rywalizacje jeźdźców. Olimpiada to w końcu taka wisienka na torcie sportu w ogóle. Można nie interesować się daną dyscypliną, albo nawet nie interesować się sportem w ogóle, a i tak śledzić newsy czy ciekawostki dotyczące zmagań olimpijskich i kibicować naszym reprezentantom. Ja sama jeździectwem jako sportem interesuję się umiarkowanie, większości zawodników nawet nie znam, nie śledzę z zapartym tchem kolejnych rywalizacji, chociaż chętnie czytam relacje, jeśli mam okazję jeżdżę na zawody i mam kilku swoich ulubionych zawodników, którym kibicuję i których obserwuję. Jeździectwo na Olimpiadzie oczywiście śledzę przynajmniej z grubsza, bo Olimpiada to w końcu Olimpiada i chociaż rywalizacja jeszcze trwa, mam już jakieś swoje spostrzeżenia którymi chętnie się z Wami podzielę. Zacznijmy chronologicznie, czyli od tych związanych z wydarzeniami na krosie.

mRsJ8dn2

Źródło: http://www.rio2016.com

WKKW było oczywiście dyscypliną, którą śledziłam z największym zainteresowaniem, wiadomo, w końcu w niej jako jedynej spośród jeździeckich konkurencji mieliśmy swojego reprezentanta. Kwalifikację na Olimpiadę uzyskał Paweł Spisak ze swoim  fantastycznym koniem Banderasem i chociaż nie spodziewałam się oczywiście, że ta para wywalczy miejsce na podium, wiernie trzymałam za nich kciuki kierując się sportowym patriotyzmem i zwyczajną sympatią kibica, bo to sympatyczna para, a dodatkowo Banderas jest typem konia, który strasznie mi się podoba. Jak pewnie wiecie parze poszło kiepsko podczas ujeżdżenia, co nie było żadnym zaskoczeniem, bo Banderas chociaż wspaniały na krosie i podczas próby skoków, w ujeżdżeniu zwykle wypada blado. Potem zaliczyli nieco lepsze skoki i do krosu startowali ze słabej pozycji. Tej próby nie udało im się niestety ukończyć. Para zaliczyła groźnie wyglądający upadek na trudnej kombinacji. Odległość do przeszkody wyraźnie nie pasowała, koń zrobił coś w rodzaju tupnięcia, i przekoziołkował razem z jeźdźcem przez przeszkodę. Całość wydawała się niebezpieczna, ale na szczęście zarówno Paweł, jak i Banderas wyszli z tej sytuacji bez szwanku, choć obaj mocno poobijani. Zresztą jeśli jeszcze nie widzieliście tego upadku, to zobaczcie i oceńcie sami:

Upadek z konia (czy z koniem, jak to miało miejsce w tym przypadku) to nigdy nie jest powód do wstydu. W tym sporcie to się po prostu zdarza, czynników jest wiele, czasem jest to wina jeźdźca, czasem konia, czasem podłoża, sprzętu albo warunków. Tym razem tym bardziej upadek nie był powodem to wstydu bo na krosu nie skończyło 18 z 65 zakwalifikowanych par ( a tylko 3 ukończyły go w normie czasu). To oznacza jedno – trasa krosu, kombinacje przeszkód i sposób ich ustawienia były nietylko wyjątkowo trudne, ale wręcz niebezpieczne skoro tylu spośród zakwalifikowanych jeźdźców nie udało się go ukończyć. Olimpiada to nie są jakieś tam regionalne zawody dla amatorów i młodych koni, tylko rywalizacja w której bierze udział creme de la creme jeździectwa. Najlepsi z najlepszych. Jeśli taki procent uczestników oblało ten olimpijski test to nie znaczy, że byli źle przygotowani, znaczy że sam test był zły.

