Do przodu

DSC_1536-kopia 2

Po długich przebojach z wdrażaniem Stefana do pracy, jego niemożliwą do pohamowania energią i uskutecznianymi na każdym właściwie treningu szaleństwami, można powiedzieć, że wyszliśmy na prostą. Trochę to trwało, zanim zrozumiałam, że energia nie jest moim wrogiem, tylko sprzymierzeńcem, ale efekty tej zmiany w moim myśleniu odczuwam na każdym właściwie treningu i cieszę się nimi za każdym razem, kiedy siedzę w siodle. Jeśli praca z koniem bywa sinusoidą, to wspinamy się teraz ze Stefanem raźno w górę i sprawia mi to masę frajdy, ale oczywiście to, że w ogólnym rozrachunku jest dobrze, nie oznacza jednak wcale, że codzienność nie przynosi wyzwań, trudności i rozterek.

DSC_1529-kopia 2

Z każdym treningiem dopiero uczę się pracy w tej wyższej energii, a to oznacza, że po drodze popełniam całą masę błędów. Sporym wyzwaniem jest dla mnie skierowanie energii Stefana do ruchu naprzód bez rozciągania i rozwlekania go. Szukając tego ruchu naprzód, zaczęłam zbytnio rozciągać galop zamiast dobrze go skumulować. Gdzieś tam znowu wróciliśmy do tego, że zabrakło dobrego galopu, na poziomie nie tyle braku energii jako takiej, ale zapanowania nad nią, ogarnięcia jej, odpowiedniego skumulowania i przełożenia na pracę. Temat przekuwania energii na właściwą pracę i wykorzystania jej jest w ogóle osią ostatnich tygodni. To rozwlekanie Stefana było po pierwsze pokłosiem braku wymagania z mojej strony od początku treningu, a po drugie nieumiejętnością pracy w tej wyższej energii. Pozwalałam Grubemu na obijanie się podczas rozprężania go i w efekcie zaczynając właściwą pracę na przeszkodach Stefan wprawdzie galopował wesoło naprzód, ale nie był skoncentrowany i gotowy do obciążenia, tylko rozciągnięty i niepodstawiony. Może i galopował w dystansie, ale całą energię gubiłam gdzieś na łuku, a potem próbowałam ratować sytuację rozciągając go na kilka fouli przed skokiem, tylko jeszcze mocniej go wypłaszczając. I chociaż energia i ruch naprzód był, to efekty były odwrotne, niż tego oczekiwałam.

DSC_1491-kopia

I chociaż konsekwentne wymaganie od początku treningu weszło mi już raczej w nawyk, to wciąż uczę się panowania i pracy z tym nowym dla mnie poziomem energii. Już teraz widzę zmiany będące efektem wskoczenia na ciut wyższy poziom energii, ale wciąż wiele brakuje do tego, jak to faktycznie powinno wyglądać. Niekiedy to, co sama odczuwam z siodła, nie jest tożsame z tym, co widać z ziemi. Stefan jest duży i to czasem też potrafi być mylące, niekiedy z siodła mam wrażenie, że mamy już bardzo wysoki poziom energii i dużą dynamikę, a tymczasem, oglądając film z danego treningu, widzę, że to jeszcze w ogóle nie było to. Do tego dochodzi jego pobudzenie, reakcje na wszystko wokół, które dodatkowo mylą i potęgują wrażenie wysokiego poziomu energii. Czasem wydaje mi się, że jestem na granicy kontroli, a tymczasem po obejrzeniu ich na filmikach, dopiero te przejazdy wydają mi się w punkt. Szukania tego odpowiedniego poziomu dynamiki wciąż jest dla mnie wyzwaniem i z każdym treningiem zbieram kolejne doświadczenia i uczę się wskakiwania na właściwy level energii, a potem wykorzystywania jej. Oczywiście oznacza to, że popełniam przy tym całą masę błędów, które pojawiają się niejako w efekcie tej pracy w nieco wyższej dynamice. Choćby to, że zaczęłam zbytnio podnosić ręce przy dojeździe do przeszkody i w sytuacjach bardziej czy mniej krytycznych, kiedy Stefan faktycznie zaczyna targać. W takich momentach, zamiast lepiej usiąść i mocniej posadzić go na zadzie nie wytracając tej energii tylko lepiej ją kumulując, odruchowo zaczynam zbyt mocno działać ręką. Albo to, że pozwalam na gubienie tempa w zakręcie i w efekcie ostatecznie brakuje mi jej w samym dojeździe do przeszkody. Albo to, że zaczęłam nieświadomie siedzieć asekuracyjnie i pochylać się do przodu zamiast usiąść pewnie w siodle i po prostu jechać w równym tempie. Albo to, że zaczęłam gubić się w dojeździe do przeszkody i dwa razy zmieniać decyzję czy przytrzymać, czy mocniej rozjechać. Albo to, że wprawdzie nauczyłam się względnie pewnie atakować oksery, a tymczasem do stacjonat mi tej pewności i stanowczości brakuje. Bieżącej pracy, błędów do skorygowania i kolejnych wyzwań jest więc cała masa, niemniej mam poczucie, że na przestrzeni ostatnich tygodni wskoczyliśmy ze Stefanem na nowy poziom komunikacji.

DSC_1530-kopia

Jeszcze kilka tygodni temu prowadzenie Stefana w tym tempie wzbudzałoby we mnie poczucie totalnego braku kontroli, a tymczasem teraz czuję, że na takim poziomie energii jest nam obojgu dużo łatwiej. Przy tym wszystkim Stefan bardzo mocno się otworzył, nabrał pewności siebie, dynamiki, dużo bardziej ciągnie do przeszkody, dużo pewniej atakuje, lepiej się koncentruje na zadaniu, a nie na wszystkim wokół. A sam poziom energii nie prowadzi do większej ilości fajerwerków, tylko – wręcz przeciwnie – do większego skupienia i efektywniejszej pracy. Ja sama z drugiej strony zaczęłam mieć wielką frajdę z pracy z tym koniem, ze wspólnego szlifowania, z przepracowywania kolejnych problemów. Ta wyższa energia pozwala nam powoli wchodzi na inny pułap i to też jest ogromną frajdą, a poczucie, że idziemy wreszcie do przodu zamiast kręcić się w kółko, jest bezcenne.

Dodaj komentarz