Fajna z nas para

SONY DSC

SONY DSCZapewne nie ma sensu nikomu powtarzać dobrze znanego stwierdzenia, o tym że każdy koń jest inny, ma swój charakter i swoją osobowość. Wszyscy, którzy w jakimkolwiek stopniu zetknęli się z jeździectwem doskonale wiedzą, że nowy koń to zawsze nowy partner i nowe doświadczenie. W pewnym sensie uczenie się wszystkiego od początku i zawsze jest to swego rodzaju kompromis względem swoich przyzwczajeń i nawyków.

Pierwszy własny koń to kolejny poziom partnerstwa i relacji, ale to też ogromne ryzyko niespełnienia tych wszystkich oczekiwań, które jeździec często nieświadomie trzyma gdzieś z tyłu głowy w oczekiwaniu na własnego konia. Ten pierwszy własny koń ma być sumą najlepszych doświadczeń, sumą najlepszych koni z jakimi kiedykolwiek się obcowało, a po trosze i sumą wyobrażeń jeźdźca o samym sobie i swoich umiejętnościach. Rzeczywistość często okazuje się być zupełnie odmienna, koń uparty i niechętny, a jeżdziec nie dość doświadczony. Tu wracamy do tego nieco wyświechtanego stwierdzenia – każdy koń jest inny. I co więcej nie zawsze jest taki, jak byśmy chcieli.

Z Fabianem miałam wyjątkowe szczęście, bo to po prostu fajny dzieciak. Czasem trochę uparty, a czasem zbyt rozbrykany, ale koniec końców taki, który słucha i chce zrozumieć, a to jest najważniejsze. Mimo to pół roku zajęło nam znalezienie właściwej drogi do siebie. Chociaż należałoby raczej powiedzieć „pół roku zajęło MNIE znalezienie właściwej drogi do niego”. Dlaczego? Bo mimo miłości absolutnej i to od pierwszego wejrzenia, zupełnie nieświadomie oczekiwałam od niego, że będzie sumą wszystkich najlepszych koni w moim życiu. Chciałam, żeby był pewny siebie i odważny, a on panicznie bał się wody i tego wszystkiego, co z punktu widzenia konia jest absolutnie mordercze, a wiec torebek plastikowych, parasoli, pustych butelek i wiatru. Chciałam, żeby był dojrzały i spokojny, a on nie znosi nudy i nie potrafi ustać w miejscu przez minutę. Chciałam, żeby potrafił skupić się tylko na mnie, a on ma silny instynkt stadny i lubi zawsze być z końmi. Fabian kiedy do mnie przyjechał był koniem niemalże surowym, w ciągu dwóch miesięcy zrobiliśmy ogromny postęp po czym cofnęliśmy się do początku, a może i jeszcze dalej. Powodem były te wszystkie błędne wyobrażenia, ale i mój zupełnie nieświadomy brak zaufania do Fabiana. Zaczęliśmy więc wszystko od początku, po drodze zmieniając również stajnię. Dzisiaj po ponad półrocznej pracy każda wizyta u Fabsa utwierdza mnie w przekonaniu, że w końcu znaleźliśmy drogę do siebie nawzajem. Fabian przezwyciężył większość swoich lęków i dziś większość nowych rzeczy zamiast wzbudzać w nim strach, wzbudza w nim ciekawość, wprawdzie woda wciąż wydaje mu się być absolutnie śmiercionośna, ale wszystko przed nami. Znaleźliśmy też wspólny język podczas treningu, a Fabian okazał się być koniem pojętnym, zdolnym i chętnym do pracy. Przede wszystkim jednak zbudowaliśmy relację opartą na zaufaniu i zrozumieniu, a ne pewno próbie zrozumienia. I mimo tego, że każde z nas miewa dobre i złe dni, to chyba fajna z nas para.

Chociaż to wszystko właściwie nie ma znaczenia. Co ma znaczenie? Wejść na pastwisko i widzieć z daleka jak Twój koń najpierw  podnosi głowę, potem odwraca jedno ucho, a na koniec zostawia kumpli i idzie wprost do Ciebie. No może nie całkiem wprost, bo omijając po drodze mordercze kałuże.

3 Comment

  1. esti says: Odpowiedz

    ja dopiero zaczynam jezdziectwo od roku juz idzie mi to bardzo powoli ale nauczylo mnie to wytrwalosci
    moje gg 38078631

  2. aga says: Odpowiedz

    jak bym czytała własne myśli, idealnie opisane :)

    1. Kaja says: Odpowiedz

      Dziękuję!

Dodaj komentarz