Zdaję sobie oczywiście sprawę, że w jeździectwie jak w każdym innym sporcie sukcesywnie podnosimy sobie poprzeczkę, a Olimpiada to takie cykliczne święto przesuwania granic ludzkich możliwości. Jeśli porównamy przebieg zawodów olimpijskich (czy jakichkolwiek innych na poziomie międzynarodowym) z dowolnej dyscypliny sprzed 50 lat i dzisiejszych, to okaże się, że to co 50 lat temu gwarantowało olimpijskie złoto dziś nie zapewniłoby nawet kwalifikacji i to nie na Olimpiadę a na zawody międzyszkolne. Doskonale ten rozwój sportu obrazuje przykład gimnastyki artystycznej z filmiku poniżej.

Sportowcy cały czas przesuwają granicę, a wraz z nimi te granice przesuwają organizatorzy zawodów starając się zapewnić nam kibicom coraz więcej wrażeń i emocji. Tegoroczny Olimpijski kros ustawiony zgodnie z zasadą no risk no fun, to również takie przesuwanie granicy. Tym razem dalej niż sięgały możliwości dużej części mięrzących się z nim sportowców. My, jeźdźcy, zawodnicy i kibice czasem zapominamy, że jeździectwo to nie jest zwykły sport, w którym wszyscy zawodnicy biorą udział dobrowolnie i świadomie, ale taki, w którym połowa drużyny nie tylko nie wie, jaka jest stawka rywalizacji, ale i jakie jest ryzyko, a co więcej nie podejmuje go samodzielnie i świadomie. Rzucanie koniom takiego wyzwania, w którym mają 20 czy 30 procent szans na upadek, poważną kontuzję, utratę zdrowia czy nawet życia, wydaje mi się zwyczajnie nie w porządku. Nie wspominając już o całkiem przyziemnym aspekcie finansowym przy narażaniu na kontuzje koni o takiej wartości.

LEs3cWXL

Źródło: http://www.rio2016.com

WKKW to dyscyplina, która jak żadna inna wystawia na próbę możliwości konia i jeźdźca, sprawdza ich poziom wyszkolenia, komunikację i zgranie od każdej strony. Ale to też zdecydowanie najniebezpieczniejsza z jeździeckich dyscyplin. Kros nawet na poziomie L czy P zawsze będzie niósł większe ryzyko kontuzji i poważnych obrażeń zarówno dla konia jak i dla jeźdźca niż zaawansowany trening czy przejazd skokowy czy ujeżdżeniowy. Zdaje sobie więc sprawę, że na zawodach rangi olimpijskiej kros po prostu z zasady jest niebezpieczny, ale taki stosunek ukończonych do nieukończonych przejazdów jak na tegorocznej Olimpiadzie to dla mnie dowód, że organizatorzy gdzieś się jednak zagalopowali i zwyczajnie wybrali widowiskowość, adrenalinę i show zamiast bezpieczeństwa i profesjonalizmu.

LOf6L1xR

Źródło: http://www.rio2016.com

2 Comment

  1. Zacznę od środka czyli od filmiku – jedne wielkie WOW. Jestem osobą bardzo młodą, więc wiele jeszcze przede mną. Sporo już w życiu widziałam, ale jestem zaskoczona tak olbrzymią przepaścią między olimpiadą sprzed kilkunastu lat a dzisiejszą. Przejdę jednak do pani wpisu, bo to on jest tutaj najważniejszy. Podzielam pani zdanie – olimpijski kros to nie lada gratka dla jeźdźca i konia. Tegoroczny śledziłam przez internetową transmisję – szkoda, że w telewizji pokazywali tylko wybrane fragmenty, ale dobrze że cokolwiek pokazali. Za naszą parę trzymałam szczególnie kciuki – zawsze podczas takich imprez w nas, Polakach, włącza się patriotyzm – nic w tym dziwnego 😉 Szkoda, że nie ukończyli krosu.
    Mam nadzieję, że na przyszłej olimpiadzie tor krosowy będzie mniej ryzykowny i organizatorzy wyciągną wnioski z tego, że tak mało zawodników zmieściło się w normie czasowej i tak mało w ogóle ukończyło przejazd.
    Pozdrawiam cieplutko :)

  2. madzia says: Odpowiedz

    Wow. Uwielbiam tego bloga

Dodaj komentarz