Jeździectwo to sport dla ludzi towarzyskich

Stajnia to miejsce, które z zadziwiającą łatwością łączy ludzi. Gdzieś pomiędzy jednym boksem a drugim, między czyszczeniem, siodłaniem, noszeniem wiader z wodą a próbą wyczyszczenia butów z błota sięgającego połowy łydki łatwo rodzą się przyjaźnie z prawdziwego zdarzenia. Może człowiek przetyrany po treningu, przemoczony do suchej nitki, przemarznięty, albo przeciwnie – spalony na letnim słońcu jest bardziej podatny poznawanie ludzi i na zwierzenia. A może nam jeźdźcom ciężko jest znaleźć poza stajnią ludzi, którzy zrozumieliby naszą pasję, bo większość hobby nie pochłania tyle czasu i pieniędzy co jeździectwo, nie wyciąga z łóżka w środku nocy, bo koń kolkuje, nie powoduje upadków w błoto i urazów kończyn. Prawda jest taka, że te stajenne przyjaźnie i znajomości są nam jeźdźcom potrzebne, bo nikt tak nie inspiruje i nie motywuje do pracy, jak inny jeździec, nikt inny nie będzie służył radą i chętnie słuchał opowieści o problemach zdrowotnych, sukcesach treningowych i kolejnych osiągnięciach.

Trochę to paradoksalne, bo jeździectwo to przecież sport wyjątkowo indywidualny. Wyjątkowo, bo wymaga od jeźdźca ogromnej koncentracji na koniu i dobrej komunikacji z nim, a to z kolej oznacza absolutne wyłączenie się na wszystkie zewnętrzne bodźce. Gdzieś tam na końcu, mimo wsparcia trenera z ziemi,  jest się sam na sam z koniem i to od tej relacji, od chemii między jeźdźcem a koniem i ich koncentracji zależy sukces albo porażka. Mimo że jeździectwo to tak bardzo indywidualny sport, my jeźdźcy jesteśmy istotami wybitnie stadnymi. W dobrym i w złym znaczeniu. Chyba każdy przynajmniej raz w swojej karierze znalazł się w sytuacji, w której czuł się intruzem, wystawionym na krytyczne, a może nawet złośliwe komentarze ze strony stałych bywalców stajni. My koniarze z zadziwiającą łatwością łączymy się w hermetyczne grupy, plotkujemy, oceniamy i krytykujemy. Niewiele jest stajni, w których ze świecą szukać takiej kliki i loży szyderców, która chętnie komentuje poczynania, konie, strój, metody treningowe i sprzęt innych bywalców stajni. Na szczęście oprócz zadzierania nosa i krytykowania potrafimy się wspierać, pomagać sobie nawzajem i motywować jak mało kto, a gdzieś tam na końcu, mimo wielu różnic łączy nas wspólna pasja i miłość do koni.

Bycie jeździeckim samotnikiem jest w zasadzie prawie niemożliwe. Nawet jeśli do stajni wpada się tylko na szybki trening i biegnie dalej, zawsze w przelocie zamienia się dwa słowa z kimś kto parę boksów dalej czyści swojego konia, albo z kimś kogo akurat spotka się na ujeżdżalni. I tak od słowa do słowa, od treningu do treningu rodzą się te jeździeckie przyjaźnie. I ani się człowiek obejrzy, a umawia się na wspólne wyjazdy w teren czy wspólne trenowanie i dzwoni, żeby opowiedzieć o kłopotach podczas ostatniej jazdy albo kolejnym małym sukcesie treningowym. Gdyby nie inni jeźdźcy, podglądanie ich przy pracy, dyskusje i rozmowy na temat koni i jazdy, wielu rzeczy bym się nie dowiedziała i z całą pewnością gorzej bym jeździła. Otaczający nas pasjonaci inspirują i motywują do pracy nad sobą, bez względu na to jaką dyscypliną się zajmują i na jakim są poziomie zaawansowania. Czasem najbardziej inspirujące są nie umiejętności, a zacięcie, upór i czas poświęcany na pracę nad swoimi błędami. Czasem drobiazg podejrzany u innego jeźdźca – ułożenie nadgarstka, kolana czy barku, pozwala na rozwiązanie własnego problemu w siodle. Czasem prosty komentarz czy rada rzucona gdzieś w przelocie potrafią otworzyć nam oczy, uzmysłowić problem i jeszcze odnaleźć jego rozwiązanie. Inni jeźdźcy z chęcią i zainteresowaniem słuchają, opowiadają i dyskutują, bo jak nikt inny rozumieją wszystkie końskie radości i bolączki. Chętnie radzą i służą pomocą. Szczerze chwalą i doceniają postępy, bo jak mało kto wiedzą, ile kosztowały czasu i wysiłku. Zawsze oferują swoją pomoc, jeśli w grę wchodzi zdrowie czy opieka nad koniem. Jeździectwo to sport indywidualny, ale jeździecka pasja jest na swój sposób grupowa, fajnie się nią dzielić i przeżywać ją wspólnie z innymi koniarzami.

5 Comment

  1. Bardzo prawdziwy wpis , doskonale obrazujący jeździeckie relacje. Ja osobiście kilka dni temu rozmyślałam nad tym ilu ludzi poznałam dzięki mojej kobyłce . Kiedy to po dość długiej przerwie wróciłam do jeździectwa i na nowo poznawałam ludzi oraz stajenne zwyczaje. Osobiście jestem w stanie potwierdzić że sport ten rodzi bardzo dużo ciekawych znajomości oraz przyjaźni , A każda wizyta w stajni daje energię oraz szczęście które motywuje do wykonywania czynności dnia codziennego.
    Pozdrawiam :)

    1. Kaja says: Odpowiedz

      Jeżdżąc konno po prostu nie da się nie poznawać ciekawych ludzi i nie nawiązywać przyjaźni. Taki to już towarzyski sport! Pozdrawiam! :)

  2. Zosia says: Odpowiedz

    Ten post zdecydowanie należy do jednych z moich ulubionych które są na Twoim blogu. W stajni mam wiele przyjaciół, poza nią jest już z tym gorzej, ponieważ cały mój świat kręci się wokół koni, jeździectwa. W szkole nie mogę normalnie porozmawiać z koleżankami czy kolegami ze względu na to, że mnie nie słuchają, a w stajni każdy mnie wysłucha.

    1. Kaja says: Odpowiedz

      Dziękuję! :) Niestety tak to jest, jak pasja zajmuje nam większość czasu. Fajnie, że masz z kim dzielić swoje zainteresowania w stajni! :)

  3. Aga says: Odpowiedz

    Myślę że każdy z nas znajdzie w tym tekście trochę siebie :) fajnie zebrane przemyślenia

Dodaj komentarz