Konsultacje z Sally Amsterdamer

DSC00013 1

DSC00055Czas spędzony z końmi nigdy nie jest czasem straconym. Dzień spędzony na szkoleniu z Sally Amsterdamer nie był więc dniem straconym, chociaż nie mogę powiedzieć, by odmienił moje jeździeckie ja, zrewolucjonizował podejście do koni, czy zwyczajnie zostawił mi w głowie masę pomysłów i przemyśleń. Faktem jest, że na  warsztatach nie spędziłam całego weekendu, więc wypowiadam się na podstawie części treningów, ale myślę, że po dwóch dniach moja opinia byłaby podobna. Szkolenie z Sally Amsterdamer było typowym szkoleniem o charakterze mocno treningowym, takim podczas którego widownia podgląda a nie uczestniczy w warsztatach. Uwaga prowadzącej była w 100% poświęcona uczestnikom z końmi, a słuchacze wyłącznie obserwowali pracę poszczególnych par.

Porządkując myśli i przeglądając notatki z dzisiejszej kliniki ciężko mi uniknąć porównania ze szkoleniem z Gerdem Heuschmannem. Oba wydarzenie dzieli nieco ponad tydzień, a w głowie mam jeszcze sporo wrażeń po powrocie z Opola. Przysłuchując się treningom prowadzonym przez Sally Amsterdamer miałam więc w pamięci obraz szkolenia z Gerdem Heuschmannem i bardzo brakowało mi jego sposobu prowadzenia warsztatów,  mocno osadzonego w teorii, przeplatanego odniesieniami do literatury i wypowiedzi trenerów czy jeźdźców. Brakowało mi szczegółowego tłumaczenia każdej uwagi technicznej. Podczas szkolenia Gerd w zasadzie każdą wskazówkę udzielaną jeźdźcowi bardzo mocno uzasadniał, tłumaczył również publiczności. Tego mi u Sally troszkę zabrakło. Miałam wrażenie, że bardziej przyglądam się indywidualnym treningom prowadzonym przez znanego trenera niż faktycznie w nich uczestniczę. To oczywiście wina nie tylko samej Sally Amsterdamer, ale i organizatorów, którzy nie przewidzieli czasu na pytania publiczności pomiędzy treningami i nie zachęcali do ich zadawania.

Zdaję sobie oczywiście sprawę, że podczas tego typu warsztatów priorytetem trenera powinni być bezwzględnie ci uczestnicy, którzy biorą udział w szkoleniu wraz z końmi, ale jeśli już widownia zostaje zaproszona, to fajnie jeśli nie jest traktowana jak grupa zupełnie biernych słuchaczy, tylko uczestników. Szkolenia dzielą się na otwarte i zamknięte i oczywiście oba rodzaje warsztatów mają swoje zalety i cechy charakterystyczne. Szkolenia zamknięte dla publiczności zapewniają uczestnikom treningów większy spokój i pełną koncentrację trenera, a tym, którzy niekoniecznie lubią być podglądani podczas pracy, gwarantują, że w przerwie obiadowej nie będą głównym tematem rozmów. Szkolenia otwarte pozwalają większej ilości osób czerpać z doświadczeń i porad prowadzącego, ale też nadają treningom nieco szerszy kontekst, mocniejsze osadzenie teoretyczne. Tej teorii i szerszego wytłumaczenia poszczególnych elementów mi na warsztatach z Sally Amsterdamer mocno brakowało.

Tak jak napisałam na początku, czas spędzony z końmi nigdy nie jest stracony. Nie żałuję więc swojego udziału w tym wydarzeniu. Miałam okazję podglądać kolejnego trenera przy pracy, przysłuchiwać się jego radom i zaleceniom, a to zawsze pozwala na poszerzenie jeździeckich horyzontów. Być może nie ze wszystkimi opiniami Sally Amsterdamer się zgadzałam, ale w tym gąszczu jeździeckich teorii, metod i szkół nie zawsze musimy się zgadzać ze wszystkimi trenerami. Bardzo ciekawy był sam temat szkolenie – „ujeżdżenie dla skoczków”, więc sporo inspiracji treningowych i ciekawych propozycji ćwiczeń zostało po tym szkoleniu w mojej głowie i notesie. Sally faktycznie mocno koncentrowała się na takiej pracy, którą skoczkowie mogą wykorzystać na parkurze, czyli szybkich zwrotach i dobrych zakrętach, które pozwalają zaoszczędzić kilka cennych sekund podczas przejazdu, a przy tym nie zaburzają równowagi konia, na dobrym rytmie i mocnym osadzaniu konia na zadzie. Proponowała uczestnikom fajne i proste ćwiczenia, jak na przykład jazda po kwadracie czy trójkącie, dzięki którym można przygotować swojego konia do pracy na przeszkodach. Myślę, że to właśnie propozycje prostych ćwiczeń, którymi można urozmaicić skoczkowi pracę „na płaskim”, najmocniej zostaną mi w głowie po konsultacjach z Sally. Pewnie gdybym brała udział w szkoleniu razem z Siwym, jako uczestnik z koniem, miałabym trochę inne wrażenia i wspomnienia z tej kliniki, kto wie, może kiedyś się przekonam, jakie dokładnie?

Czy wzięłabym udział w konsultacjach z Sally Amsterdamer raz jeszcze jako wolny słuchacz? Nie wiem. Czy żałuję, że spędziłam na tym szkoleniu ostatnią sobotę? Ani trochę!

Z tego co wiem, Sally Amsterdamer bywa w Małopolsce dosyć często. Tych, którzy chcieliby wziąć udział w konsultacjach z nią jako wolny słuchacz bądź uczestnik z koniem, zachęcam do monitorowania strony Małopolskiego Związku Jaździeckiego, na której z wyprzedzeniem pojawiają się informacje o kolejnych konsultacjach z tą trenerką.

 

Dodaj komentarz